Zmieniają się role społeczne na Śląsku

Barbórka wychodzi z kuchni
Kiedyś wiodące kuchenny styl życia żony górników. Dziś zaczepne, podnoszące się z kolan, na których wiecznie szorowały podłogi.
Aneta z Piotrusiem. Dla jej górnika to nie jest dyshonor, że żona wróci do pracy.
Anna Musiałówna/Polityka

Aneta z Piotrusiem. Dla jej górnika to nie jest dyshonor, że żona wróci do pracy.

Anita z Tycim. Po przeprowadzce przestała pracować – żeby jej górnik wracał po szychcie do domu na skrzydłach.
Anna Musiałówna/Polityka

Anita z Tycim. Po przeprowadzce przestała pracować – żeby jej górnik wracał po szychcie do domu na skrzydłach.

Małgosia, magazynierka. Kiedy jej górnik strajkował, nosiła mu paczki.
Anna Musiałówna/Polityka

Małgosia, magazynierka. Kiedy jej górnik strajkował, nosiła mu paczki.

Stasia, po macierzyńskim zatrudniona w kawiarni. Umierała ze strachu o ojca górnika, mężowi zabroniła fedrować.
Anna Musiałówna/Polityka

Stasia, po macierzyńskim zatrudniona w kawiarni. Umierała ze strachu o ojca górnika, mężowi zabroniła fedrować.

Ola, laborantka, chwilowo na macierzyńskim. Jej górnik domagał się udziału nawet w porodach.
Anna Musiałówna/Polityka

Ola, laborantka, chwilowo na macierzyńskim. Jej górnik domagał się udziału nawet w porodach.

W Federacji Rodzin Górniczych mówią, że już zabrakło wdów. Co roku na okoliczność Barbórki ustawiają się w kolejkę po wdowy dziennikarze. No, niestety, zostały rozdysponowane.

Oprócz wdów telewizja zapewne odsmaży jakiś śląski film – w tle obfita żona, siedząca okrakiem na zydlu, obierająca ziemniaki do obiadu. On, dzielny kopach, wróci z szychty, splunie czarną śliną, zje i zalegnie na wersalce, uciszając gromadę dzieci.

Ale dziś to już tylko wdowio-robotniczo-familijny skansen, węgiel to raczej tombak niż złoto, a górnicy tkwią zapadnięci w restrukturyzacyjną mieszankę nostalgii z apatią. Teraz w roli głównej są ich kobiety, tupiące nogą rzeczniczki mężowego etosu. Nawet przed premier Kopacz.

Złe

Jakie to robiło wrażenie na Anicie, stojącej z psem yorkiem o imieniu Tyci pod Kazimierzem Juliuszem w Sosnowcu. Jej górnik był jednym ze 160, którzy nie wyjechali z dołu, co przez kilka dni leciało jako PILNE na żółtym pasku telewizorów. A było tak: mężowie usłyszeli, że z dnia na dzień chcą im zasypać kopalnię, już szykowano gruz. Od dwóch miesięcy nie dostali wypłaty, z kont kasy zapomogowej znikły pieniądze, a komornik wszedł na zakładowe bloki (skąd zadłużenie, przecież kopalnia ściągała czynsz z wypłaty?). Do górników doszło, że od dwóch lat mają niepłacony ZUS. Lontem były słowa prezesa: Ja się o siebie nie martwię.

Więc kiedy Anita zobaczyła na żółtym pasku, że nie wyjechali, wzięła Tyciego na ręce i pognała, żeby dodać im otuchy. Dość wycierania gęby górnikiem! – krzyczały kobiety z brzuchami i termosami z kawą, ledwo utrzymujące rodziny na powierzchni. Podzieliły się zadaniowo. W czasie gdy jedne pojechały do wojewody pytać, co rząd zrobi z tym fantem, inne osłaniały przed komornikiem kopalniany majątek.

– Przy kopalni jest bankomat, proszę zobaczyć, stan konta – 6 zł.

– Oni zostali na dole, bo nie mieli odwagi spojrzeć nam w oczy, że nie mamy na chleb.

– Jak nie zadłużyć kopalni, skoro łopata w sklepie kosztuje 10 zł, ta sama, tylko z atestem, 100 zł! Złamią się w tym samym czasie, a potem zdziwienie, że węgiel jest drogi.

Tzw. planistki non stop robiły kanapki. Inne przeganiały spod Juliusza dziennikarzy relacjonujących, że górnik znów jęczy (w tym czasie ekspert w telewizyjnym studiu opowiadał, że zna problem, bo pochodzi z Rybnika, i mówił o węglu per kamień). Poszły na tę wojnę w imieniu mężów, dla których naród stracił empatię. Mężów ludzie kojarzą z paleniem opony pod Sejmem od czasu transformacyjnego zawału.

Są siedzące w internecie. Odpierały na forach ataki w stylu: „Polska brać górnicza umie brać, kurwa mać”; „Wcześniej przywozili do Warszawy opony, a teraz żony”; „Dokładamy do tych świętych krów i na ich klempy”; „I znów mit Ślązaczki Polki kosztuje nas miliardy”; „Premier je przytula w trosce o sondaże, wywalając 100 mln na reanimacje trupa”; „Popatrz hanysowa hołoto, to między innymi przez twoją sfajdaną godność wyjeżdżają za pracą inni Polacy, nikt im mieszkań nie szukał”. Odgryzały się: „Ile żyje na emeryturze górnik dołowy, a ile taki Kiszczak”.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną