Nauka

Spirulina i chlorella: superfoods czy supermit?

Nitkowate sinice z rodzaju Arthospira, czyli popularna spirulina. Nitkowate sinice z rodzaju Arthospira, czyli popularna spirulina. AntonMatyukha / PantherMedia
Spirulina i chlorella to jedne z najpopularniejszych produktów z grupy tzw. superfoods (superżywność, superpokarmy). Czy rzeczywiście są tak bardzo „super”?

Spirulina to nazwa handlowa nitkowatych sinic z rodzaju Arthospira, chlorella to natomiast słodkowodne, jednokomórkowe zielenice. Jedne i drugie zaliczamy do mikroalg, a pomysł, by je jeść, wcale nie jest nowy. Już 2 tys. lat temu Azjaci jadali je w okresie głodu, spirulina znana była Majom i Aztekom, spożywały ją także niektóre ludy afrykańskie. Do dziś niektóre z nich zbierają ją z jeziora Czad.

Dziś spirulinę i chlorellę w postaci proszków, tabletek czy kapsułek można kupić w aptekach, drogeriach, sklepach spożywczych, no i oczywiście w internecie. Uprawa mikroalg, prowadzona na ogół w specjalnie do tego celu zaprojektowanych zbiornikach, została skomercjalizowana. Roczna produkcja wynosi ok. 7 tys. ton suchej biomasy, o łącznej wartości ok. 80 milionów dolarów. Liderem w tym względzie są Chiny.

Czytaj także: Dieta przyszłości: zero mięsa, egzotyczne owoce i żywność z laboratoriów

Spirulina i chlorella dobre na wszystko. Ale na co?

Skąd taka popularność spiruliny i chlorelli? Niektórzy wierzą, że dzięki nim można oczyścić ciało z toksyn. Niestety, nie ma żadnych dowodów naukowych, które uzasadniałyby te nadzieje. Owszem, mikroalgi mogą kumulować w swojej biomasie obecne w środowisku metale toksyczne, takie jak kadm czy ołów, ale to nie oznacza, że przyjmowanie preparatów opartych na tych mikroorganizmach będzie je usuwać z tkanek.

Spirulina i chlorella mają jednak potencjalnie korzystne działanie, wykazane na poziomie badań eksperymentalnych, a nawet klinicznych. Do najciekawszych obserwacji należy pozytywny wpływ ich suplementacji na profil lipidowy – redukcję stężenia cholesterolu LDL i trójglicerydów, przy jednoczesnym podnoszeniu poziomu cholesterolu HDL. Ponadto zarówno spirulina, jak i chlorella wykazują działanie immunomodulacyjne, przeciwbakteryjne, antyoksydacyjne, obniżające poziom cukru i ciśnienia tętniczego. Stwierdzono nawet, że u osób zarażonych wirusem HIV suplementacja spiruliny może zmniejszyć poziom wiremii i podnieść liczbę limfocytów. Powyższe obserwacje są z pewnością obiecujące, ale obecnie niewystarczające, by móc wykorzystać spirulinę czy chlorellę w leczeniu jakiejkolwiek choroby. Tym bardziej nie na własną rękę.

Superskład na miarę superfoods?

Mikroalgi przyciągają konsumentów również ze względu na skład odżywczy. Tak spirulina, jak i chlorella są rzeczywiście bogatym źródłem białka (stanowiącym 60–70 proc. całkowitego ich składu) i zawierają wszystkie biogenne aminokwasy. Niestety nie są one jednak, jak uważają niektórzy, źródłem kwasu dokozaheksaenowego (DHA) i eikozapentaenowego (EPA), najcenniejszych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega-3. Jedynie chlorella może zawierać niewielkie ilości kwasu alfa-liponowego (ALA).

Czytaj także: Żywienie przesądów. Tak się kreuje modę na jedzenie

Mikroalgi zachwalane są również z uwagi na zawartość niektórych witamin i składników mineralnych. Należy jednak pamiętać, że przy zalecanej na ogół dawce 3–5 g preparaty te w znikomym stopniu pokrywać będą dzienne zapotrzebowanie na pierwiastki takie jak wapń, fosfor, magnez, sód, potas, miedź, mangan, selen czy cynk. Wyjątkiem jest tu żelazo – spożywając suplementy na bazie spiruliny czy chlorelli jesteśmy w stanie pokryć ponad 25 proc. dziennego zapotrzebowania na ten pierwiastek. Niestety, suplementy te – zażywane w rekomendowanych ilościach – nie zaspokoją też w istotny sposób zapotrzebowania naszego organizmu na większość witamin (A, B1, B2, B3, B6, C, E i K).

Z kolei witamina B12 w spirulinie występuje w formie nieaktywnej biologicznie (tzw. pseudowitaminy B12). Jej źródłem może być jednak chlorella, która zawiera biologicznie aktywny analog B12 w postaci metylokobalaminy. W jedynym do tej pory przeprowadzonym badaniu klinicznym stwierdzono, że suplementacja wysokimi dawkami chlorelli (aż 9 g dzienne przez 60 dni) wywoływała korzystne zmiany w gospodarce witaminą B12 u osób ze stwierdzonym jej deficytem. Czy jednak nie prościej z tego typu problemem poradzić sobie przy pomocy specjalnych preparatów zawierających po prostu cyjanokobalaminę?

Suplementy na bazie mikroalg mogą zawierać ołów, arsen i związki glinu

Niestety wzrost zainteresowania spiruliną i chlorellą odbił się na jakości niektórych z oferowanych na rynku produktów. W części z nich stwierdzano istotne zanieczyszczenie ołowiem i arsenem, także w jego najbardziej toksycznych, nieorganicznych formach. Z kolei w innych preparatach wykryto wysoką zawartość związków glinu, będącą prawdopodobnie rezultatem używania tego pierwiastka jako flokulanta w procesie pozyskiwania biomasy. Biodostępność glinu przyjętego drogą pokarmową jest wprawdzie niewielka, jest to jednak pierwiastek toksyczny. Przy sporadycznym spożyciu takie produkty z pewnością nie powinny istotnie szkodzić, ale wówczas należy się zastanowić, czy spożywanie ich ma w ogóle sens?

Ilość nie równa się jakość

Ponadto, w niektórych preparatach dostępnych na rynku znajdowano niebezpieczne związki produkowane przez toksyczne sinice, np. Microcystis aeruginosa. Świadczy to o problemie w utrzymywaniu czystości hodowli i pojawianiu się w niej gatunków zdolnych do syntezy tych niepożądanych – z punktu widzenia zdrowia – substancji. Jednak w największym stopniu problem ten dotyczy wcale nie spiruliny ani chlorelli, ale suplementów diety opartych o sinice z gatunku Aphanizomenon flos-aquae (o nazwie handlowej AFA), w których stwierdzono m.in. hepatotoksyczne mikrocystyny i neurotoksyczne anatoksynę-a i beta-metylo-L-alaninę. Nie dziwi więc, że spośród konsumentów suplementów opartych o mikroalgi to ci wybierający AFA najczęściej zgłaszają występowanie niepożądanych skutków suplementacji, takich jak ból brzucha, nudności czy wymioty.

Czytaj także: Przeciwko wolnej amerykance suplementów diety w Polsce

A jeśli spirulina i chlorella, to jaka?

Z odżywczego punktu widzenia ani spirulina, ani chlorella nie oferują nic ponad to, co można znaleźć w innych produktach, w rekomendowanych ilościach nie przyczyniają się do istotnego pokrywania zapotrzebowania na większość składników mineralno-witaminowych, a na dodatek niektóre wprowadzane na rynek preparaty charakteryzuje wątpliwa jakość. Dobrze, by ten kto i tak chce po nie sięgnąć, zwracał uwagę na informacje dotyczące producenta, składu, kraju pochodzenia, które zawarte są na opakowaniu: im jest ich więcej i są bardziej konkretne, tym lepiej. Pojawienie się jakichkolwiek objawów niepożądanych powinno być wskazaniem do natychmiastowego zaprzestania suplementacji. Nie należy również przekraczać zalecanych dawek, co niektórzy konsumenci mają w zwyczaju celem zwiększenia podaży witaminy czy związków mineralnych – lepiej sięgnąć po inne, powszechnie dostępne i bogatsze ich źródła. Z uwagi na immunostymulujące właściwości mikroalg ostrożność w ich stosowaniu zaleca się osobom chorym na choroby autoimmunologiczne. U niektórych pacjentów, np. z pęcherzycą zwykłą, stwierdzono bowiem nawrót objawów po spożyciu spiruliny.

Czytaj więcej: Dieta wysokorozumowa. Wszystko, czego ludzie nie wiedzą o jedzeniu

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Losy władczyń, które nie mogły dać mężom potomka

Kobieta, która nie mogła urodzić następcy tronu, była narażona na niebezpieczeństwa.

Tomasz Targański
23.02.2021
Reklama