Rozmowa z Agnieszką Jagiełło-Gruszfeld, lekarzem onkologiem

Nieodwracalna utrata spokoju
Zawód onkologa narzuca codzienne myślenie o śmierci, a w konsekwencji człowiek dosyć wcześnie odpowiada sobie na najważniejsze pytania. Jedno z nich dotyczy tego, jak niedaleko sięgają jego możliwości - mówi Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld.
Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld
Tadeusz Późniak/Polityka

Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld

Martyna Bunda: – Zawsze daje pani pacjentom numer prywatnej komórki?

Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld: – Tak czuję się spokojniej. O dziwo, ludzie go nie nadużywają. A ja wiem, że jeśli pojawią się powikłania po leczeniu, to pacjent, zanim zrobi coś głupiego, zadzwoni do mnie. Zaczęłam go zapisywać chorym po tym, jak umarła mi pacjentka, samotna matka kilkunastoletniej córki. Miała bardzo duże szanse na wyleczenie, chemioterapia podawana była jedynie uzupełniająco, ale po niej pojawiło się powikłanie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną