Społeczeństwo

Łopaty walczące

Narodowcy chowają Wyklętych

Mazańcowice, uroczysta msza i pogrzeb Edwarda Biesoka. Mazańcowice, uroczysta msza i pogrzeb Edwarda Biesoka. Artur Kasprzykowski
Wykopanie zwłok partyzanta Edka Biesoka ma być dowodem, że jak się chce, to można zrobić w Polsce porządek.
Jedna z niewielu zachowanych fotografii Biesoka.ARC Jedna z niewielu zachowanych fotografii Biesoka.

Artykuł w wersji audio

Poszukiwanie zwłok Żołnierza Wyklętego trwało parę lat i nie było łatwe. Ale Władysław Sanetra, prezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Okręg Podbeskidzie (ZŻNSZ to organizacja kombatancka, która przyjmuje także młodych entuzjastów tej formacji), nie ma wątpliwości, że takie poszukiwanie to początek moralnego odrodzenia Polaków. Już to widać po młodych z regionu, którzy na fali popularności Wyklętych zapisują się do ZŻNSZ. W tym wieku naturalnie poszukują idei – więc niech to będzie Bóg, Honor i Ojczyzna.

Według Władysława Sanetry o tym, jacy są chłonni na wartości, świadczy duma, z jaką w każdą rocznicę zajęcia przez partyzantów Wisły defilują po mieście w mundurach, oficerkach i z ryngrafami na piersiach. Albo to, jak chętnie jeżdżą po szkołach i pokazują dzieciakom broń, z jakiej Wyklęci strzelali do komunistycznych sługusów, czyli milicjantów albo ubeków. Oraz to, z jakim oddaniem i energią chcą rozliczać morderców i celebrować bohaterów.

Sprawa wagi państwowej

Pomysł, by dla jeszcze większego rozbudzenia patriotycznego sięgnąć po autentycznego Żołnierza Wyklętego, wyszedł od Bogdana Ścibuta, byłego członka zarządu RUCH SA. W internecie to mentor, trener i asesor. W szeregach Związku Żołnierzy NSZ – autorytet. Pomysł Ścibuta jest prosty: po powojennej walce z komunistami zostało wiele ciał porzuconych po lasach. To uczciwe – zlokalizować, wykopać i pochować. To również wyjątkowo nośne ideowo – zaangażować w to młodych, którzy mają potrzebę oddawania krwi za ojczyznę, ale czas temu nie sprzyja. Niestety, Ścibut o swoim pomyśle rozmawiać nie chce. Odsyła na internetowe strony akcji „Powinniśmy wracać po swoich” – z  zakładkami: Wspierający oraz Przeciwnicy.

Młodzi z Podbeskidzia, ci sami, którzy paradują po Wiśle w mundurach, podchwycili ideę. No bo przecież nie godzą się, żeby ich koledzy, którzy oddali młode życie za Ojczyznę, leżeli po lasach jak zwierzęta. Upomną się o nich. Zrobią im uroczyste, należne bohaterom pogrzeby.

Ale trzeba było zacząć od konkretnego ciała. Oni zaczęli od Edka – jak dziś o nim mówią, bo po tym wszystkim czują się z chłopakiem autentycznie związani. Opowiadają też: Edek to była legenda antykomunistycznego Podbeskidzia, jako dziewiętnastolatek w 1946 r. zginął w potyczce z milicjantami. Odnaleźli jego kolegę z czasów partyzantki, pokazali legitymacje NSZ, opowiedzieli, jak im zależy na Polsce i sprawiedliwym rozliczeniu. Żołnierz Wyklęty przypomniał sobie, gdzie kopali 70 lat temu. Na stoku góry Błatniej, pod drzewem, na którym ktoś kiedyś wyrył napis NSZ.

Rodzina nie oponowała przeciw ekshumacji. Konkretnie – brat Eugeniusz Biesok, lat 85. Całe życie odpowiadał na pytanie o Edka innym pytaniem. Teraz też. Jak się czuje po ekshumacji brata? A jak ma się czuć? Rodzice opowiadali, jak zginął Edek? A czemu mieliby mówić? A starszy brat, który, przyjeżdżając z Łodzi na święta, zawsze zabierał go na spacery po Błatniej – uważnie wzrokiem przeczesując sterty kamieni? Brat dawno nie żyje, a jakby żył, to co tu mówić? I tak dalej. Przyjaciel Eugeniusza – równolatek, ale napływowy, więc bardziej rozmowny – tłumaczy, żeby nie naciskać. Odkąd Edka wykopali, Eugeniusz słyszy z różnych stron, że lepiej uważać, z kim się gada, i patrzeć na legitymacje. No bo chyba nie przez przypadek w projekt „Powinniśmy wracać po swoich” zaangażowali się posłowie PiS Stanisław Pięta i Stanisław Szwed? Znaczy, że sprawa wagi państwowej.

Pięści zaciskają się same

Wykopali chłopaka 18 listopada. Zaprosili na górę Błatnią wójta pobliskiej Brennej, księdza z Mazańcowic, w których chłopak dorastał, i ludzi z katowickiego oddziału IPN. Nastoletni militaryści dojechali z Cieszyna, kilku przebrało się w stroje z epoki.

W rozkopanym dole znaleźli: kości, czaszkę, guziki, scyzoryk, orzełka z furażerki, buty poniemieckie, fragmenty angielskiego battle dress. Kopał Krzysztof, 37-latek, właściciel prywatnego muzeum w Cieszynie, militarysta i pracownik zakładu karnego (który nie dzieli Polaków na prawdziwych oraz nieprawdziwych, ale wiadomo, że ci z NSZ to sól ziemi). Krzysztof podkreśla, że nawet dla niego, dojrzałego człowieka, było to przeżycie ogromne. A co dopiero dla młodych. – Okazało się też, że prawdziwi Polacy potrafią się zjednoczyć – opowiada. Pozostali dodają: wiadomo, komuna nie śpi, a my mimo przeciwności wyciągnęliśmy swojego. Wystaraliśmy się o zgodę na ekshumację z tzw. mogiły wojennej. W obecności sanepidu i PCK wydostaliśmy zwłoki i zorganizowaliśmy im ponowny pogrzeb. Pięści w takich momentach zaciskają się same, by jeszcze coś więcej zrobić.

Wykopane ciało pochowali z honorami w grudniu, defilując za trumną przez Mazańcowice w mundurach. – Było godnie. Przybył poseł Stanisław Pięta, przedstawiciele PiS nieśli wieniec od prezesa Jarosława Kaczyńskiego, przyjechała delegacja z Obozu Narodowo-Radykalnego i z katowickiego IPN – przekonuje Irek, lat 25, pracownik firmy ochroniarskiej.

 

Zrobić coś dla Polski

Irek przyznaje, że na myśl o Edku wciąż czuje wzruszenie. Sam nie brał udziału w ekshumacji, choć zapisał się do ZŻNSZ. Za to podczas pogrzebu szedł kilka kroków za trumną wykopanego chłopaka – w mundurze, furażerce z orłem w koronie, oficerkach, z ryngrafem Edka ułożonym na poduszeczce.

Teraz więc – mówi Irek – chodzi o to, żeby tej energii i tego wzruszenia nie zmarnować. Aby tak się stało, młodzi z Wisły i okolic, z ZŻNSZ i nie tylko powinni stanąć – metaforycznie rzecz biorąc – w jednym szeregu z tym wykopanym kolegą. Czyli coś dla Polski zrobić.

Irek akurat chciałby robić porządek. Na razie na poziomie grobów, ale jakby mocniej zakasać rękawy, to te porządki obejmą i żywych. Uważa tak: oni, młodzi, którym przyszło żyć w kraju bez wojny, są to winni takim chłopakom jak Biesok.

Dlatego właśnie, wierzy Irek, tak ważny jest program „Powinniśmy wracać po swoich”. A konkretnie jedno z jego założeń, o zbieraniu od rodziny i znajomych informacji o bohaterach, ale też konfidentach. Wszystko po to, aby opublikować je na stronie internetowej. Ta wirtualna lustracja może się stać początkiem wielkiego czyszczenia w realu. Czyli zabierania odznaczeń, stopni wojskowych, a co za tym idzie, również wysokich rent, a może nawet mieszkań przyznawanych przez państwo.

Irek w ramach programu nagrywał rozmowy z nielicznymi jeszcze żyjącymi Wyklętymi. Spotkał się również z kolegą Biesoka i zobaczył cel osobisty dla siebie. – Powiedział, że do Edka strzelał P., wtedy szef plutonu kompanii operacyjnej MO z Katowic, a potem prawdziwa szycha w komunistycznej Polsce – opowiada. – Dziś mieszka w Warszawie i bierze gigantyczną emeryturę. Za to, co zrobił, powinien zostać zdegradowany i pozbawiony zaszczytów.

Irek uważa, że osobiście jest to winien Biesokowi – rozliczyć jego zabójcę. Chciałby choć ustalić jego adres. Oraz sprawdzić, czy ktoś z jego rodziny nie pełni dziś jakiejś ważnej funkcji w państwie. Potem opisze się to na stronie „Powinniśmy wracać po swoich”.

Bo swoich własnych krewnych Irek nie musi się wstydzić. Prababka ze strony matki była łączniczką w oddziale partyzanckim. Pradziadek ze strony ojca był co prawda milicjantem, ale na szczęście współpracował z leśnymi i poszedł za to do więzienia. Dalej nie szukał. Ale teraz niech się inni wytłumaczą z własnych rodzin.

Czy to źle wykopać Wyklętego?

Dawid, lat 24, student politologii, mieszkaniec Mazańcowic, rodzinnej wsi Edka, nie był na pogrzebie Biesoka, bo nie lubi pompy i zadęcia. Ale zajrzał na cmentarz już po wszystkim – bo w ich wsi nie tak znów dużo się dzieje. Przeczytał napisy na wieńcach, pomyślał o względnym poczuciu nieśmiertelności, które – jak sądzi – popchnęło 19-letniego Biesoka w stronę skazanych na klęskę Wyklętych, a potem przypomniała mu się scena z „Katynia” Wajdy, w której dwie siostry spierają się, czy walczyć z systemem, czy w jego ramach budować tyle wolności, ile się da.

W drodze do domu zastanawiał się, czy dziewiętnastoletni partyzant – zza grobu – ma szansę zostać lokalnym bohaterem. To akurat byłoby fajne, bo wieś jest podzielona, brakuje jej wspólnego autorytetu. Usiadł więc przy komputerze, żeby sprawdzić wpisy. Tak w oczy wszyscy przyznają, że wykopanie Edka to supersprawa, ale już w internecie są mniej jednomyślni.

Dawid błyskawicznie przekonał się, że razem z Edkiem wyszły spod ziemi stare podziały. Jedni chwalili ideę powrotów po swoich, cytując ojca znanych tenisistek sióstr Radwańskich, że we współczesnej Polsce wciąż walczy trzecie pokolenie ubeków z trzecim pokoleniem Wyklętych – i trzeba wreszcie rozstrzygnąć, kto jest górą. Inni narzekali na robienie politycznej szopki z pochówku przypadkowego, zabitego po wojnie nastolatka, dodając, że akurat jego oddział aprowizacyjny okradał biedaków. Na co ci pierwsi odpisywali, że stalinięta nigdy nie przestaną jątrzyć wokół polskich bohaterów i że teraz pozostaje tylko nazwać jednych i drugich po imieniu i nazwisku. A w przypadku staliniąt wywlec korzenie, przeanalizować, jakie stanowiska zawdzięczają swoim wstępnym, no i napiętnować. Najlepiej na stronie internetowej, takiej jak „Powinniśmy wracać po swoich”.

Dawid na wszelki wypadek nie włączył się w dyskusję. Nie dość, że jego dziadek walczył pod Lenino, to jeszcze co roku spod jego domu rusza bieg imienia Haliny Dzidy. Tak jak Edek zginęła tragicznie w wieku 19 lat, tyle że w pożarze Rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach. Pożar wybuchł w 1971 r., czyli za głębokiej komuny, a Halina, dowódca żeńskiej brygady OSP i najmłodsza z ponad 30 ofiar, została świecką męczennicą PRL, o której wspominał nawet sam towarzysz Gierek. Ale czy on chciałby ginąć i walczyć akurat za tę Halinę, tak jak tamci chcą ginąć i walczyć za Biesoka? No, nie. Ale innym nie zabroni przecież być za rozliczeniami. Skoro w sumie robią takie dobre rzeczy. Bo czy to źle wykopać z ziemi ciało chłopaka i ponownie pochować?

PS Generał P., były milicjant, który miał brać udział w zabójstwie Edka, mieszka w Warszawie. Udało nam się dotrzeć do jego przyjaciół, którzy obiecali, że namówią go na rozmowę o Edku i o tym, co się działo na Błatniej. Miał zadzwonić, nie odezwał się.

Polityka 3.2014 (2941) z dnia 14.01.2014; Społeczeństwo; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Łopaty walczące"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną