Zakaz lotów to straty i niedogodności

Szary wiruje pył
Lotnictwo stało się już zbyt ważną częścią światowej gospodarki, aby można je było łatwo zastąpić.
Polityka 17/2010
Polityka

Polityka 17/2010

Od 15 kwietnia służby lotnicze gorączkowo śledziły przemieszczanie się chmury pyłów i zamykały przestrzeń powietrzną nad kolejnymi krajami, powodując paraliż ruchu lotniczego nad Europą. Tymczasem na naszym kontynencie codziennie wsiada do samolotów ok. 3 mln ludzi w 420 portach lotniczych oraz przewożone jest 44 tys. ton ładunków. Jak szacuje IATA, organizacja zrzeszająca przewoźników, każdy dzień odwołanych lotów to straty co najmniej 150 mln euro. Ale te koszty dotyczą nie tylko braku wpływów ze sprzedaży biletów – trzeba do nich doliczyć choćby rachunki za hotele dla poszkodowanych pasażerów. A przecież ten rok i tak miał być deficytowy dla branży – jej łączne straty jeszcze przed obecnym zamieszaniem szacowano na prawie 3 mld dol.

Pył szkodzi też portom lotniczym, które nie otrzymują od przewoźników pieniędzy za starty, lądowania i postoje maszyn. Dla jednego z największych europejskich lotnisk we Frankfurcie nad Menem każdy dzień zamknięcia to 2,5–3 mln euro strat. Pył wulkaniczny to także katastrofa dla firm zajmujących się obsługą samolotu podczas jego postoju. Ich wpływy zależą od liczby odprawionych pasażerów, a tych w ostatnich dniach nie było w Europie zbyt wielu.

Oczywiście na całym zamieszaniu zyskują inni przewoźnicy, zwłaszcza koleje. Pociąg Eurostar, łączący Brukselę i Paryż z Londynem nie jest w stanie przewieźć wszystkich chętnych, choć uruchamia dodatkowe połączenia. Lufthansa oferuje swoim klientom przejazdy niemiecką koleją, która deklaruje, że wypuszcza na tory wszystko, co może jeździć. Wyprzedane są ze sporym wyprzedzeniem bilety przewoźników autobusowych, których jednak w Europie jest mniej niż kiedyś z powodu ekspansji tanich linii lotniczych.

W Polsce wpływy innych przewoźników wyraźnie nie wzrosną także dlatego, że osób podróżujących samolotami po kraju jest niewiele. Kwiecień będzie natomiast znakomity dla wypożyczalni samochodów, które informują o prawdziwym oblężeniu w zachodniej Europie. Interes życia robią też niektórzy taksówkarze. Znany z Monty Pythona aktor John Cleese zapłacił za kurs z Oslo do Brukseli 3,3 tys. funtów. Ręce zacierają oczywiście hotelarze – szczególnie ci w dużych miastach, bo sporo osób, które nie mogły wrócić do domów, musi gdzieś się podziać. Ale dla tego sektora obecny problem lotnictwa to broń obosieczna – gdy bowiem jedne hotele są przepełnione, inne świecą pustkami, bo wielu klientów musiało zrezygnować z wakacji czy weekendowych wypadów. Straty ponoszą też oczywiście biura turystyczne, masowo odwołujące wyjazdy, i firmy zajmujące się organizacją konferencji, które zamieniają się z konieczności w wideokonferencje.

Eksperci są zgodni – jeśli chmura pyłów wulkanicznych nie sparaliżuje Europy na długo, gospodarka jako całość raczej z tego powodu znacząco nie ucierpi. Ale przedłużające się utrudnienia będą mieć poważne konsekwencje nie tylko dla lotnictwa – zaczną się problemy choćby z transportem niektórych towarów przewożonych drogą lotniczą czy międzykontynentalnymi przesyłkami pocztowymi. Lotnictwo stało się już zbyt ważną częścią światowej gospodarki, aby można je było łatwo zastąpić.

 

Powyższy komentarz jest fragmentem tekstu o kłopotach, jakie wywołała niespodziewana erupcja wulkanu na Islandii. Tym bardziej - że jak ostrzegają naukowcy - może być tylko jedną z wielu nadchodzących. Tekst ukaże się w najnowszym numerze Tygodnika POLITYKA - tym razem wyjątkowo w kioskach już od wtorku 20 kwietnia.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną