Matka i córka – miłość silniejsza od trosk

Chytry los
Urszula Jaworska, matka Oli, tancerka. Ola Baranowska, córka Uli, studentka. Życia splecione mocniej niż po prostu matki i córki.
Ula (od lewej) czuje się zupełnie zdrowa, 15 lat po przeszczepie szpiku już dawno zapomniała o swojej białaczce.
Tadeusz Późniak/Polityka

Ula (od lewej) czuje się zupełnie zdrowa, 15 lat po przeszczepie szpiku już dawno zapomniała o swojej białaczce.

Ola (od lewej) ma 23 lata, studiuje, od niedawna urządza własne mieszkanie. Po trzecim rzucie choroby otrzymuje lek, który daje szansę na spowolnienie przebiegu niszczenia włókien nerwowych.
Tadeusz Późniak/Polityka

Ola (od lewej) ma 23 lata, studiuje, od niedawna urządza własne mieszkanie. Po trzecim rzucie choroby otrzymuje lek, który daje szansę na spowolnienie przebiegu niszczenia włókien nerwowych.

Ula

Poznała ją cała Polska, gdy w popularnym programie telewizyjnym „Express Reporterów” jednym ruchem ręki ściągnęła z głowy perukę i widzowie zobaczyli ją bez włosów. Był początek 1995 r. – Musiałam to zrobić, nawet wbrew woli mamy, która obawiała się reakcji sąsiadów. Ale nie miałam wyjścia: trzeba było zacząć zbierać pieniądze na leczenie białaczki.

Potrzebny był przeszczep szpiku. Niestandardowy, ponieważ w jej przypadku rodzice ani siostra nie mogli zostać dawcami zdrowych komórek krwiotwórczych. Mogła ich w tym zastąpić dawczyni z Holandii. W Polsce w tamtych czasach banku szpiku ani rejestru dawców jeszcze nie było. Klinika prowadzona przez prof. Jerzego Hołowieckiego w Katowicach otrzymała zgodę na wykonanie eksperymentalnego zabiegu.

Ola

Od roku wie, że choruje na stwardnienie rozsiane. – SM zburzył moje plany, ale przykład rodziców nauczył, jak brać się z życiem za bary i walczyć z przeciwnościami losu.

Ma 23 lata, studiuje, od niedawna urządza własne mieszkanie. Po trzecim rzucie choroby otrzymuje lek, który daje szansę na spowolnienie przebiegu niszczenia włókien nerwowych. Może kiedyś, w przyszłości, będzie mogła powiedzieć tak jak jej mama: udało się, jestem zdrowa!

Ula

Rutynowe badania medycyny pracy, 1994 r. Po urodzeniu córki odeszła z Teatru Sabat Małgorzaty Potockiej i zatrudniła się w szkole baletowej, studiując jednocześnie pedagogikę baletu w Akademii Muzycznej. Rozmaz krwi był alarmujący: 170 tys. białych krwinek, to aż 17-krotnie więcej, niż przewiduje norma. Szpital. Pamięta lekarkę, która oparta o ścianę w jej sali na zadane pytanie, czy to rzeczywiście białaczka, skinęła tylko głową i wyszła. Nie odrobiła lekcji właściwej komunikacji z pacjentami.

Ola

Przez kilka poranków z rzędu odczuwa drętwienie szyi, jest 2011 r. Jakby spała w przeciągu lub na niewygodnej poduszce. Gdy po kilku dniach zaczynają też jej cierpnąć nogi i pali skóra pod rajstopami, nie wydaje się to normalne. Rodzice bagatelizują problem, bo przyzwyczaiła ich do swoich częstych chorób. Mamie przelatuje nawet przez myśl: mam córkę hipochondryczkę? Lekarze początkowo odsyłają ładną dziewczynę o figurze modelki z kwitkiem: drętwienie i przeczulica powinny ustąpić. W końcu dostaje skierowanie na rezonans magnetyczny. Już pierwszy wynik był niepokojący, ale nikt nie powiedział odważnie: to SM.

Ula

O białaczce wiedziałam tylko tyle, że zabija. W tamtych czasach nie było przecież Internetu, gdzie można dziś znaleźć informacje o każdej chorobie. Przyjaciel męża zmarł z jej powodu w młodym wieku, więc zdawałam sobie sprawę, co oznacza diagnoza.

Ola

Lekarze, którzy oglądali wyniki pierwszego rezonansu, tak ogólnikowo opowiadali o zmianach w rdzeniu kręgowym, że nie mogłam się domyśleć, iż chodzi im o SM. W końcu do tego doszłam sama, przeszukując fora internetowe. Gdy kilka miesięcy później zadzwoniono do mamy z informacją, że to stwardnienie rozsiane, nie byłam zaskoczona. Okazało się jednak, że moja wiedza zdobyta w sieci na niewiele się przyda.

Ula

Interferon wspomina fatalnie. To lek podawany w zastrzykach, który u osób chorych na białaczkę ma pomóc w niszczeniu nieprawidłowych komórek. Był dla niej jedyną szansą, by przeżyć. Ale nie za darmo. Musiała zebrać pieniądze, aby kupić go za granicą. 30 tys. zł co miesiąc, przez dwa lata. Po tym okresie przestał działać. Padło pytanie, czy jest gotowa na przeszczep od anonimowego dawcy szpiku, którego trzeba wcześniej znaleźć na świecie, bo w Polsce jest raptem 67 takich osób i marne szanse, by któraś z nich miała parametry genetyczne idealnie pasujące do jej potrzeb. Nowa zbiórka pieniędzy: na poszukiwania dawcy przez bank szpiku w Bostonie. – Podczas kwalifikacji do transplantacji lekarze oświadczyli, że mam 20 proc. szans na sukces. Odparłam, żeby dali mi choć 50 proc., to wezmę w ciemno i dam od siebie drugą połowę. Przekonała ich moja pewność.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną