Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Rynek

Bajki o złej Unii i jeszcze gorszym CO2. „Zbliżamy się do granic obłędu”

Billboard Grupy Elektrownie Polskie obarczający Unię Europejską winą za wysokie ceny prądu, luty 2022 r. Billboard Grupy Elektrownie Polskie obarczający Unię Europejską winą za wysokie ceny prądu, luty 2022 r. Włodzimierz Wasyluk / Forum
Polska Grupa Energetyczna ogłosiła konkurs dla bajkopisarzy o krzywym lesie (naprawdę!). Jest wprawdzie dedykowany najmłodszym autorom, ale PGE jest zafascynowana bajkami także dla starszych. Właśnie taką prezentuje najnowsza kampania billboardowa „Opłata klimatyczna UE = droga energia, wysokie ceny”.

Kampania informuje na plakatach i reklamach w mediach, że „opłata klimatyczna Unii Europejskiej odpowiada za 60 proc. kosztów produkcji energii”. Oficjalnie firmuje ją Towarzystwo Gospodarcze Elektrownie Polskie, organizacja skupiająca państwowych producentów energii elektrycznej z PGE na czele. To taki odpowiednik Polskiej Fundacji Narodowej, która zasłynęła niegdyś szczującą na sędziów billboardową kampanią „Sprawiedliwe sądy”. Oczywiście i tamta, i obecna to kampanie rządzącej partii, która chce zrzucić z siebie odium rosnących cen. Najwyraźniej sam dyżurny Donald Tusk, tradycyjnie winny wszystkich nieszczęść przeszłych, przyszłych i teraźniejszych, nie wystarczył. Wybrano więc Unię Europejską, która w sprawach energetyki okazała się gorsza.

Kampania z żarówką rozpala emocje. KE odpowiada

Kampania z żarówką wypełnioną niemal po brzegi unijną flagą, pokazująca, jak Bruksela drenuje nasze kieszenie, wywołała wyjątkowe emocje. Już nawet Komisja Europejska nie ścierpiała i zabrała głos, tłumacząc, na czym polega manipulacja. Wiceszef KE Frans Timmermans, odpowiedzialny za Europejski Zielony Ład, skomentował: „Postawmy sprawę jasno: polityka unijna NIE jest odpowiedzialna za 60 proc. państwa rachunków za energię”. Rząd jednak się upiera, że wyliczenie jest precyzyjne: „Ministerstwo Klimatu i Środowiska potwierdza, że zgodnie z danymi handlowymi z Towarowej Giełdy Energii (TGE) koszt wytworzenia energii elektrycznej to w 60 proc. cena za koszt uprawnień do emisji CO2. Przy obliczeniach uwzględniono ceny energii za okres od 4 stycznia do 30 listopada 2021 r. oraz średnią cenę unijnego certyfikatu do emisji CO2 w wysokości 53 euro za tonę”.

Politycy opozycji Agnieszka Pomaska i Cezary Tomczyk napisali interpelację „w sprawie kłamliwej polityki informacyjnej rządu”: „Argument o pogrążającej polskich odbiorców polityce unijnej jest zresztą często powtarzany przez przedstawicieli rządu – mówił o nim m.in. Pan Premier czy minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Rzeczywistość jest inna. Ceny EU ETS rzeczywiście są jedną ze składowych, wpływających na wysokość rachunków, ale w znacznie mniejszym stopniu, niż podają Polskie Elektrownie. Polska Zielona Sieć wylicza, że opłata klimatyczna UE stanowi 20–30 proc. kosztów produkcji energii. Natomiast podatki i opłaty krajowe to ok. 36 proc. Co ważne, wszystkie pieniądze z tytułu opłat za emisje trafiają do budżetu w Polsce. Tylko w 2021 r. było to 25 mld zł. Połowa z tych pieniędzy powinna być przeznaczana na transformację energetyczną. Tak się jednak nie dzieje” – piszą parlamentarzyści.

Eksperci o manipulacji PiS: zbliżamy się do granic obłędu

Także eksperci energetyczni, zwykle dość powściągliwi, nie zdzierżyli. Szefowa Forum Energii Joanna Maćkowiak-Pandera na Twitterze zamieściła zdjęcie plakatu z komentarzem: „Myślę, że zbliżamy się do granic obłędu. Dalej już nic nie ma”. Forum przedstawiło własne wyliczenia pokazujące, na czym polega manipulacja. Eksperci tłumaczą, że wzrost cen jest spowodowany wieloma przyczynami, w tym zwiększeniem zapotrzebowania na energię elektryczną, kosztów produkcji energii elektrycznej (m.in. cen gazu i węgla), kosztów CO2 i systemów wsparcia (m.in. opłaty mocowej i kogeneracyjnej) oraz wyższą stawką sieciową. Autorzy opracowania Forum przedstawiają wyliczenia, z których wynika, że opłata za emisje CO2 ma ok. 23-procentowy udział w obecnym skoku cen energii elektrycznej.

Przedstawiciele rządu bronią się, że ich wyliczenia są prawidłowe, bo plakaty mówią o cenach hurtowych prądu, a nie detalicznych, które płacą odbiorcy. No ale co odbiorcę końcowego interesuje rynek hurtowy?

Czytaj także: Niech nam zima lekką będzie. Górnicy strajkują, węgla brak, energia coraz droższa

Wychodzimy z systemu ETS – wychodzimy z Unii

Najważniejsze jest jednak to, że opłaty za emisje CO2 nie zostały wprowadzone wczoraj. To system handlu emisjami ETS, który działa już od 2005 r. Nic nie zostało nam narzucone siłą, sami się zgodziliśmy, że musimy chronić planetę, a kto zanieczyszcza atmosferę, musi płacić. Niektóre kraje wzięły to sobie do serca i zaczęły transformować energetykę, więc dziś nie ponoszą takich kosztów. Myśmy uważali, że to zawracanie głowy i nie ma co się przejmować.

I żeby była jasność: to nie jest wyłączna wina PiS, bo taką samą filozofię stosowały poprzednie rządy, które wymuszały budowę nowych bloków węglowych, w tym tego w Turowie, za który musimy dziś płacić nie tylko wysokie ceny CO2, ale jeszcze koszty kar sądowych i odszkodowań dla Czechów. Opłat za emisje CO2 nie ściągają od nas poborcy z Brukseli. Te pieniądze trafiają do naszego budżetu i to jest decyzja rządu, że zamiast transformować energetykę, by nie emitowała tyle CO2, wydaje się je na rozmaite niezwiązane z tym cele.

Oczywiście prawdą jest i to, co powtarza dziś minister klimatu i środowiska, że bilans tych transakcji jest ujemny, czyli że polska gospodarka wydaje na kupowanie emisji CO2 więcej, niż rząd inkasuje, sprzedając je na aukcjach. To było wiadomo od dawna i dopiero dziś, kiedy ceny skoczyły, zrobił się dramat i pojawiły hasła, że jak tak to ma wyglądać, to my wychodzimy z systemu ETS. Problem polega na tym, że z ETS wyjść można, tylko wychodząc z UE.

Czytaj także: O CO2 chodzi? Polska traci na własne życzenie

Polska energetyka zarobiła jak nigdy dotąd

Jest też drugie dno sprawy. Branżowy portal Wysokie Napięcie, komentując spór wokół rządowo-energetycznej kampanii, zwraca uwagę na fakt, że wytwórcy energii, którzy dziś szczują na UE, zarobili w 2021 r. jak nigdy dotąd. Zyski państwowej energetyki, która uruchomiła wszystkie elektrownie węglowe, produkowała i eksportowała na potęgę, wyniosły 9,5 mld zł. Takich zysków nie było nawet wtedy, gdy CO2 kosztowało 6 euro za tonę, a nie 90 euro jak dziś.

Powodem był ogromny, niezaspokojony z rozmaitych powodów, ale raczej chwilowy popyt na energię w Europie. Duża i zyskowna produkcja eksportowa zaowocowała większą emisją CO2, którą dopisuje się dziś do naszych rachunków za prąd i rachunku win Unii Europejskiej. Przy okazji portal podaje przykłady cen w krajach europejskich, które nie są objęte systemem ETS, czyli w Turcji i Serbii. Okazuje się, że są wyższe niż w Polsce. Więc to nie opłaty CO2 są decydujące w kształtowaniu się cen energii.

Czytaj także: Spirala cen energii się nakręca. Tak się nie da prowadzić biznesu

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
18.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną