Opozycja pogrzebała nie tylko projekt ustawy aborcyjnej, ale i resztki poparcia
To Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz będą mogli powiedzieć: byliśmy gotowi do dialogu, daliśmy obywatelom szansę na zgłoszenie ważnych dla nich spraw do Sejmu.
Grzegorz Schetyna
Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta

Grzegorz Schetyna

W środę w Sejmie doszło do 39 jednoczesnych nagłych zasłabnięć. Bo tylko gwałtowne pogorszenie się stanu zdrowia może tłumaczyć nieobecność aż 29 posłanek i posłów PO i 10 Nowoczesnej na fundamentalnym światopoglądowo głosowaniu. Sejm odrzucił projekt liberalizujący obecnie obowiązujące przepisy, a do dalszych prac skierował ten bardzo restrykcyjny. Ale opozycja pogrzebała w ten sposób nie tylko projekt ustawy, ale i resztki poparcia, na jakie mogła liczyć.

Głosowanie miało otworzyć debatę

Trzeba zacząć od tego, że głosowanie nie dotyczyło zakazu lub prawa do przerwania ciąży – miało jedynie otworzyć drzwi do debaty nad dwoma skrajnie różnymi projektami ustaw zgłoszonymi przez obywateli. Pierwszy, przygotowany przez komitet „Ratujmy Kobiety 2017” i prezentowany przez Barbarę Nowacką, postulował prawo kobiety do terminacji przed upływem 12. tygodnia ciąży. Potem zabieg byłby możliwy na dotychczasowych zasadach (kiedy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety, kiedy jest wynikiem czynu zabronionego, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony lub cierpi na nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu). Projekt przewidywał też obowiązkową edukację seksualną w szkołach, ułatwienie dostępu do metod i środków zapobiegania ciąży (w tym antykoncepcję awaryjną bez recepty), a także regulował klauzulę sumienia. Zapowiadała się ustawa ekspercka, całościowa i biorąca pod uwagę interes kobiet.

Drugi projekt, firmowany przez komitet „Zatrzymać aborcję” i Kaję Godek, to krótkie pismo usuwające z ustawy przesłankę ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu lub jego choroby. To projekt skromny, lecz o miażdżących konsekwencjach. Dlaczego? Wedle oficjalnych danych Ministerstwa Zdrowia za 2016 rok na 1100 zarejestrowanych zabiegów aż 1044 terminacje były spowodowane trwałym i nieodwracalnym uszkodzeniem płodu, wadami śmiertelnym. Pozostałe (ciąża z czynu zabronionego lub zagrażająca kobiecie) to przypadki skrajne, a więc w świetle ustawy – kazuistyka. Przyjęty do dalszych prac projekt prowadzi do całkowitego zakazu przerywania ciąży, choć ta debata jeszcze przed nami.

Sejmowa arytmetyka nie dawała wielkich szans na to, że w tej kadencji prawo uda się złagodzić w myśl pierwszego projektu – ale miał on szanse trafić pod obrady. Mógł się przebić się do opinii publicznej, zmaterializować energię wyrażoną przez tysiące kobiet podczas Czarnych Protestów. Wreszcie – mógłby być trampoliną dla liderek i liderów opozycji. Nic z tego. Barbara Nowacka przemawiała do niemal pustej sali, a posłowie opozycji ostentacyjnie zlekceważyli głosowanie. Z konsekwencji chyba nie zdają sobie jeszcze sprawy. Już słychać to zdziwienie nad urną – jakim cudem nie udało się odsunąć PiS od władzy?

Opozycja ostentacyjnie odwraca się od obywateli

Sejm odrzucił projekt „Kobiet” w pierwszym czytaniu stosunkiem głosów 202 do 194. Warto zauważyć, że aż 58 posłów Prawa i Sprawiedliwości głosowało za dalszymi pracami nad projektem zgłoszonym przez organizacje kobiece. Rękę „za” podnieśli m.in. Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Witold Waszczykowski, Krystyna Pawłowicz czy Joachim Brudziński.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj