Rynek

Afera GetBack za zamkniętymi drzwiami. Co jest w raporcie NIK?

Nad raportem NIK o GetBack posłowie obradowali za zamkniętymi drzwiami. Nad raportem NIK o GetBack posłowie obradowali za zamkniętymi drzwiami. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
PiS chciałby zamieść pod dywan odpowiedzialność KNF za aferę zaprzyjaźnionej z partią firmy GetBack, w której Polacy stracili 2,5 mld zł. Nadzorująca rynek Komisja ponosi winę za to, że przed nią nie ostrzegła ani jej nie zapobiegła.

Takie wnioski płyną z raportu Najwyższej Izby Kontroli. Izba dziś go opublikowała, ale jeszcze kilkanaście dni temu na wniosek PiS sejmowa komisja omawiała go za zamkniętymi drzwiami.

Afera wybuchła dopiero w połowie czerwca 2018 r., gdy do mediów wyciekł list, w którym szef firmy windykacyjnej GetBack Konrad K., podkreślając swoje zasługi dla PiS, prosi prezesa Jarosława Kaczyńskiego i premiera Mateusza Morawieckiego o pomoc.

Czytaj też: GetBack dogadał się z wierzycielami

Do afery mogłoby nie dojść

Najważniejsze instytucje państwa zaniedbywały swoje obowiązki. Gdyby odpowiedzialna za stabilność i bezpieczeństwo sektora Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) działała prawidłowo, straty jej klientów mogłyby być o wiele mniejsze. Dlatego o raporcie NIK, który mówi o tych nieprawidłowościach, kilkanaście dni temu posłowie – na wniosek PiS – dyskutowali bez udziału mediów. Z obrad sejmowej komisji finansów publicznych wyproszono też stowarzyszenia poszkodowanych. Utajniając raport, posłowie PiS usiłują wyciszyć kolejną kompromitującą ich sprawę.

Do afery bowiem by nie doszło, gdyby nie bliskie stosunki PiS z właścicielami GetBack. Firma m.in. sponsorowała różne imprezy prawicowych mediów, odbywające się z udziałem najważniejszych osób w partii. Jak się potem okazało – za pieniądze swoich klientów. Może dlatego KNF patrzyła na jej działalność przez palce, a Giełda Papierów Wartościowych dopuściła do publicznego obrotu akcje firmy handlującej długami tylko na podstawie opinii jej pracownika? Zaprzyjaźnionym firmom na ręce się nie patrzy?

KNF naraziła klientów banków na ryzyko

Na zadawane przez media pytanie, dlaczego KNF nie skontrolowała GetBack wcześniej, choć do komisji płynęły sygnały, że prowadzi bardzo ryzykowną politykę inwestycyjną, komisja ta nie odpowiadała. Kiedy wreszcie kontrolę do firmy wysłano i ujawniła liczne nieprawidłowości – KNF nie powiadomiła o nich prokuratury ani stosownych służb. Ba, nawet nie wpisała GetBack na listę publicznych ostrzeżeń!

Komisja tym samym dopuściła do tego, że niczego nieświadomi klienci banków nadzorowanych przez KNF nadal kupowali obligacje GetBack, gdyż były one świetnie oprocentowane. Obie najważniejsze instytucje powołane do pilnowania stabilności rynku finansowego: KNF i GPW, wykazały się większą troską o interesy sponsora prawicowych imprez niż o interesy jego klientów. Trwało to do wiosny 2018 r.

Czytaj też: GetBack, czyli krótka historia dużego długu

Ten skandal dotyka nas wszystkich

Afera GetBack dotyka nie tylko jej poszkodowanych klientów, ale nas wszystkich. Prawie wszyscy Polacy mają bowiem konta w nadzorowanych przez KNF bankach, trzymają w nich swoje oszczędności, zawierają z nimi umowy kredytowe, kupują jednostki funduszy inwestycyjnych. Wierzymy, że instytucje finansowe, nie bez powodu nazywane instytucjami zaufania publicznego, gospodarują naszymi pieniędzmi odpowiedzialnie, że nie używają ich do wspierania szemranych interesów partyjnych. Że nie dzieją się wewnątrz nich afery. Naszą wiarę opieramy na zaufaniu do instytucji państwa, a nie partii rządzącej.

To zaufanie do KNF w czasie rządów PiS zostało zrujnowane już dwa razy. To przecież szef tej komisji w słynnej nagranej przez bankiera Leszka Czarneckiego rozmowie domagał się od niego łapówki. I co? Do tej pory sprawy nie wyjaśniono. Były już szef KNF Marek Ch. posiedział w areszcie, potem go wypuszczono i zaległa cisza. Nie wiemy, dla kogo ta łapówka, nie wiemy, po co obaj panowie natychmiast po rozmowie udali się do prezesa NBP Adama Glapińskiego i co ważnego mieli mu do zakomunikowania.

Bankier być może kupił sobie taśmami polisę bezpieczeństwa, ale klienci nadzorowanych przez KNF instytucji finansowych bezpiecznie się czuć chyba nie powinni. Na razie bowiem wszystkie afery finansowe PiS zamiata pod dywan, nie przejmując się opinią publiczną.

Czytaj też: 10 największych afer PiS

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Jak leśnicy sami sprywatyzowali Lasy Państwowe

Prywatyzacją lasów politycy straszą nas regularnie. Zawsze wtedy, gdy partykularne interesy leśnego lobby i jego politycznych protektorów wydają się zagrożone. Samym jednak lasom przekazanie w prywatne ręce nigdy nie groziło. PiS wykreowało wroga, żeby nas przed nim bronić.

Joanna Solska
01.09.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną