Ukrywali Żydów, dziś sami się ukrywają

Sprawiedliwi wśród narodu
W Polsce żyje 501 Sprawiedliwych, którzy w czasie wojny ratowali Żydów. Wielu z nich ukrywa się do dziś we własnych domach przed sąsiadami.
Bogdan Jastrzębski z Częstochowy z portretem uratowanej Krystyny Geisler, swojej późniejszej żony
Jacenty Dębek/Materiały prywatne

Bogdan Jastrzębski z Częstochowy z portretem uratowanej Krystyny Geisler, swojej późniejszej żony

Antoni Bocheński z Michałowic. Jego rodzice ukrywali w stodole czworo dzieci
Jacenty Dębek/Materiały prywatne

Antoni Bocheński z Michałowic. Jego rodzice ukrywali w stodole czworo dzieci

Artykuł ukazał się w POLITYCE w lutym 2010 r.

Na stronach internetowych nowojorskiej Żydowskiej Fundacji dla Sprawiedliwych można znaleźć biogramy 43 Polaków, którzy w czasie wojny z narażeniem własnego życia ukrywali Żydów. To jedynie niewielka część spośród żyjących w Polsce, którym Fundacja pomaga finansowo.

Większość nie godzi się na upublicznianie swoich danych, zdjęć i historii, dlatego jedynym do niedawna miejscem, gdzie można znaleźć ich nazwiska, była Ściana Sprawiedliwych w Instytucie Yad Vashem. Do niedawna, ponieważ od sierpnia 2009 r. nazwiska polskich Sprawiedliwych figurują na pomniku odsłoniętym w łódzkim Parku Ocalałych.

Yad Vashem daje tylko honorowe dyplomy i medale. Wsparciem zajmuje się Fundacja powołana w 1986 r. przez rabina Harolda Schulweisa. Jedną z pierwszych ośmiu podopiecznych Schulweisa była Irena Sendler, która uratowała w Warszawie setki żydowskich dzieci. Dziś Fundacja wspiera tysiąc osób z 23 krajów. W Polsce każdy z 501 Sprawiedliwych otrzymuje miesięcznie równowartość ok. 100 dol.

Jeżeli Sprawiedliwy potrzebuje pomocy, musi napisać do Fundacji w Nowym Jorku. W zasadzie wystarczy dołączyć dwa dokumenty: wyciąg emerytury i zaświadczenie o chorobach.

– W Polsce leki są tak drogie, że Sprawiedliwi, chociaż są ubezpieczeni, nie mogą się leczyć, bo mają bardzo małe emerytury – mówi Agnieszka Perzan z Fundacji. – Dlatego każda taka aplikacja jest zakwalifikowana do pomocy.

Z Nowego Jorku przeciętny polski Sprawiedliwy wygląda tak: jest stary (dobiega dziewięćdziesiątki), ubogi, schorowany i nie otrzymuje instytucjonalnej pomocy. Ma szczęście, jeśli mieszka w dużej aglomeracji takiej jak Warszawa lub Kraków. Ale jeżeli jest ze wsi, to żyje mu się znacznie gorzej.

– Często są w tragicznym stanie, klepią biedę i nie mają pieniędzy, żeby sobie węgiel na zimę kupić, więc siedzą w nieogrzewanych domach – mówi Agnieszka Perzan. – Jest mi przykro, że Polska o nich zapomniała i dostają pieniądze tylko od nas.

Sprawiedliwym mogłoby pomóc Polskie Towarzystwo Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, gdyby samo nie stało na granicy bankructwa. Do PTSWNŚ należy około 400 osób, które otrzymały dyplomy i medale z Yad Vashem, ale większość z nich nie stać nawet na zapłacenie 5 zł składki. Ciężar utrzymania Towarzystwa Sprawiedliwych spadł więc na barki Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu.

W ubiegłym roku Towarzystwo zdobyło pewną popularność na świecie, gdy z okazji dnia Holocaustu gościli na Kapitolu u prezydenta USA Baracka Obamy. – Jeździliśmy wtedy po Stanach Zjednoczonych i opowiadaliśmy studentom na uniwersytetach, ile dobrego Polacy dla Żydów w czasie wojny zrobili – mówi prezes Towarzystwa Anna Bando, której rodzina przechowywała Żydów w dwupokojowym mieszkaniu na Żoliborzu.

Niestety Towarzystwo nie może się pochwalić podobnymi medialnymi sukcesami w Polsce. Trudno jest nawet odnaleźć warszawską siedzibę Sprawiedliwych, gdyż nie ma żadnego szyldu. – Wspólnota mieszkańców nie chce takiej tablicy na budynku – mówi Anna Bando i wspomina, że problemy zaczęły się już trzy lata temu, gdy wyszło na jaw, co to za biuro mieścić się będzie w kamienicy. Wtedy prezes Bando po raz pierwszy usłyszała, że sąsiedzi nie życzą sobie, by im się Żydówki kręciły po korytarzach (co wskazywało, że nie rozróżniają zbytnio Sprawiedliwych od Ocalonych).

* * *

79-letni Antoni Bocheński mówi, że z pewną niechęcią do Sprawiedliwych zetknął się już zaraz po wojnie (wtedy jednak nikt ich tak nie nazywał). Jego rodzice ukrywali w stodole w Michowicach czwórkę dzieci. – Tuż po wojnie nikt z tego nie robił żadnego bohaterstwa – wspomina.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj