W debacie publicznej dominuje narracja o wysokich kosztach edukacji. Skupiona jest ona przede wszystkim na problemach, brakach i niedostosowaniu systemu. Edukacja w tym ujęciu traktowana jest jako wydatek budżetowy, który należy optymalizować.
A gdyby tak poszukać w słowniku innego słowa jako synonimu „edukacji”? W miejsce rzeczownika „koszt” wpisać „inwestycję”. Wówczas teza brzmiałaby: „edukacja to inwestycja”.
Edukacja ≠ koszt → Edukacja = inwestycja
Tak, edukacja pociąga za sobą koszty, ale dokładnie w taki sam sposób, w jaki są one wpisane w każdą inną inwestycję. Ile kosztowałoby jej zaniechanie?
Rola edukacji ulega transformacji. Tradycyjny model, skupiony na zapamiętywaniu faktów, staje się niewystarczający. Kluczowe staje się nie to, CZEGO się uczymy, ale JAK i PO CO. Społeczne koszty braku działań dostosowanych do trwającej transformacji – albo ciągłego ograniczania inwestycji w edukację, zwłaszcza na poziomie szkoły podstawowej – mogą być ogromne. A ich ciężar odczują przede wszystkim przyszłe pokolenia. Społeczeństwo i rynek pracy zgłaszają bowiem rosnące zapotrzebowanie na dorosłych, którzy potrafią myśleć samodzielnie i niestereotypowo, kreować nowe koncepcje i rozwiązywać złożone problemy we współpracy z innymi. Raport „Przyszłość edukacji, Scenariusze 2046” Infuture Institute potwierdza, że kluczowe czynniki zmian to innowacyjność, kreatywność oraz holistyczna spójność. Edukacja musi balansować kulturę indywidualizmu z kulturą współpracy – rozwijać zarówno samodzielne myślenie, jak i umiejętność pracy zespołowej. Chodzi o zdolność adaptacji w świecie, w którym sztuczna inteligencja automatyzuje rutynowe zadania, a także o inteligencję emocjonalną, zarządzanie sobą w czasie i odporność psychiczną w obliczu przeciążenia informacjami. Szkoła podstawowa to miejsce, gdzie te fundamenty muszą być budowane.
Inne dane ekonomiczne potwierdzają rentowność inwestowania w edukację. Raport „Catalyzing Education 4.0” wykazuje, że każdy 1 dolar zainwestowany w edukację dziecka przynosi średnio 5 dolarów zwrotu w ciągu jego życia. Szacuje się, że inwestowanie w samą tylko umiejętność wspólnego rozwiązywania problemów może dodać do globalnego PKB kwotę 2,54 biliona dolarów.
To jest zysk, który jest możliwy do osiągnięcia. A co jest po stronie strat spowodowanych niewystarczającym inwestowaniem w edukację?
Koszt pierwszy: nierówności społeczne
Gdyby szkoła nie była powszechna, jak miało to miejsce przed wiekami, dostęp do niej miałyby wyłącznie elity. Mielibyśmy do czynienia z sytuacją, w której potencjał rozwojowy dziecka byłby z góry zdeterminowany przez status społeczny i ekonomiczny jego rodziców. To właśnie szkoła publiczna, mimo wszystkich swoich wad, wciąż pozostaje głównym mechanizmem wyrównywania szans. To w niej spotykają się dzieci z różnych domów, o różnym kapitale kulturowym i ekonomicznym.
Brak inwestycji w system publiczny doprowadziłby do tego, że różnica między jakością kształcenia w szkołach publicznych a prywatnych zamieniłaby się w przepaść. Cofnęłoby to nas do realiów społeczeństwa klasowego, w którym większość traci szansę na awans społeczny.
Koszt drugi: regres gospodarczy i utrata kadr
Polska nie ma bogatych zasobów naturalnych. Największym potencjałem są obywatele. Mamy świetne kadry – dobrze wykwalifikowanych i pracowitych ludzi. Potwierdzają to innowacje na skalę światową – takie jak te, o których mowa w kampanii „We did it in Poland”: mObywatel, Blik, InPost, ElevenLabs. Dla zagranicznych inwestorów ważna jest jakość naszych kadr.
Gdyby zabrakło powszechnej szkoły podstawowej, wielu młodych dorosłych byłoby nieprzygotowanych pod względem ogólnego potencjału. Nie chodzi tu nawet o umiejętności ściśle zawodowe, ale o samą bazę, czyli zdolności kognitywne, umiejętność rozumowania, myślenia i liczenia. Szkoła je rozwija, zapewniając podstawę do dalszego rozwoju.
Inwestycja w edukację podstawową to inwestycja o najdłuższym horyzoncie czasowym. Efekty decyzji podjętych (lub zaniechanych) wobec dzisiejszych pierwszoklasistów zaobserwujemy za 15-20 lat. Wymaga to od decydentów myślenia strategicznego, wykraczającego poza horyzont jednej kadencji parlamentarnej.
Raport „Nauka i szkolnictwo wyższe a PKB”, przygotowany z inicjatywy Konferencji Rektorów Uczelni Ekonomicznych, udowadnia, że każda złotówka zainwestowana w badania naukowe w Polsce przynosi zwrot od 8 do 13 złotych w postaci wyższego PKB. Badania wykazały, że miasta posiadające ośrodki akademickie rozwijają się nawet o 30% szybciej niż te, które ich nie mają. Potrzebne są szkoły podstawowe, gdzie rozbudza się w dzieciach pasje do zadawania pytań i samodzielnego szukania odpowiedzi.
Koszt trzeci: erozja spójności społecznej i obywatelskości
Dzięki szkole podstawowej uczniowie i uczennice poznają osoby wywodzące się z różnych modeli rodzin i środowisk. To doświadczenie budujące społeczeństwo otwarte na inność i potrafiące radzić sobie z konfliktami. Bez tego mechanizmu istnieje ryzyko, że przyszłe pokolenia będą funkcjonowały w zamkniętych, elitarnych grupach podobnych do siebie osób.
Społeczeństwo pozbawione fundamentów krytycznego myślenia, które powinna kształtować w nas szkoła, staje się bezbronne wobec dezinformacji, manipulacji i populizmu. To bezpośrednie zagrożenie dla stabilności demokracji. Brak inwestycji w edukację to w istocie inwestycja w bierność obywatelską.
Szkoła kształtuje przyszłego obywatela, co pozwala przypuszczać, że gdyby jej nie było, bylibyśmy narodem pozbawionym zdolności obywatelskich: bez organizacji pozarządowych i chęci aktywizmu, biernym wobec władzy.
Od sensu do zmiany
Wiadomo, że system wymaga zmian. Problem w tym, że narzucane z góry wielkie reformy rzadko się udają, ponieważ nie są „zinternalizowane” przez nauczycieli i nauczycielki, dyrektorów i dyrektorki. Zmiana musi zadziać się oddolnie.
Bliska jest mi koncepcja „Wysp i Archipelagów”, którą profesor Jerzy Hausner opisał m.in. w książce „Szkoły poza horyzont. Ku nowej umowie społecznej”. Mówi ona, że w systemie edukacji istnieją „wyspy” – miejsca, które dobrze działają dzięki liderowi, świetnym rodzicom czy nauczycielom. Same „wyspy” przynoszą korzyść tylko lokalną. Zmiana systemowa następuje dopiero wtedy, gdy zaczną się one „sieciować” i układać w „archipelagi”.
Takie wyspy już istnieją. Istnieją też zalążki archipelagów. To są na przykład szkoły, które biorą udział w projekcie liderskim „Dziecko z Pasją” Fundacji Uniwersytet Dzieci, gdzie dyrektorzy i dyrektorki uczą się, jak być skutecznymi liderami. Za jego sprawą od czterech lat przeprowadzana jest oddolna zmiana, nastawiona na znalezienie „poczucia sensu” przez nauczycieli i nauczycielki. Już ponad 150 szkół z całej Polski zaczęło tworzyć archipelag Szkół z Pasją – miejsc, w których nauczyciele i dyrektorzy wierzą w sens swojej pracy i nie tracą zapału ani zaangażowania, mimo wyzwań współczesnego świata.
Najważniejszym założeniem programu jest tworzenie w szkołach takiego klimatu, w którym dzieci mogą odkrywać, że nauka naprawdę potrafi fascynować. Fundacja Uniwersytet Dzieci, działająca bez przerwy od 2007 roku, doceniona m.in. nagrodą „Popularyzator Nauki 2023”, przyznawaną przez serwis Nauka w Polsce, zapewnia placówkom biorącym udział w projekcie wzmocnienie kompetencji przywódczych dyrektorów, szkolenia dla nauczycieli (w tym warsztaty metodyczne oraz udział w cyklu webinarów pt. „Nauczyciel Przyszłości"), gotowe materiały do prowadzenia lekcji oraz budowanie sieci wsparcia z dyrektorami z całego kraju.
To jest początek zmiany. Inwestycja, która się zwróci. Już teraz około 160 tys. nauczycieli ma konto w serwisie Uniwersytet Dzieci w Klasie, gdzie znajduje się 500 gotowych lekcji wraz ze wszystkimi potrzebnymi do ich realizacji materiałami. W zajęciach, opracowanych przez Fundację wraz ekspertami, wzięło udział 347 tys. dzieci.
Konieczność, nie wybór
Pytanie nie brzmi więc „czy”, ale „jak” inwestować w edukację. Obecny system, nawet jeśli nie działa najlepiej i tak przynosi ogromną wartość. A ile mógłby nam dawać, gdyby działał dobrze?
Edukacja to mechanizm kumulacyjny. To, co zainwestujemy w dziecko, procentuje w jego dorosłości i kolejnych pokoleniach, urzeczywistniając postęp cywilizacyjny i kulturowy. To budowanie odporności społeczeństwa na kryzysy. To polisa ubezpieczeniowa dla naszej gospodarki, spójności społecznej i demokracji. Nie powinniśmy o tym zapominać.
Bogusława Łuka
Materiał przygotowany przez Fundację Uniwersytet Dzieci.