Dziennikarz TVP zwolniony za bycie gejem: Nie będę udawał, że nic się nie stało
Jakub Kwieciński przez dziewięć lat pracował w Telewizji Publicznej. Został zwolniony, gdy opublikował w sieci klip z apelem o tolerancję wobec gejów i lesbijek.
Jakub Kwieciński z mężem
KPH/mat. pr.

Jakub Kwieciński z mężem

Agata Szczerbiak: – Podobno zwolnienie przyszło mailem?
Jakub Kwieciński: – Tak. Takie teraz są standardy w TVP. Dostałem wiadomość od Witolda Stanisławskiego, mojego bezpośredniego przełożonego, który poinformował mnie, że zostaję zdjęty z grafiku i mam następnego dnia nie przychodzić do pracy. Byliśmy w przyjacielskich relacjach, a wiadomość była bardzo formalna, napisana tak, jak się nigdy do siebie nie zwracaliśmy. Poprosiłem go o wyjaśnienia – nie otrzymałem nic poza informacją, że decyzja zapadła „na górze”.

U kogo?
Z tego, co udało mi się dowiedzieć oficjalną drogą, to była to decyzja nowego dyrektora Piotra Kani.

Zbieżność nazwisk z mężem prawicowej dziennikarki, Doroty Kani, jest przypadkowa?
Nie mam pewności, ale chyba przypadkowa. Ja Piotra Kani nigdy nie poznałem. Ten pan jest prawą ręką Ewy Świecińskiej, autorki „Puczu”, filmu pseudodokumentalnego o strajku opozycji z zeszłego roku. Na korytarzach mówi się o nim, że to taki „telewizyjny Misiewicz”. Dwudziestoparolatek z nikłym doświadczeniem, który rozstawia wszystkich po kątach, bo ma mocne plecy. Teraz tacy ludzie robią kariery w TVP.

Ma pan za sobą dziewięć lat pracy w TVP i 36 umów o dzieło. Czy tak?
Tak, umowy były aktualizowane co trzy miesiące. Pracowałem na dyżurach tygodniowych. W grudniu wypadły mi dwa.

Paweł Knut, pana prawnik, powiedział, że „ujawnione dotychczas okoliczności przemawiają za przyjęciem, że to orientacja homoseksualna była powodem, dla którego TVP nie zdecydowała się na kontynuowanie współpracy”. O jakich okolicznościach mowa?
4 grudnia z moim mężem*, z którym od lat działamy społecznie na rzecz osób LGBT, opublikowaliśmy świąteczny klip „Pokochaj nas w święta”. Było o nim głośno, zauważyły go duże portale. 6 grudnia dostałem maila informującego mnie o zawieszeniu w pracy. A jeszcze w listopadzie Piotr Kania weryfikował wszystkich pracowników naszej redakcji, w tym mnie, i usłyszałem wyrazy zadowolenia z obecnej współpracy i zapewnienia o jej kontynuacji. Firma się rekonstruowała, a ja miałem przejść do nowej struktury. W czasie tych kilku dni czy tygodni nic się nie zmieniło poza tym, że opublikowaliśmy ten utwór.

Kiedy telewizja mnie zawiesiła, próbowałem na własną rękę dowiedzieć się, co jest powodem tej nagłej decyzji. Usłyszałem wtedy, że „i tak powinienem się cieszyć, że uchowałem się w TVP aż dwa lata”, zanim zorientowali się, że dla nich pracuję.

Mamy też inne dowody, ale nie o wszystkich mogę na razie mówić.

Jak się panu w ogóle pracowało w TVP jako osobie, która jest znana ze swojej działalności na rzecz środowiska LGBT?
Poza tym, że Telewizja Polska ma wizerunek taki, jaki ma, czyli parszywy, to miałem przyjemność pracować ze świetnymi ludźmi. Kiedy pół roku temu wzięliśmy z Dawidem ślub, cała redakcja Rozrywki i Oprawy Programu 1 składała nam życzenia. Tak zwana dobra zmiana do mojej redakcji zaczęła dopiero docierać we wrześniu ubiegłego roku.

Tuż przed zwolnieniem praca w telewizji nabrała dla mnie komiczną formę, bo musiałem się ukrywać. Poruszałem się tylko w okularach, żeby mnie nie rozpoznano, nie widywałem się z dyrekcją, zrezygnowałem z niektórych projektów. Współpracownicy zasugerowali mi, żebym lepiej „nie rzucał się w oczy”. Wielu moich znajomych pracujących bliżej zarządu TVP mówiło mi, że dyrektorzy zorientowali się tak późno, że mają na pokładzie geja aktywistę, bo nie sądzili, że ktoś byłby tak głupi, żeby pracując w publicznej, po godzinach działać jeszcze na rzecz LGBT.

Czyli ograniczył pan swoją aktywność społeczną ze względu na to, co działo się w pracy?
Tak. Wcześniej jeździłem na plany zdjęciowe, robiłem z nich relacje, rozmawiałem ze znanymi aktorkami na antenie telewizji, ale od momentu, kiedy zacząłem się angażować na rzecz LGBT, nie chciałem, żeby ktokolwiek połączył to z TVP. Dlatego sam z wielu rzeczy zrezygnowałem.

W pewnym sensie to była autocenzura.
Tak, ale nie chciałem, żeby ktoś uznał, że chcę robić karierę przez sprawy LGBT.

Co jest złego w robieniu kariery na działalności społecznej? Jurek Owsiak robi to od blisko 30 lat.
Uznałem, że nie przyniesie to korzyści żadnej ze stron. Wiedziałem też, że jeśli ktoś doniesie ekipie prezesa Kurskiego, że pracuję u nich w firmie, to będzie to koniec mojej pracy w TVP, a zależało mi na skończeniu kilku projektów.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj