Społeczeństwo

Dwie na pięć zamordowanych kobiet na świecie ginie z rąk swoich partnerów

Gdańsk, protest przeciw przemocy seksualnej Gdańsk, protest przeciw przemocy seksualnej Bartosz Banka / Agencja Gazeta
Możemy mówić o przemocy wobec kobiet jako o zjawisku globalnym.

Od czasu do czasu w mediach odbija się głośnym echem jakiś konkretny przypadek morderstwa sławnej kobiety bądź taki, który obfituje w wyjątkowo ponure szczegóły. Każdy z tych przypadków jest jednak traktowany jako anomalia, a sprawca to zazwyczaj groźny nieznajomy, który napada w nocy, pojawia się nagle i znika. Nic bardziej mylnego.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) aż 38 proc. zamordowanych w 2015 roku kobiet zginęło z rąk swojego partnera. Atakowane tępymi przedmiotami najczęściej ginęły od obrażeń głowy, szyi i narządów płciowych. Dla porównania tylko 6 proc. zabitych mężczyzn padło ofiarą swoich partnerek.

USA: połowa kobiet ginie z rąk obecnego lub byłego partnera

Gorsza od średniej światowej jest sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Ponad połowa zabójstw Amerykanek związana jest z przemocą fizyczną ze strony obecnego lub byłego partnera – to dane raportu Ośrodka Zapobiegania i Kontroli Przemocy. W co trzecim przypadku przed zabójstwem doszło do kłótni, a około 12 proc. tragedii wiązało się z zazdrością. 15 proc. ofiar w chwili śmierci było w ciąży.

W około 54 proc. przypadków użyto broni palnej. I tu pojawia się jeden z kruczków amerykańskiego prawa: przemocowi małżonkowie i partnerzy mogą zachować i używać broni, którą już posiadają, mimo zakazu kupna kolejnej. Konsekwencje tego niedopatrzenia są śmiertelne. Dla kobiet.

W Polsce brakuje pełnych danych

W Polsce policja nie prowadzi statystyk związanych z zabójstwami na tle nieporozumień rodzinnych. Według badań prof. Beaty Gruszczyńskiej w Polsce doświadcza przemocy 800 tysięcy kobiet rocznie. To jest ponad 2 tysiące kobiet dziennie.

Jedynie w oparciu o procedurę „Niebieskiej Karty” określa się liczbę ofiar przemocy w rodzinie. Według statystyk policyjnych w 2015 roku ofiarami przemocy w rodzinie padło 97 501 osób, w tym 69 376 kobiet. „Rzetelne i dokładne oszacowanie liczby kobiet, które każdego roku tracą życie lub zdrowie z ręki męża lub partnera, jest w Polsce niemożliwe. Danych, które mogłyby stanowić podstawę do takiej oceny, nie gromadzi systematycznie żadna instytucja państwowa, co samo w sobie świadczy o lekceważeniu przez państwo problemu przemocy wobec kobiet, nawet gdy przyjmuje ona najbardziej drastyczne i tragiczne w skutkach formy” – mówił w 2014 roku POLITYCE Andrzej Dominiczak z Centrum Praw Kobiet.

Szacunki Centrum z 2013 roku mówią, że rocznie w wyniku przemocy domowej życie może tracić nawet 400–500 Polek – biorąc pod uwagę zarówno zabójstwa, pobicia ze skutkiem śmiertelnym, jak i samobójstwa, których przyczyną była przemoc. Ta liczba zawiera także zabójstwa kategoryzowane jako „inne”, np. z zazdrości i zabójstwa nieumyślne.

Czytaj także: Czy europejskie prawo może zaszkodzić polskiej rodzinie?

Rebecca Solnit, amerykańska pisarka, skorzystała z bardzo obrazowego porównania, by zilustrować powszechność przemocy w rodzinie. Napisała: „Mężczyznom zdarza się zabijać swoje partnerki i byłe partnerki tak często, że rocznie mamy ponad tysiąc przypadków takich morderstw – co trzy lata liczba ofiar śmiertelnych dorównuje liczbie ofiar zamachu z 11 września. Nikt jednak nie ogłasza wojny z tą odmianą terroryzmu. (Ujmując rzecz inaczej: ponad jedenaście tysięcy siedemset sześćdziesiąt sześć trupów, ofiar przemocy domowej między 11 września 2001 a 2012 rokiem to więcej, niż wynosi liczba zabitych w ataku 11 września plus liczba wszystkich amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli podczas »wojny z terroryzmem«)”.

I dodaje: „Gdybyśmy rozmawiały i rozmawiali o tego rodzaju przestępstwach i o tym, dlaczego są powszechne, trzeba by też pomówić o tym, jakiego rodzaju dogłębnych zmian potrzebuje to społeczeństwo, ten kraj – a właściwie każdy kraj. A mówiąc o tym, trzeba by mówić o męskości, o męskich rolach, a może nawet o patriarchacie – a nie są to rzeczy, o których rozmawiamy zbyt często”.

Ważne zastrzeżenie: Chociaż prawie zawsze sprawcami tego rodzaju przestępstw są mężczyźni, nie wynika z tego, że wszyscy mężczyźni mają skłonności do przemocy. Większość nie ma. Na szczęście.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Janusz Dzięcioł w szponach szołbizu

Wyluzowany Janusz Dzięcioł powtarza do kamery, że nie lubiłby siebie, gdyby się zmienił, dlatego się nie zmieni, chociaż kto wie, co sława przyniesie. Szołbiznes, mówią ludzie, jest jak walec, każdego rozgniecie, każdą głębię duchową zniweluje. Czy normalny człowiek po wygraniu bardzo popularnego programu telewizyjnego może z wygranym półmilionem złotych w kieszeni wrócić do bloków, do pracy?

Sławomir Mizerski
30.06.2001
Reklama