Jak PiS uderzył w polskich producentów żywności

Przyjacielski ogień
PiS, zmieniając hurtem prawo, wie, w kogo chce uderzyć, ale nie umie przewidzieć, kto oberwie naprawdę. Właśnie rykoszetem dostali polscy producenci żywności.
Projekt ministra finansów Pawła Szałamachy poszedł do kosza, bo suchej nitki nie zostawili na nim polscy handlowcy i koledzy z rządu – Mateusz Morawiecki oraz Jarosław Gowin – a także Komisja Europejska.
Tomasz Adamowicz/Forum

Projekt ministra finansów Pawła Szałamachy poszedł do kosza, bo suchej nitki nie zostawili na nim polscy handlowcy i koledzy z rządu – Mateusz Morawiecki oraz Jarosław Gowin – a także Komisja Europejska.

Rosnący eksport polskiej żywności drażni konkurentów w innych krajach.
Michał Kość/Agencja Wschód/Reporter

Rosnący eksport polskiej żywności drażni konkurentów w innych krajach.

audio

AudioPolityka Joanna Solska - Przyjacielski ogień

Józef Konarczak z Pogorzeli w Wielkopolsce, znany producent wędlin, liczył, że szumnie zapowiadana ustawa o podatku dla hipermarketów pomoże polskim firmom. Po przyjrzeniu się projektowi twierdzi, że będzie o wiele gorzej, niż było. Takiej pomocy rządu jego firma może nie przetrzymać. Z niepokojem czeka na kolejny projekt ustawy, który ma być gotowy do końca miesiąca.

Projekt ministra finansów Pawła Szałamachy poszedł do kosza, bo suchej nitki nie zostawili na nim zarówno polscy handlowcy, którzy mieli być jego beneficjentami, jak i koledzy z rządu – Mateusz Morawiecki oraz Jarosław Gowin – a także Komisja Europejska. Ale przedsiębiorcy tracą wiarę, że następny projekt będzie lepszy. Z przecieków wiadomo, że trzeba będzie zrezygnować z progresji obciążeń podatkowych, która miała spowodować, że duzi (a więc w praktyce zagraniczne sieci) zapłacą więcej niż mali.

Nie ma już dzisiaj wątpliwości, że największą ofiarą bitwy o handel staną się polscy producenci. Czyli firmy, które są dostawcami towarów do dużych sieci. Nie chcąc podnosić cen konsumentom, hipermarkety spróbują mniej płacić producentom. Są silne, to one dyktują warunki. Józef Konarczak kibicował „dobrej zmianie” dlatego, że PiS obiecywało ten dyktat zlikwidować. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że go wzmocni.

Celowali w sieci, ustrzelą dostawców

Sieci wypychają nas z polskiego rynku – twierdzi Konarczak. Na drobnych polskich dostawców przerzucają koszty, zwlekają z zapłatą. Żeby przeżyć, producenci obniżają jakość, w kiełbasie jest coraz mniej mięsa, a więcej zamienników. Dlatego Konarczak, znany w Wielkopolsce producent wędlin, postanowił się od zagranicznych hipermarketów uniezależnić. Dziś, oprócz zakładu przetwórczego, ma także regionalną sieć sklepów firmowych z wyrobami mięsnymi. Piętnaście placówek. Sprzedaje u siebie, nie dzieli się marżą. Nowego podatku nie przerzuci na słabszych, zapłaci go jego firma.

Mówi, że pożegna się z planami rozwoju. Marzyło mu się, że będzie otwierał sklepy w innych regionach kraju. Rozszerzy eksport, swoje wędliny zaczął właśnie wysyłać do Francji, Niemiec i Austrii. Sporo zainwestował – jak wielu innych – na kredyt. Teraz okazuje się także, że na wyrost. Zysk pójdzie na podatek.

Takich polskich firm jest całkiem sporo. Własną sieć, sprzedającą w jednym sklepie pieczywo oraz wędliny, utworzyły Wierzejki, producent wędlin, oraz piekarnie Putka. One także wpadają w podatkowe sidła. Przed kilkoma laty pewne było, że rodzimi przetwórcy nie przetrwają na rynku, jeśli nadal będą dawali się skubać wielkiemu handlowi: coraz więcej każącemu sobie płacić za miejsce na półkach i coraz dłużej zwlekającemu z zapłatą za towar. Ratowały się więc własnymi sklepami firmowymi. Teraz rząd, celując w zagraniczne sieci, ustrzeli także ich.

Kiedy kandydatka SLD na prezydenta zapowiadała, że od nowa napisze w Polsce prawo, wywołała gromki śmiech. PiS właśnie to robi, budząc grozę. Projekty ustaw napisane są na kolanie, a ich autorzy nie są w stanie przewidzieć ich skutków. Zmiany dyktowane są przez tych, którzy mają na nich zyskać, potencjalnych ofiar o zdanie się nie pyta. Nawet jeśli ofiarą może być dynamicznie rozwijający się eksport żywności, której rocznie sprzedajemy za granicę już za 23 mld euro. Prawie połowę wysyłają za granicę firmy małe i średnie, w większości polskie.

Kiełbasa ze skrzynki zaufania

Do ekipy rządzącej zaczyna docierać, że – bez złamania wspólnotowego prawa – zagranicznemu handlowi większej krzywdy nie zrobi. A ponieważ nie lubi także zagranicznych koncernów spożywczych, zamierza je osłabiać inaczej. M.in. namawiając rolników do masowej produkcji artykułów spożywczych metodami tradycyjnymi, które konsumenci będą kupować zamiast coraz gorszej jakości żywności przemysłowej. Żeby ten plan wcielić w życie, trzeba rolników obdarzyć kolejnymi przywilejami. I złamać unijne prawo.

W poprzedniej kadencji parlamentu w licytacji, kto chłopom zaoferuje więcej, ścigały się PSL oraz PiS. Teraz obie partie przelicytował Kukiz’15, przedstawiając własny projekt „ustawy o sprzedaży żywności przez rolników oraz o zmianie niektórych innych ustaw”. Sejm już rozpoczął nad nim pracę, nie informując o projekcie najbardziej zainteresowanych, czyli małych i średnich polskich producentów artykułów spożywczych. Jeśli ustawa wejdzie w życie, będą musieli zwijać interes.

Projekt przewiduje, że rolnicy, którzy będą produkować żywność na sprzedaż, nie muszą rejestrować firm. Skoro nie staną się przedsiębiorcami, to nie muszą też płacić podatków. Wprawdzie tylko do momentu, w którym wartość ich produkcji nie przekroczy 75 tys. zł rocznie, ale – praktycznie – nikt tego nie będzie kontrolował. Producent nie musi mieć kasy fiskalnej, nie będzie dokumentował wartości sprzedaży. Ma tylko mieć zeszyt, w którym sam zapisze, ile sprzedał. Jak nie zapomni.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną