Społeczeństwo

Oddech szczura

Zawód: szczurołapka. W Polsce jest ich tylko osiem

Elżbieta Suszczyńska to jedna z ośmiu szczurołapek w Polsce. Elżbieta Suszczyńska to jedna z ośmiu szczurołapek w Polsce. Stanisław Ciok / Polityka
Kiedy wchodzi do piwnicy, zaczyna myśleć jak szczur. Rozgląda się i już wie, jaką wybrałaby drogę.
Ludzie, którzy zaciekle zwalczają szczury, boją się ich i brzydzą, tak naprawdę są ich największym sprzymierzeńcem.Peter Chadwick/Getty Images Ludzie, którzy zaciekle zwalczają szczury, boją się ich i brzydzą, tak naprawdę są ich największym sprzymierzeńcem.

Elżbieta Suszczyńska to jedna z ośmiu szczurołapek w Polsce – tyle kobiet należy do Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pracowników DDT zrzeszającego prawie 300 szczurołapów. Jej koleżanki po fachu najczęściej prowadzą jednak swoje firmy deratyzacyjne zza biurka, na akcje wysyłając pracowników. A ona codziennie zakłada robocze ubranie. W dodatku jest jedną z najlepszych w kraju.

– Jeszcze się nie trafił szczur, który by mnie przechytrzył – opowiada. Więc im trudniejsza akcja, tym bardziej pasjonująca. Powieść Andrzeja Zaniewskiego „Szczur” przeczytała z zapartym tchem ponad 20 lat temu. – Zainspirowała mnie, żeby zająć się szczurami – mówi. I nauczyła się myśleć jak one.

Uważa, że kobieta w roli szczurołapki może być lepsza od mężczyzny. Siła fizyczna nie ma w tym zawodzie większego znaczenia. Sprawność już tak, ale Ela zawsze dbała o kondycję (tenis, siłownia). Szczupła, wysportowana, nie wygląda na 60 lat. I wciąż jest w stanie przeciskać się na czworakach lub pełznąć przez ciasne, podziemne korytarze. Kiedyś, właściwie niechcący, przeczołgała się pod wrocławskim rynkiem. Korytarze na południowej stronie robiły się coraz ciaśniejsze, ale ona przeciskała się dalej. Szczupła i zwinna kobieta ma w tym zawodzie większe szanse niż wielki, nawet bardzo silny mężczyzna. I, co najważniejsze, może lepiej wczuć się w szczurzą psychikę. Przecież większość tych gryzoni to samice. Oni nie są potrzebni szczurzym stadom do przetrwania: jeden samiec jest w stanie zapłodnić wiele szczurzyc. A gdy samce dorosną, potrafią zagryzać całe mioty, czasem z głodu, czasem tylko z potrzeby dominacji, z zazdrości o samicę. Dlatego samica wyrzuca partnera z nory, kiedy rodzi młode, a potem często zagryza swoje męskie potomstwo, ograniczając w ten sposób liczebność samczej populacji.

Pierwsze poważne zlecenie Suszczyńskiej to była duża ferma trzody chlewnej w Łosicach, własność Akademii Rolniczej. Szczury bezkarne chodziły w biały dzień po terenie, nie uciekały przed ludźmi i tak podkopały chlewnie, że budynki zaczęły się walić. Choć się szczurów nie boi, ferma była dla Eli prawdziwym chrztem bojowym. Trzeba było zakładać nie tylko robocze ubranie, ale i kask.

W tej chlewni spotkała pierwszego szczura cwaniaka, który sprawił, że jej szacunek dla gryzoni jeszcze wzrósł. Grasował na świńskiej porodówce, gdzie nie można było używać żadnych trutek. Radzili sobie tylko przy pomocy szczurołapek. Wyłapali naprawdę dużo gryzoni, ale ciągle znajdowali zatrzaśnięte pułapki bez szczura – i już bez przynęty. Suszczyńskiej nie dawało to spokoju. Po tygodniu zaczaiła się w nocy. W odpowiednim momencie zapaliła latarkę i udało się jej dostrzec, jak wielki, stary szczur tylnymi łapami narzuca grudy ziemi na pułapkę. Jeśli trafiał, sprężyna zatrzaskiwała się, a on spokojnie mógł zabrać przynętę.

Szczury są bardzo mądre. Dlatego tak trudno je złapać. Suszczyńska czyta wszystko, co o szczurach napisano, rozmawia z naukowcami z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Na ogół to, co naukowcy mają do powiedzenia na temat tych gryzoni, pokrywa się z jej doświadczeniami.

A więc: szczury są pamiętliwe. – Spotkałam kiedyś jednego, który jakimś cudem uwolnił się z pułapki, i już nigdy więcej nie zbliżył się do żadnej przynęty – opowiada Suszczyńska. Każda pułapka pachniała mu człowiekiem. – Cokolwiek stawiałam, lepną, żywołowną, zatrzaskową, omijał wszystko szerokim łukiem – opowiada. Nic nie mogła poradzić. Więc szczur odszedł po dwóch latach śmiercią naturalną.

Nie tylko zapach człowieka jest problemem. Szczury bardzo ostrożnie podchodzą do każdego nowego przedmiotu, jaki pojawi się na ich terenie. Także do nowego jedzenia. Nabrać można młode, u których ciekawość i głód tłumią ostrożność, i od razu próbują nowego przysmaku – ale nie stare. Starszyzna uważnie obserwuje, jak zachowują się po zjedzeniu nowej karmy. Jeżeli nie dzieje się nic złego, następnego dnia jedzą już wszyscy. – Dlatego kiedyś szczury najpierw się karmiło przez kilka dni, a potem dopiero dodawało się trutkę, działającą natychmiastowo, zawierającą fosforek cynku – mówi szczurołapka. Ale i to był pomysł na raz. Fosforek cynku zostawiał charakterystyczny zapach, stare szczury i tego się nauczyły. Dziś jest łatwiej, trutka trzeciej generacji zawiera antykoagulant, czyli środek zapobiegający krzepnięciu krwi, który powoli niszczy organizm. Zwierzęta robią się senne i słabną. Umierają dopiero po kilku dniach. – Po tak długim czasie szczury nie kojarzą, że to trutka zabiła ich współbraci – wyjaśnia.

Suszczyńska zawsze pracuje sama. W jednej ręce latarka, w drugiej wiadro z karmą zaprawioną trutką. Porusza się cicho. Cały czas nuci, najchętniej stare piosenki wojskowe („Przybyli ułani”) albo ludowe („Na Nowej Górze”), bo łagodne, melodyjne nucenie uspokaja szczury. Jeżeli nie śpiewa, to przemawia czule. Po kilku dniach zwierzęta kojarzą głos Eli z dobrym jedzeniem.

Kłopot, że Elżbieta naprawdę szczury lubi. Miała kiedyś swojego, domowego, ze sklepu zoologicznego, bo dzieci koniecznie chciały mieć w domu jakieś zwierzątko. Malutki wędrowny szczur dostał na imię Hektor, puste akwarium zamiast klatki, w jednym kącie kuwetę, w drugim miseczki z jedzeniem, i stary jugosłowiański fotel, na którym lubił się wylegiwać. Elżbieta śmieje się, że Hektor nauczył ją więcej niż wszystkie kursy i książki. Ale nie, nie ma wyrzutów sumienia, że zabija jego pobratymców. Hektor był przebadany, zdrowy, a szczury żyjące na wolności są (przeciętnie) nosicielami około 50 różnych, czasem groźnych, chorób. I gdyby tak puścić je na żywioł, to byłby poważny problem. Bo rozmnażają się w piorunującym tempie. Szczurzyca rodzi cztery razy w roku mioty po 6–8 sztuk. Młode samiczki są gotowe do rozrodu już po 3 miesiącach. A gdy powódź we Wrocławiu zdziesiątkowała szczury, nagle samice zaczęły rodzić po kilkanaście. Po dwóch latach szczurza populacja została odbudowana.

Kiedy Suszczyńska kończy akcję, zleceniodawcy często pytają, czy na pewno już szczurów nie ma i czy nie wrócą? Nie sposób wytępić wszystkie. I nie o to chodzi. Jak wszystko, mają swoją rolę w ekosystemie. Utylizują część wyrzucanej przez ludzi żywności. Niektórzy twierdzą, że to właśnie szczury zapobiegły wybuchowi epidemii po powodzi we Wrocławiu.

Podobno szczury nie stanowią problemu, gdy jest ich mniej więcej tyle co mieszkańców. – Nigdy, przez ponad ćwierć wieku pracy, nie powiedziałam, ile jest szczurów we Wrocławiu – śmieje się Suszczyńska. – Bo nie sposób ich policzyć. Są tacy, którzy mówią, że na jednego mieszkańca przypada tu 5 szczurów, a na Starym Mieście ma być nawet 7. Może tak, może nie. Wiadomo na pewno, że jest ich bardzo dużo. Wystarczy przypomnieć sobie zdjęcie zrobione podczas wrocławskiej powodzi – gromadę szczurów siedzących jak wiewiórki w koronie drzewa przed Dworcem Głównym. Warunki mają w tym mieście idealne. Niemcy, robiąc Festung Breslau, zbudowali niemal drugie miasto na poziomie minus jeden. Większość podziemi nie jest dostępna dla ludzi, ale dla szczurów tak. To samo dotyczy hitlerowskich schronów. Ten pod placem Solnym, w centrum miasta, mógł pomieścić trzysta osób. Trzy korytarze, izby, w których cywile mogli przeczekać naloty, kilkanaście pomieszczeń technicznych, łazienki, pralnia i kuchnia, a wszystko z kanalizacją, instalacją elektryczną i systemem filtracji powietrza. Ale są też podziemia, o których nikt nie wie, nieoznaczone na planach. – Kiedy przeprowadzano generalny remont w Piwnicy Świdnickiej w ratuszu, w Rynku, na poziomie minus trzy robotnicy odkryli zamurowane pomieszczenie, a w nim setki szczurów – opowiada Suszczyńska. – Nie wezwali nikogo, rozwalili ścianę kilofami i szczury uciekały przerażone na oślep, po ludziach. Miejskie legendy mówią o podziemnych tunelach prowadzących do budynków na wrocławskiej Starówce, jak choćby do Urzędu Wojewódzkiego, którego budowę rozpoczęli Niemcy w trakcie wojny, na wzór berlińskiego Reichstagu, i którego podziemia też nie są do końca zbadane. Nie wiadomo, dokąd prowadzi korytarz, zaczynający się pancernymi drzwiami w jednej z piwnic budynku ani zasypany ziemią tunel. Królestwo szczurów.

– Cokolwiek człowiek robi, szczur czerpie z tego korzyści – mówi Elżbieta Suszczyńska. – Sprzyja im moda na montowanie w zlewach kuchennych młynków do rozdrabniania resztek żywności, a nawet ustawa o segregacji śmieci. Chodzi o osłony śmietnikowe, te wielkie okrągłe pojemniki na szkło. Rzadko opróżniane, tak ciężkie, że nikt tego nie przesunie, w dodatku stojące blisko śmietników. – Trudno o lepsze schowanko dla szczura – śmieje się Suszczyńska. I tak jest od wieków. Ludzie, którzy zaciekle zwalczają szczury, boją się ich i brzydzą, tak naprawdę są ich największym sprzymierzeńcem. To dopiero dzięki cywilizacji te słabe i bezbronne w gruncie rzeczy gryzonie, padające w lasach i stepach łupem drapieżników, znalazły dobre warunki do życia w śmietnikach, piwnicach, hurtowniach, zakładach przemysłowych, fermach. I mimo wysiłków naukowców, wymyślających coraz lepiej działające trucizny, mimo pracy szczurołapów, którzy coraz częściej poza tradycyjnymi metodami zaczynają stosować internetowy monitoring, rattus norvegicus i rattus rattus, szczur wędrowny i szczur śniady, dwa podstawowe gatunki z wielkiej rodziny szczurów, które towarzyszą ludzkości od początku jej istnienia, zostaną z nami na zawsze.

Polityka 23.2017 (3113) z dnia 06.06.2017; Społeczeństwo; s. 36
Oryginalny tytuł tekstu: "Oddech szczura"
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety na froncie

Rozmowa ze Swiatłaną Aleksijewicz, autorką bestsellera „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, o żołnierkach Armii Czerwonej

Paweł Sulik
15.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną