Ryzykowne last minute

Wakacje z dreszczykiem
Dokąd się wybrać na wakacje? Coraz częściej decyzję podejmujemy w ostatniej chwili. Jedni pod wpływem impulsu, inni chłodnej kalkulacji. Wszyscy sporo ryzykują.
Tajlandia – coraz popularniejszy cel podróży urlopowych Polaków.
Lakov Kalinin/PantherMedia

Tajlandia – coraz popularniejszy cel podróży urlopowych Polaków.

W ciągu roku na zagraniczny wypoczynek organizowany przez biura podróży decyduje się ok. 2,5 mln Polaków.
Marius Hepp/EyeEm/Getty Images

W ciągu roku na zagraniczny wypoczynek organizowany przez biura podróży decyduje się ok. 2,5 mln Polaków.

Karierę robią dziś lasty. To krótsza nazwa ofert wczasów zagranicznych kupowanych na kilka–kilkanaście dni przed wyjazdem, czyli last minute. Lasty to taka wakacyjna Biedronka – towar przebrany, ale jak się dobrze pogrzebie, można znaleźć perełki za bezcen. Tydzień w czterogwiazdkowym hotelu w Tunezji, z wyżywieniem, w pierwszej połowie czerwca był do kupienia za 584 zł od osoby. Za takie pieniądze można spędzić tydzień nad polskim Bałtykiem najwyżej w namiocie albo w marnej kwaterze prywatnej. W krajowym pakiecie: niepewna pogoda oraz gwarancja zimnego morza.

Tymczasem na lastach można przebierać nie tylko w słonecznych plażach, ale także hotelach all inclusive, czyli takich, które gwarantują wliczone w cenę nieograniczone wyżywienie wraz z napitkami, w tym także alkoholowymi. Leżak przy skąpanym słońcem hotelowym basenie i drink z parasolką, to dla większości Polaków synonim idealnego wypoczynku.

Niska cena i hotel all inclusive to dwa podstawowe kryteria, którymi kierują się polscy klienci, wybierając imprezy turystyczne. Wybór konkretnego miejsca nie ma już tak dużego znaczenia – wyjaśnia Krzysztof Piątek, prezes biura podróży Neckermann Polska, a jednocześnie szef Polskiego Związku Organizatorów Turystyki (PZOT). Nic więc dziwnego, że wszyscy polują na lasty. Wycieczki sprzedawane w ostatniej chwili stanowią już połowę polskiego rynku turystyki zagranicznej.

Sytuacja robi się dziwna, bo wiele biur reklamuje się głównie lastami, wydłużając okres sprzedaży przecenionych ofert. Już nie na dzień–dwa przed wyjazdem, ale nawet na miesiąc. Te superokazje są szczególnie liczne w okresach, kiedy koniunktura słabnie. Letni sezon zaczyna się bowiem od długiego majowego weekenedu, kiedy rusza pierwsza fala turystów. Potem biura muszą jakoś dotrwać do kolejnego długiego weekendu z okazji Bożego Ciała. Szczyt sezonu zaczyna się wraz z rozpoczęciem szkolnych wakacji. Wtedy ceny są najwyższe i można się odkuć. We wrześniu znów ruch siada, trzeba robić większe przeceny i tak kończy się letni sezon. Biura, które zakontraktowały z zapasem hotele w zagranicznych kurortach i miejsca w samolotach, wolą wysłać turystę nawet za półdarmo, niż płacić linii lotniczej za pusty fotel w samolocie i hotelarzowi za pokój. To nakręca wojnę cenową biur podróży, a jednocześnie utrwala w turystach przekonanie, że nie ma się co spieszyć z decyzjami wyjazdowymi, bo zawsze coś atrakcyjnego i taniego się znajdzie.

Uwaga na bankruta

Istnieje jednak ryzyko: jeśli biuro źle skalkulowało swoją ofertę, a na dodatek zacznie ostro konkurować cenowo, może się to dla niego i jego klientów skończyć fatalnie. Wiedzą coś o tym klienci takich firm, jak Alpina Tour, Big Blue, SDS Holidays, El Greco, Open Travel, Kopernik, Selectours, Orbis. – Ostatnią falę bankructw biur podróży przeżyliśmy w 2012 r. Mamy za sobą już dwa sezony, w których nic złego się nie zdarzyło. Klienci czują się bezpiecznie. Dzięki temu popyt na wycieczki zagraniczne szybko rośnie – wyjaśnia Jarosław Kałucki z Travelplanet.pl.

Ubiegły rok był rekordowy – zanotowano blisko 20-proc. wzrost popytu na wycieczki zagraniczne. W tym roku rynek rośnie równie szybko. Podwyższenie w 2013 r. gwarancji bankowych wymaganych od biur podróży podniosło poziom bezpieczeństwa turystów, ale nie wyeliminowało całkowicie ryzyka bankructwa. Na polskim rynku działa ok. 3,5 tys. biur podróży. Te największe, o których najwięcej wiadomo, są w niezłej kondycji, o tych mniejszych wiadomo niewiele. Aby ograniczyć ryzyko wakacyjnej wpadki, pojawiła się niedawno ubezpieczeniowa polisa od bankructwa. Oferuje ją multiagent sprzedający wycieczki polskich biur Travelplanet.pl wraz z AXA Assistance. – W razie niedojścia imprezy turystycznej do skutku z powodu niewypłacalności biura podróży klient otrzymuje voucher o wartości niezrealizowanej wycieczki. Może go wykorzystać na dowolną imprezę w ciągu roku oferowaną w Travelplanet.pl – wyjaśnia Kałucki.

Coraz więcej osób przed wykupieniem zagranicznych wczasów upewnia się wcześniej o stanie finansowym biura podróży. Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor, które prowadzi rejestr dłużników, w 2014 r. udzieliło 4 tys. odpowiedzi na temat kondycji firm turystycznych.

Dramat grecki

Ryzyko bankructwa dotyczy nie tylko biura podróży, z którym wybieramy się w wakacyjną podróż, ale także kraju, do którego jedziemy. Zwłaszcza Grecji, która jest najpopularniejszym miejscem letnich wyjazdów Polaków. – Jeśli nie dojdzie do porozumienia rządu kraju z wierzycielami, Grecję mogą spotkać poważne trudności finansowe i bezpośrednio dotknąć przebywających tam turystów – przewiduje Marcin Lipka, analityk serwisu Cinkciarz.pl.

Sprawa powinna się wyjaśnić na przełomie czerwca i lipca. Jeśli czarny scenariusz się ziści, kraj może ogłosić upadłość, a rząd wprowadzi wtedy kontrolę przepływu kapitału. Limity transakcji gotówkowych, jak i przelewy zostaną poważnie ograniczone, szczególnie dla klientów indywidualnych. W przypadku gotówki byłoby to zapewne 100–300 euro. W wielu bankomatach szybko zabrakłoby pieniędzy, więc turyści mieliby kłopot. Także korzystanie z kart płatniczych mogłoby stać się problemem. – Kiedy dwa lata temu na Cyprze wprowadzono kontrolę przepływu kapitału w związku z kryzysem bankowym, sklepy często nie chciały przyjmować płatności kartami. Ich właściciele nie byli pewni, czy ich banki wypłacą im należne pieniądze, więc żądali gotówki. Dotyczyło to również hoteli – wyjaśnia Marcin Lipka.

Choć Neckermann Polska wysyła wielu turystów do Grecji, to sytuacja ekonomiczna tego kraju nie spędza snu z powiek prezesowi Piątkowi. Przyzwyczaił się. – Musimy radzić sobie z bardzo wieloma rodzajami ryzyka. Wysyłamy turystów do wielu krajów. W jednych mogą się pojawić kłopoty gospodarcze, w innych zamachy terrorystyczne albo katastrofy naturalne – wyjaśnia prezes. Przy okazji narzeka na polskie media niepotrzebnie wyolbrzymiające zagrożenia.

Polscy turyści nie należą zresztą do wyjątkowo strachliwych. Egipt, w którym wciąż jest niespokojnie, znajduje się na trzecim miejscu najpopularniejszych miejsc letniego wypoczynku. Kurorty nad Morzem Czerwonym i na Synaju są strzeżone i bezpieczne – zapewniają biura podróży. Jednocześnie odradzają wybieranie się poza nadzorowane tereny hotelowe.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną