Antarktyda się rozpuszcza

Zostawione na lodzie, czyli reportaż na upały
Dużo większa od Europy, ale mało znana, bo na stałe nie osiedlił się tu żaden człowiek. Antarktyda wpływa na nasz los bardziej, niż jesteśmy tego świadomi.
Lech Mazurczyk/Polityka

Niemal błękitna góra lodowa, okolice Cieśniny Bransfielda.
Andrzej Lubowski/Polityka

Niemal błękitna góra lodowa, okolice Cieśniny Bransfielda.

Pingwin Adeli ze swoim śmiertelnym wrogiem, czyli lampartem morskim.
Barcroft Media/Getty Images

Pingwin Adeli ze swoim śmiertelnym wrogiem, czyli lampartem morskim.

Pingwiny Adeli oko w oko ze słoniem morskim.
Andrzej Lubowski/Polityka

Pingwiny Adeli oko w oko ze słoniem morskim.

Ogon wieloryba.
Andrzej Lubowski/Polityka

Ogon wieloryba.

Losy wielu zwierząt żyjących na Antarktydzie nierozerwalnie łączą się z lodem, a tego z powodu globalnego ocieplenia jest coraz mniej.
Andrzej Lubowski/Polityka

Losy wielu zwierząt żyjących na Antarktydzie nierozerwalnie łączą się z lodem, a tego z powodu globalnego ocieplenia jest coraz mniej.

Antarktyka jest cztery razy „naj”: to najwyższy, najbardziej wietrzny, najuboższy w opady i najzimniejszy kontynent, znacznie chłodniejszy niż Arktyka. Z prostego powodu: ląd w jego centrum, Antarktyda, jest otoczony przez wody – odwrotnie niż Arktyka. Kontynentalne klimaty Alaski, Kanady, Rosji czy Skandynawii łagodzą chłód Arktyki, podczas gdy Ocean Południowy odcina Antarktykę od najbliższych lądów.

Prawdziwa Antarktyda zaczyna się na południe tzw. strefy konwergencji arktycznej, gdzieś między 55. i 60. równoleżnikiem. Lodowate prądy mogą jednak popchnąć tę granicę aż do 50. równoleżnika. To tutaj lodowata woda Antarktydy zderza się z ciepłymi wodami Pacyfiku, Atlantyku oraz Oceanu Indyjskiego i rozpływa się po całym globie, kształtując prądy, które ostatecznie zasilą planktonem całe podwodne życie na Ziemi. Dwa najważniejsze i najżyźniejsze prądy, niosące ze sobą bogactwo protein – Benguelski, płynący wzdłuż Afryki Zachodniej, i Humboldta, obmywający zachodnie brzegi Ameryki Południowej – mają swe źródło w Antarktydzie.

Wyruszamy z Ushuai, najbardziej na południe położonego miasta na świecie. Statkiem „Ocean Endeavor”, zwodowanym w 1982 r. w Szczecinie, dowodzi kapitan Denis Radji. 137 m długości i 11 m szerokości, napędzany czterema silnikami Skoda Sulzer, każdy o mocy 4355 KM – powstał na zlecenie radzieckiego armatora, a ten z reguły zamawiał jednostki, które w razie potrzeby mogły służyć wojsku. Ma więc kadłub solidnie wzmocniony, co przydało się przy spotkaniach z lodem.

Przybysz w te strony, zanim nasyci wzrok widokiem lodu, wypatruje zwierząt: wielorybów, fok i pingwinów. Ekspert przywołuje go do porządku, tłumacząc, że najważniejszy tutejszy żywy organizm jest ledwie widoczny, bo schowany zwykle pod lodem. To kryl, pomarańczowo-różowy skorupiak żywiący się algami i fitoplanktonem – pięciocentymetrowe stworzenie podobne do krewetki, o wadze do dwóch gramów. Bez niego nie istniałoby na Ziemi życie takie, jakim je znamy. Każde stworzenie na Antarktyce, jeśli nie je kryla, to żywi się czymś, co go je. Szacuje się, że populacja kryla od 1970 r. skurczyła się o 80 proc.

Rodzice-nieloty

Po czterech dniach żeglugi, w tym dwóch solidnego chybotania w Cieśninie Drake’a, docieramy do wysp Danger, grupy kilku niewielkich wysp. Jedną z nich, Heroinę, zamieszkuje przeszło pół miliona pingwinów Adeli, czyli białookich. To jeden z dwóch gatunków pingwinów, które rozmnażają się wyłącznie na Antarktydzie – drugi to słynne Emperor (pingwiny cesarskie), które mają ponad metr wzrostu, a ich młode, jako jedyne żyjące stworzenie, wykluwają się na Antarktydzie zimą.

Ogólnie rzecz biorąc, ptaki wykształciły zdolność latania po to, aby wymknąć się drapieżnikom na lądzie i móc latać daleko w poszukiwaniu pożywienia. Wody południowej półkuli były i wciąż są jednak bogate w pokarm, a lądy – stosunkowo bezpieczne, i to tłumaczy ewolucję pingwinów. Przybierały na wadze i stopniowo, przez miliony lat, przekształcały się w nieloty.

Pingwiny Adeli, ledwie sięgające człowiekowi do kolan, wyjątkowo dzielne i uparte, żyją ze wszystkich pingwinów najbliżej bieguna. Do przetrwania potrzebują niewiele. Po pierwsze, wolnego od lodu i śniegu lądu, żeby zrobić gniazda. Po drugie, dostępu do wody, w której mogą żerować. I po trzecie, morskiego lodu, na którym zimą można odpocząć i z którego można zanurkować w poszukiwaniu kryla i ryb. Przez sporą część życia wędrują. Niezależnie od tego skąd – niektóre pokonują trasę kilku tysięcy kilometrów – pingwiny Adeli trafiają na miejsce godów z precyzją GPS na przełomie września i października, aby pisklaki przyszły na świat latem.

Ta wędrówka to czas wojskowej niemal dyscypliny – maszerują w szyku, zatrzymują się na odpoczynek lub sen i ruszają dalej niemal na komendę. Ale już przy powrocie do kolonii i po spotkaniu z partnerami dają o sobie znać emocje, dostrzec można chaos i bałagan. Panowie zwykle wracają wiosną pierwsi. Nie walczą o partnerki, jak to jest na przykład wśród fok. Inaczej niż panie, szczególnie gdy po powrocie łapią swego zeszłorocznego partnera z inną. Jeśli romans trwał kilka dni, nowa zwykle poddaje się bez większej awantury. Gdy jednak był dłuższy, bijatyka nabiera rumieńców. Para kopuluje wielokrotnie, tak na wszelki wypadek. A potem zaczyna się odpowiedzialność rodzicielska.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną