Coraz więcej chorych na boreliozę. To plaga czy oszustwo?

Kleszczoza
W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.
Aparat gębowy kleszcza w powiększeniu.
Getty Images

Aparat gębowy kleszcza w powiększeniu.

Nie każdy kleszcz przenosi patogeny na człowieka, gdyż nie każdy jest zakażony krętkami – odsetek ten wynosi ok. 12 proc., choć w niektórych lasach i parkach może sięgać nawet 42 proc.
Getty Images

Nie każdy kleszcz przenosi patogeny na człowieka, gdyż nie każdy jest zakażony krętkami – odsetek ten wynosi ok. 12 proc., choć w niektórych lasach i parkach może sięgać nawet 42 proc.

Borelioza zawsze była prostą infekcją bakteryjną rozprzestrzenianą przez kleszcze, z dobrze udokumentowanym schematem objawów i bezpiecznym leczeniem.
alexraths/PantherMedia

Borelioza zawsze była prostą infekcją bakteryjną rozprzestrzenianą przez kleszcze, z dobrze udokumentowanym schematem objawów i bezpiecznym leczeniem.

audio

AudioPolityka Paweł Walewski - Kleszczoza

Doktor Jan Gietka od 11 lat pracuje w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie, do którego trafia wiele osób pogryzionych przez kleszcze, ale poza oddziałem nie konsultuje pacjentów z podejrzeniem boreliozy. – Polecam im swoich znakomitych kolegów. Bo ja się spalam. Po prostu w środku kipię, kiedy na spokojne tłumaczenia, że nie ma żadnych oznak tej choroby, ktoś ma pretensję, że nie chcę go leczyć.

Takich pacjentów, niestety, przybywa. Krążą po gabinetach, żywo dyskutują na forach internetowych. – Kilka tygodni temu byłam na grzybach i chyba przegapiłam rumień po ugryzieniu kleszcza – zwierza się pani Dagmara. – Od paru dni czuję się źle. W przychodni dostałam zwolnienie, ale nikt nie wiedział, co mi jest. Szukam lekarza, który potwierdzi boreliozę.

Objawy boreliozy po latach od ugryzienia. Czy to możliwe?

Do Marty Hajdul-Marwicz ludzie też przysyłają rozpaczliwe maile, ale niewiele może im pomóc, bo jest doktorem biologii na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Ja się znam na kleszczach, a nie na rozpoznawaniu chorób – tłumaczy. Odkąd na Facebooku prowadzi stronę @zakleszczonaPolska, trudno jednak pozostać jej obojętną na zgłaszane przypadki łamania standardów: – Gdy dziecko miało rumień i dostało antybiotyk zaledwie na 3 dni, to mimo wszystko radzę, by zmienić lekarza.

Nie starczyłoby jej czasu, żeby prostować wszystkie mity. Ostatnio przeczytała: „Boreliozę przenoszą nawet muchy końskie i osy. Jest chorobą przewlekłą do końca życia. Powoduje nawet coś przypominającego schizofrenię”. – Rozumiem rozgoryczenie ludzi, którzy z powodu niespecyficznych dolegliwości szukają jednej, właściwej diagnozy. Ale skąd biorą takie bzdury?

Borelioza zawsze była prostą infekcją bakteryjną rozprzestrzenianą przez kleszcze, z dobrze udokumentowanym schematem objawów i bezpiecznym leczeniem. Ostatnio stała się polem bitwy między ścierającymi się lobby, które podważają zasady ustalone przez oficjalną medycynę. To oferta dla tych, którzy przez wiele miesięcy zmagają się z subiektywnymi objawami, na jakie trudno znaleźć lekarstwo: bólami głowy i stawów, drętwieniem nóg albo zaburzeniami widzenia. W ich historiach zawsze pojawia się kontakt z kleszczem, ale wiele lat temu – charakterystyczny dla boreliozy rumień został przeoczony lub go wcale nie było, niedoskonałe badania krwi niczego nie wykryły. Lekarze patrzą na kwękających pacjentów ze znużeniem, więc ci wpadają w sieć szarlatanów, którzy w prywatnych gabinetach mają czas wysłuchać ich skarg i proponują konkretne kuracje: megadawkami antybiotyków, hiperbarycznym tlenem, ozonem, hipertermią, dożylnymi immunoglobulinami, nadtlenkiem wodoru, specyficznymi suplementami diety, a nawet tajemniczym generatorem plazmowym. – To sposoby na wyciąganie pieniędzy – ostrzega dr Gietka.

Ale Marek z Warszawy nie czuje się oszukiwany przez lekarzy, którzy przez 6 miesięcy podawali mu antybiotyki, lecz przez tych, którzy przez 6 lat nie dopatrzyli się u niego boreliozy. A odwiedził kilkunastu neurologów i psychiatrów, którzy latami leczyli go objawowo na przeróżne schorzenia, trzech specjalistów od chorób zakaźnych twierdziło zaś uparcie, że nie ma żadnych dowodów na obecność bakterii Borrelia. – Ależ są – zaprzecza Marek. Na ten trop naprowadziło go badanie biorezonansem. Nie ma ono wprawdzie żadnych podstaw naukowych i polega na przekazywaniu energii z metalowych kulek – ale boreliozę łatwiej było połączyć z dolegliwościami niż depresję, dyspepsję, nerwicę oraz zaburzenia adaptacyjno-dysocjacyjne, które wcześniej sugerowali lekarze. Wystarczyło już tylko znaleźć w internecie medyków, którzy zajęli się Markiem kompleksowo: wysłuchali wszystkich skarg, nie odsyłali na psychoterapię, próbkę krwi wysłali na badania Elispot do Niemiec. – U nas poza jednym gabinetem na Śląsku nikt nie potrafi wykonywać testów najnowszej generacji – wyjaśnia Marek. – Gdy wynik przyszedł słabododatni, moi lekarze nie mieli już wątpliwości.

– Znamy tych lekarzy bardzo dobrze, to w Polsce raptem kilkanaście osób – mówi prof. Krzysztof Simon z Wrocławia, były prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych. Już 6 lat temu skierował do władz samorządu lekarskiego list z prośbą o zawieszenie ich działalności: „Wręcz w sposób sekciarski prowadzą w swoich gabinetach leczenie niezgodne z obowiązującymi standardami, nieprawidłowo interpretując uzyskane wyniki”. Odzewu nie ma do dzisiaj. – A irracjonalnych pomysłów przybyło – grzmi prof. Simon. – Już nie tylko miesiącami podają antybiotyki, ale też leki na trąd i malarię. Bez żadnych racjonalnych przesłanek.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną