Strajk generalny w PKP

Kolej na strajk
Za błędy polityków i wściekłość związkowców płaci pasażer. Ale jego cierpliwość już od dawna jest na wyczerpaniu. Kto jeszcze nie przesiadł się na samochód, bus czy autobus, dostaje do ręki kolejny argument, aby jak najszybciej to zrobić.

Całodobowy strajk największego przewoźnika pasażerskiego na polskich kolejach ma chyba tylko jedną zaletę. Pokazuje w pełni dramatyczną sytuację Przewozów Regionalnych i przypomina o ogromnych zaniedbaniach polityków różnych szczebli i partii. Gdyby akcja protestacyjna  doprowadziła do opracowania planu ratunkowego dla kolei, być może warto byłoby przemęczyć się jeden dzień, aby potem wreszcie zacząć podróżować w lepszych warunkach. Niestety, szanse na taką rewolucję mimo strajku wydają się niewielkie. 

Bezpośrednim powodem protestu są niespełnione żądania płacowe pracowników. Ale przecież spór dotyczący podwyżek to efekt, a nie źródło problemów. Przewozy Regionalne, uruchamiające najwięcej pociągów w całym kraju (pod markami REGIO, interREGIO i REGIOekspres), są zadłużone na ponad pół miliarda złotych. Za ich fatalną sytuację odpowiadają zarówno rząd, jak i samorządy. Rząd, bo spółkę nie do końca oddłużoną przekazał w ręce marszałków województw pod koniec 2008 r., dodatkowo pozbawiając ją wówczas dających najwyższe przychody pociągów pospiesznych. Ale i samorządowcy nie są bez winy. Zgodzili się przejąć Przewozy Regionalne bez audytu i nie zbadali kondycji spółki. A do dziś nie potrafią razem zarządzać firmą, bo każde województwo ma na nią inny pomysł.

Efekty tego chaosu to nie tylko olbrzymi dług spółki, ale także brak środków na inwestycje i bardzo niepewna przyszłość. Na zamieszaniu już teraz cierpią pasażerowie i to nie tylko w dniu strajku. Przykładowo na Śląsku między tamtejszym marszałkiem a Przewozami trwa regularna wojna. Nowe składy kupione przez województwo stoją zatem na bocznicy, bo samorząd nie może porozumieć się z Przewozami Regionalnymi co do ich używania. Z kolei w Wielkopolsce po przejęciu części linii przez nową, lokalną spółkę, drastycznie wzrosły ceny biletów na tych trasach. Koleje Wielkopolskie nie uznają bowiem promocji oferowanych dotąd przez Przewozy Regionalne i nie akceptują rabatowych karnetów.

Co gorsza, olbrzymie problemy spółki niszczą jej szanse na rozwój. Jeszcze niedawno Przewozy Regionalne planowały, dzięki unijnemu dofinansowaniu, kupić ponad sześćdziesiąt nowych składów. Ale województwa, zamiast zorganizować jeden wspólny przetarg dla całego kraju, nie zdołały się porozumieć. Będzie więc kilka odrębnych przetargów i już wiadomo, że z funduszy europejskich uda się zakupić znacznie mniej pociągów niż początkowo planowano. A pesymiści wieszczą rychłe bankructwo Przewozów Regionalnych i dalsze tworzenie lokalnych spółek. W tej sytuacji strajk może tylko przyspieszyć agonię firmy.

Polska kolej nie od dziś jest światem pełnym paradoksów. Z jeden strony rząd chwali się inwestycjami i podkreśla, że wreszcie modernizacja najważniejszych linii nabrała tempa. To kolej ma być priorytetem kolejnego unijnego budżetu, by nadrabiać stracony wobec dróg dystans. A równocześnie liczba pasażerów w Polsce po fatalnie przeprowadzonej reformie spada, a najważniejszy przewoźnik odstrasza fatalnym taborem i marnymi rozkładami jazdy w wielu regionach. A przecież nie po to wydajemy miliardy na remonty torów i dworców, aby Polacy uciekali na zatłoczone i niebezpieczne drogi.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj