Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

Cieszył nas śnieg, ale to była... rekordowo sucha zima

Tegoroczna zima była pierwszą tak śnieżną od kilkunastu lat. Tegoroczna zima była pierwszą tak śnieżną od kilkunastu lat. Tevin Trinh / Unsplash
Po dość śnieżnej zimie od ponad miesiąca mamy już meteorologiczną wiosnę. Jest na razie wyjątkowo sucha. Taka była też, wbrew pozorom, zima. Grudzień był drugim najbardziej suchym grudniem, styczeń zaś był najsuchszym styczniem ostatniego ćwierćwiecza. Czy znów czeka nas susza?

Tegoroczna zima z pewnością zapadnie nam w pamięć. Była pierwszą tak śnieżną od kilkunastu lat. Śnieg ucieszył dzieci, ale i część dorosłych. Jego powolne topnienie wiosną zasila nie tylko wody powierzchniowe: stawy, jeziora, strumienie i rzeki. Przede wszystkim zasila wody podziemne, co w naszej sytuacji hydrologicznej jest niebywale cenne.

Cenne, bowiem od dekad mamy w Polsce narastający problem – są nim susze. Nie są niczym nowym, ale pojawiają się coraz częściej. W latach 1951–81 zdarzały się średnio jedna co 5 lat. W latach 1982–2011 już średnio co 2 lata. Od tego czasu mamy mniejszą lub większą suszę już co roku.

Czytaj także: (Nie)przewidziany atak zimy. Śnieg i mróz nie znikną. Ale będzie inaczej

Glebowa, hydrologiczna, hydrogeologiczna…

Susza meteorologiczna to okres, gdy przez 20 dni nie pada deszcz. Ten stan prowadzi z czasem do suszy glebowej, czyli zmniejszenia zasobów wody dostępnej dla roślin. Oba rodzaje suszy występują w Polsce, choć na różnych obszarach i z różnym nasileniem, niemal bez wyjątku każdego roku. Takie deficyty wody są o tyle niegroźne, że niwelują je opady deszczu.

Niestety dłuższe i powtarzające się susze meteorologiczne i glebowe prowadzą już do suszy hydrologicznej, czyli zmniejszenia zasobów wód powierzchniowych i podziemnych. Późniejsza regeneracja tych zasobów wodnych jest długotrwała, a kilka deszczowych dni daje zwykle niewielki efekt. Uzupełnić je może jedynie bardzo deszczowy miesiąc lub umiarkowanie deszczowe lato.

Jest jeszcze susza hydrogeologiczna – następstwo przedłużającej się suszy hydrologicznej. Oznacza, że zwierciadło wód gruntowych obniża się tak, że wysychają płytsze studnie i ujęcia wody. Ten stan również zdarzał się już w Polsce podczas przedłużających się letnich upałów. W niektórych miejscowościach wprowadzano z tego powodu ograniczenia zużycia wody.

Czytaj także: Rekordowo zimno, rekordowo ciepło, rekordowo sucho. Ocieplenie klimatu ma się u nas świetnie

Śnieg, który powinien cieszyć

Z deszczami bywa różnie. Gleba może przyjąć jedynie ograniczoną ilość wody naraz (od 20 do 70 proc. swojej objętości). Ulewne opady sprawiają, że mokra już ziemie nie może przyjąć więcej wody. Deszcz w większości spływa do najbliższej rzeki, a wraz z rzekami do najbliższego morza. Dla zasobów wodnych najkorzystniejsze są opady słabsze, ale dłuższe.

Śnieg, nawet jeśli uprzykrza zimą życie, powinien cieszyć. Powolne topnienie śniegu wiosną zasila wody powierzchniowe i podziemne stopniowo, sącząc w ziemię niewielkie ilości wody przez wiele dni. Wiosenne roztopy są odpowiednikiem utrzymującego się przez wiele dni drobnego deszczu. Są niebywale cenne, zwłaszcza w polskiej sytuacji hydrologicznej.

Obfite opady śniegu, które w centralnej i wschodniej Polsce gdzieniegdzie przekroczyły pół metra, mogły sprawić wrażenie, że nie zabraknie wody wiosną. To, co nam się wydaje, bywa jednak bardzo złudne.

I śnieg, którego było za mało

Tegoroczna zima, choć miejscami śnieżna, nie plasuje się powyżej normy, jeśli chodzi o opady, podsumowują autorzy „Nauki o klimacie”, którzy analizują dane IMGW. Była wręcz rekordowo sucha.

Jak piszą, w grudniu spadło jedynie 14,5 mm deszczu, choć średnia wieloletnia to prawie 40 mm. W wielu miejscach tych opadów nie było niemal wcale (3 mm w Krakowie). Statystycznie było to drugi grudzień z najmniejszą ilością opadów w tym stuleciu i szósty rekordowo suchy od połowy ubiegłego wieku, czyli w ostatnich 75 latach.

W styczniu nie było dużo lepiej. Na nadmiar opadów mogli narzekać jedynie mieszkańcy Pomorza (w Gdańsku spadło ponad 320 proc. normy wieloletniej). Jednak uśredniona suma opadów w kraju wyniosła zaledwie 17,2 mm, znów przy niemal 40 mm normy. I w tym miesiącu w niektórych miejscach opady były symboliczne (poniżej 7 mm w Katowicach i Wrocławiu). Tegoroczny styczeń okazał się najbardziej suchym styczniem w tym stuleciu i czwartym najsuchszym od połowy ubiegłego stulecia.

Tu kończy się analiza autorów „Nauki o klimacie”, bowiem IMGW nie podało jeszcze odpowiedniego zestawienia za luty (zwykle publikuje je w połowie kolejnego miesiąca). Można jednak zerknąć na dostępne dane z poszczególnych stacji pomiarowych. Widać, że zbliżone do lutowej średniej opady wystąpiły jedynie na Pomorzu i Dolnym Śląsku, a poza tymi regionami wyniosły jedynie między 40 a 70 proc. normy. Luty niewiele zatem zmieni.

Ubiegła meteorologiczna zima (która skończyła się 28 lutego) należała do bardzo suchych – grudzień i styczeń rekordowo suchych. Po takiej zimie nie należy się zatem spodziewać radykalnej zmiany sytuacji hydrologicznej.

Czytaj także: „Idzie luty, podkuj buty”, czyli powrót mrozów. Ale 20 stopni na minusie będzie tylko nocą

Opadów nie ubywa, ale…

Zmiany sytuacji nie należy się też spodziewać w dłuższej perspektywie. Rosnące średnie temperatury na Ziemi nie rosną równomiernie. Europa ogrzewa się niemal dwukrotnie szybciej niż średnia. W Polsce jest już ok. 2,5 st. C cieplej niż stulecie temu.

Ilość opadów w naszym kraju się nie zmienia (średnio 600 mm rocznie). Jednak gdy jest cieplej, woda paruje szybciej i z gleby, i ze zbiorników wodnych. Pada tyle samo, ale więcej paruje, bilans wodny (względem ubiegłych lat i dekad) jest na minusie.

Zmienił się też rozkład opadów w ciągu roku. Mamy więcej opadów w chłodnych miesiącach roku, mniej w ciepłych. To zjawisko nie byłoby aż tak dotkliwe bez wzrostu temperatur. Po prostu zimą padałoby więcej śniegu, który wiosną zapewniałby zapas wody na sezon wegetacyjny. Niestety opady w chłodnej porze roku to coraz częściej deszcz, który w kilka (przeciętnie 6–10) dni jest już w Bałtyku.

Czytaj także: Wisła wyschła i płynie wąską strugą. Nie szkodzi, że pada deszcz – susza w Polsce jest faktem

Zmieniły się też częstość i natężenie opadów. Rzadziej zdarzają się deszcze słabsze, trwające cały dzień lub kilka dni. Częściej zdarzają deszcze ulewne, podczas których spada ta sama ilość wody, ale w kilka godzin, więc jej nadmiar spływa i nie zasila wód podziemnych.

Do tego trzeba dodać, że przesuszona ziemia gorzej przyjmuje deszcz. Nie bez znaczenia jest także fakt, że grunty orne stanowią prawie połowę (45 proc.) powierzchni Polski. Zaorana warstwa gleby jest bardzo podatna na wysychanie. Pod nią tworzy się zbita warstwa, która słabo przepuszcza wodę (podeszwa płużna).

Swoje dokłada urbanizacja. Z betonowego parkingu przed centrum handlowym woda spływa do kanalizacji deszczowej. Z nią prosto do Bałtyku.

I tak, bez szczególnej zmiany rocznej sumy opadów, częściej zdarza się susza hydrologiczna, gdy wysychają mniejsze rzeki i rzeczki, rozlewiska, mokradła i jeziora. Oraz ta najgłębsza – hydrogeologiczna.

Jak zatrzymać wodę? Da się

Te zmiany przyniosło nam globalne ocieplenie wywołane ludzką działalnością. Nawet gdybyśmy jakimś cudem (nie zanosi się) przestali spalać węgiel, ropę i gaz, które dodają cieplarnianego dwutlenku węgla do atmosfery, temperatury nie zaczną spadać. Utrzymają się na tym samym poziomie przez kilkadziesiąt lat.

Musimy się przygotować na to, że susze nie tyle będą zdarzać się częściej – częściej się nie da, skoro zdarzają się już co roku – co będą się pogłębiać. Deficyt wody będzie z roku na rok coraz większy.

Możemy się na to przygotować. Jest na to jedno rozwiązanie – to zatrzymywanie wody jak tylko się da. To zasada zwana z angielskiego „trzy S”, od słów: slow, spread and sink. Po polsku można to przetłumaczyć jako „trzy Z”: zwolnić spływ, zwiększyć obszar wsiąkania i zatrzymać w glebie.

Latem 2006 r. krajobraz portugalskiej Tamery przypominał półpustynię. Deszcze spływały do rzeki, często powodując podtopienia. Latem wysuszona gleba ulegała stopniowej erozji, a krajobraz – pustynnieniu. Organizacja Global Ecology Institute postanowiła przeprowadzić eksperyment i zastosować sposób „trzech S” na 130 ha zakupionej ziemi. Wolontariusze kopali rowy i niecki, aby zatrzymać opady i pozwolić im wsiąkać w glebę – pisałem w „Polityce” latem ubiegłego roku.

Zakładano, że zmiana zajmie lata. Tymczasem już na wiosnę kolejnego roku przez okolicę popłynął niewielki strumień. A gdy obrósł zielenią, pojawiły się też zwierzęta. Zmiana zajęła mniej niż rok.

Ten przykład przedstawiany jest do dziś na międzynarodowych spotkaniach i warsztatach dotyczących zarządzania zasobami wodnymi. Tę opowieść powinno się od dwóch dekad prezentować w każdej polskiej gminie, pisałem wówczas. I zapewne będę pisał jeszcze wiele razy, bo przykład Tamery warto przypominać do znudzenia.

Koniec pięknej (ale suchej) pogody

Jest natomiast jeden pożytek z tegorocznego śniegu. Uzmysłowił wszystkim, jak ważny jest śnieg dla zasobów wody. I że coraz rzadsze opady śniegu zimą to coraz większe kłopoty z wodą na wiosnę.

Gdy piszę ten tekst, prognozy sugerują, że po wielu dniach wyż, który przyniósł ciepłą, ale suchą pogodę, odsunie się na wschód. To oznacza szanse na nieco deszczu.

Od piątku ma być pogodnie, choć odrobinę chłodniej. Nieco deszczu możemy spodziewać się w poniedziałek i wtorek, potem czeka nas kilka pogodnych dni. Szansa na kolejny deszcz dopiero w następny piątek. Mówimy jednak o bardzo mizernych opadach. Prognozy modelu ECMWF wskazują, że suma opadów przez kolejny tydzień nie przekroczy raczej 10–15 mm.

Nie zanosi się na to, by marzec był w normie (normą jest nieco poniżej 40 mm opadów). Będzie najpewniej kolejnym bardzo suchym miesiącem.

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Nawrocka i Brzezińska-Hołownia, mundurowe emerytki przed 40. Jak to możliwe? Ten system to tabu

Pierwsza dama Marta Nawrocka i niedoszła pierwsza dama Urszula Brzezińska-Hołownia, obie przed czterdziestką, zostały mundurowymi emerytkami. Armia młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe rośnie szybciej niż tych, którzy mają nas bronić. Każdego roku państwo wydaje na nie ponad 30 mld zł. Ten system to tabu.

Joanna Solska
24.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną