Codzienne życie żon marynarzy

Zacumowane
Żony marynarzy budzą zawiść innych żon. Złowiły jeleni i trwonią ich dolary w solariach.
Trudno powiedzieć, dlaczego żony marynarzy nie budzą sympatii. Żonom pilotów, hutników, posłów nikt nie wytyka czerwonych paznokci.
Mirosław Gryń/Polityka

Trudno powiedzieć, dlaczego żony marynarzy nie budzą sympatii. Żonom pilotów, hutników, posłów nikt nie wytyka czerwonych paznokci.

Przypadli sobie z K. do gustu na dyskotece w Sopocie. Choć ją uprzedzał o długoterminowych rozłąkach, przystała na ten dyskomfort. Odpłynął zimą. Ona, już przy nadziei, chlipała, odśnieżając samochód, on w krótkich spodenkach dodawał jej otuchy ze Skype’a. Googlowała opowieści o marynarzach i ich filigranowych tajskich kochankach w każdym porcie. Odrapanych burdelach z blachy falistej z przepierzeniami na łóżka. W radiu Krzysztof Krawczyk śpiewał o wesołym życiu na łajbie, z gitarą, beczką rumu i papugą na ramieniu. Nasłuchawszy się, była gotowa odejść z niemowlęciem.

Otworzyła stronę www.zonamarynarza.pl, szukając do siebie podobnych. Początkowo miały obawy. Wyobrażały sobie, że będą się nawzajem licytować, która ma lepszy ekspres do kawy. Z biegiem bloga odezwało się kilka tysięcy.

Syk – A między nami, zrobiłaś badania, kto jest tatusiem? – napisał do K. jakiś morski ekspert, znający się na statkach z racji corocznych wakacji w Międzyzdrojach.

Trudno powiedzieć, dlaczego na lądzie nie budzą sympatii. Żonom pilotów, hutników, posłów nikt nie wytyka czerwonych paznokci. Górnikowe z marynarzowymi wręcz licytują się na niebezpieczeństwo. Te pierwsze przywołują gusowskie statystyki. Tymczasem GUS dawno stracił kontakt z marynarskim gospodarstwem domowym. Od dekad nasi marynarze nie pływają pod polską banderą. Nawet nie wiadomo, ilu ich jest. Mówi się o 300 tys. (plus minus każdy ma żonę).

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj