Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

Czy inwestycja w edukację się opłaca?

. . mat. pr.
Inwestycja – w świecie zdominowanym przez krótkoterminowe cele – w coś, co może przynieść profity dopiero za kilkadziesiąt lat, wydaje się działaniem niedorzecznym.

W debacie publicznej dominuje narracja o wysokich kosztach edukacji. Skupiona jest ona przede wszystkim na problemach, brakach i niedostosowaniu systemu. Edukacja w tym ujęciu traktowana jest jako wydatek budżetowy, który należy optymalizować.

A gdyby tak poszukać w słowniku innego słowa jako synonimu „edukacji”? W miejsce rzeczownika „koszt” wpisać „inwestycję”. Wówczas teza brzmiałaby: „edukacja to inwestycja”.

Edukacja ≠ koszt → Edukacja = inwestycja

Tak, edukacja pociąga za sobą koszty, ale dokładnie w taki sam sposób, w jaki są one wpisane w każdą inną inwestycję. Ile kosztowałoby jej zaniechanie?

Rola edukacji ulega transformacji. Tradycyjny model, skupiony na zapamiętywaniu faktów, staje się niewystarczający. Kluczowe staje się nie to, CZEGO się uczymy, ale JAK i PO CO. Społeczne koszty braku działań dostosowanych do trwającej transformacji – albo ciągłego ograniczania inwestycji w edukację, zwłaszcza na poziomie szkoły podstawowej – mogą być ogromne. A ich ciężar odczują przede wszystkim przyszłe pokolenia. Społeczeństwo i rynek pracy zgłaszają bowiem rosnące zapotrzebowanie na dorosłych, którzy potrafią myśleć samodzielnie i niestereotypowo, kreować nowe koncepcje i rozwiązywać złożone problemy we współpracy z innymi. Raport „Przyszłość edukacji, Scenariusze 2046” Infuture Institute potwierdza, że kluczowe czynniki zmian to innowacyjność, kreatywność oraz holistyczna spójność. Edukacja musi balansować kulturę indywidualizmu z kulturą współpracy – rozwijać zarówno samodzielne myślenie, jak i umiejętność pracy zespołowej. Chodzi o zdolność adaptacji w świecie, w którym sztuczna inteligencja automatyzuje rutynowe zadania, a także o inteligencję emocjonalną, zarządzanie sobą w czasie i odporność psychiczną w obliczu przeciążenia informacjami. Szkoła podstawowa to miejsce, gdzie te fundamenty muszą być budowane.

Inne dane ekonomiczne potwierdzają rentowność inwestowania w edukację. Raport „Catalyzing Education 4.0” wykazuje, że każdy 1 dolar zainwestowany w edukację dziecka przynosi średnio 5 dolarów zwrotu w ciągu jego życia. Szacuje się, że inwestowanie w samą tylko umiejętność wspólnego rozwiązywania problemów może dodać do globalnego PKB kwotę 2,54 biliona dolarów.

To jest zysk, który jest możliwy do osiągnięcia. A co jest po stronie strat spowodowanych niewystarczającym inwestowaniem w edukację?

Koszt pierwszy: nierówności społeczne

Gdyby szkoła nie była powszechna, jak miało to miejsce przed wiekami, dostęp do niej miałyby wyłącznie elity. Mielibyśmy do czynienia z sytuacją, w której potencjał rozwojowy dziecka byłby z góry zdeterminowany przez status społeczny i ekonomiczny jego rodziców. To właśnie szkoła publiczna, mimo wszystkich swoich wad, wciąż pozostaje głównym mechanizmem wyrównywania szans. To w niej spotykają się dzieci z różnych domów, o różnym kapitale kulturowym i ekonomicznym.

Brak inwestycji w system publiczny doprowadziłby do tego, że różnica między jakością kształcenia w szkołach publicznych a prywatnych zamieniłaby się w przepaść. Cofnęłoby to nas do realiów społeczeństwa klasowego, w którym większość traci szansę na awans społeczny.

Koszt drugi: regres gospodarczy i utrata kadr

Polska nie ma bogatych zasobów naturalnych. Największym potencjałem są obywatele. Mamy świetne kadry – dobrze wykwalifikowanych i pracowitych ludzi. Potwierdzają to innowacje na skalę światową – takie jak te, o których mowa w kampanii „We did it in Poland”: mObywatel, Blik, InPost, ElevenLabs. Dla zagranicznych inwestorów ważna jest jakość naszych kadr.

Gdyby zabrakło powszechnej szkoły podstawowej, wielu młodych dorosłych byłoby nieprzygotowanych pod względem ogólnego potencjału. Nie chodzi tu nawet o umiejętności ściśle zawodowe, ale o samą bazę, czyli zdolności kognitywne, umiejętność rozumowania, myślenia i liczenia. Szkoła je rozwija, zapewniając podstawę do dalszego rozwoju.

Inwestycja w edukację podstawową to inwestycja o najdłuższym horyzoncie czasowym. Efekty decyzji podjętych (lub zaniechanych) wobec dzisiejszych pierwszoklasistów zaobserwujemy za 15-20 lat. Wymaga to od decydentów myślenia strategicznego, wykraczającego poza horyzont jednej kadencji parlamentarnej.

Raport „Nauka i szkolnictwo wyższe a PKB”, przygotowany z inicjatywy Konferencji Rektorów Uczelni Ekonomicznych, udowadnia, że każda złotówka zainwestowana w badania naukowe w Polsce przynosi zwrot od 8 do 13 złotych w postaci wyższego PKB. Badania wykazały, że miasta posiadające ośrodki akademickie rozwijają się nawet o 30% szybciej niż te, które ich nie mają. Potrzebne są szkoły podstawowe, gdzie rozbudza się w dzieciach pasje do zadawania pytań i samodzielnego szukania odpowiedzi.

.mat. pr..

Koszt trzeci: erozja spójności społecznej i obywatelskości

Dzięki szkole podstawowej uczniowie i uczennice poznają osoby wywodzące się z różnych modeli rodzin i środowisk. To doświadczenie budujące społeczeństwo otwarte na inność i potrafiące radzić sobie z konfliktami. Bez tego mechanizmu istnieje ryzyko, że przyszłe pokolenia będą funkcjonowały w zamkniętych, elitarnych grupach podobnych do siebie osób.

Społeczeństwo pozbawione fundamentów krytycznego myślenia, które powinna kształtować w nas szkoła, staje się bezbronne wobec dezinformacji, manipulacji i populizmu. To bezpośrednie zagrożenie dla stabilności demokracji. Brak inwestycji w edukację to w istocie inwestycja w bierność obywatelską.

Szkoła kształtuje przyszłego obywatela, co pozwala przypuszczać, że gdyby jej nie było, bylibyśmy narodem pozbawionym zdolności obywatelskich: bez organizacji pozarządowych i chęci aktywizmu, biernym wobec władzy.

Od sensu do zmiany

Wiadomo, że system wymaga zmian. Problem w tym, że narzucane z góry wielkie reformy rzadko się udają, ponieważ nie są „zinternalizowane” przez nauczycieli i nauczycielki, dyrektorów i dyrektorki. Zmiana musi zadziać się oddolnie.

Bliska jest mi koncepcja „Wysp i Archipelagów”, którą profesor Jerzy Hausner opisał m.in. w książce „Szkoły poza horyzont. Ku nowej umowie społecznej”. Mówi ona, że w systemie edukacji istnieją „wyspy” – miejsca, które dobrze działają dzięki liderowi, świetnym rodzicom czy nauczycielom. Same „wyspy” przynoszą korzyść tylko lokalną. Zmiana systemowa następuje dopiero wtedy, gdy zaczną się one „sieciować” i układać w „archipelagi”.

Takie wyspy już istnieją. Istnieją też zalążki archipelagów. To są na przykład szkoły, które biorą udział w projekcie liderskim „Dziecko z Pasją” Fundacji Uniwersytet Dzieci, gdzie dyrektorzy i dyrektorki uczą się, jak być skutecznymi liderami. Za jego sprawą od czterech lat przeprowadzana jest oddolna zmiana, nastawiona na znalezienie „poczucia sensu” przez nauczycieli i nauczycielki. Już ponad 150 szkół z całej Polski zaczęło tworzyć archipelag Szkół z Pasją – miejsc, w których nauczyciele i dyrektorzy wierzą w sens swojej pracy i nie tracą zapału ani zaangażowania, mimo wyzwań współczesnego świata.

Najważniejszym założeniem programu jest tworzenie w szkołach takiego klimatu, w którym dzieci mogą odkrywać, że nauka naprawdę potrafi fascynować. Fundacja Uniwersytet Dzieci, działająca bez przerwy od 2007 roku, doceniona m.in. nagrodą „Popularyzator Nauki 2023”, przyznawaną przez serwis Nauka w Polsce, zapewnia placówkom biorącym udział w projekcie wzmocnienie kompetencji przywódczych dyrektorów, szkolenia dla nauczycieli (w tym warsztaty metodyczne oraz udział w cyklu webinarów pt. „Nauczyciel Przyszłości"), gotowe materiały do prowadzenia lekcji oraz budowanie sieci wsparcia z dyrektorami z całego kraju.

To jest początek zmiany. Inwestycja, która się zwróci. Już teraz około 160 tys. nauczycieli ma konto w serwisie Uniwersytet Dzieci w Klasie, gdzie znajduje się 500 gotowych lekcji wraz ze wszystkimi potrzebnymi do ich realizacji materiałami. W zajęciach, opracowanych przez Fundację wraz ekspertami, wzięło udział 347 tys. dzieci.

Konieczność, nie wybór

Pytanie nie brzmi więc „czy”, ale „jak” inwestować w edukację. Obecny system, nawet jeśli nie działa najlepiej i tak przynosi ogromną wartość. A ile mógłby nam dawać, gdyby działał dobrze?

Edukacja to mechanizm kumulacyjny. To, co zainwestujemy w dziecko, procentuje w jego dorosłości i kolejnych pokoleniach, urzeczywistniając postęp cywilizacyjny i kulturowy. To budowanie odporności społeczeństwa na kryzysy. To polisa ubezpieczeniowa dla naszej gospodarki, spójności społecznej i demokracji. Nie powinniśmy o tym zapominać.

Bogusława Łuka

Materiał przygotowany przez Fundację Uniwersytet Dzieci.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Już jedna trzecia Polaków to single. Związki wydają się dziś ciężką harówką, dane są zatrważające

Prof. Tomasz Szlendak o tym, że miłość i związki coraz częściej traktuje się jako ciężką pracę, a romantyczne uniesienia ciągle pozostają pożądane, ale nie są doświadczane.

Joanna Podgórska
06.01.2026
Reklama