Społeczeństwo

Liczne faux pas przy okazji rocznicy wybuchu powstania warszawskiego

Liczne faux pas przy okazji rocznicy wybuchu powstania warszawskiego

74. rocznica wybuchu powstania warszawskiego 74. rocznica wybuchu powstania warszawskiego Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Pierwszy sierpnia na ulicach oblężonej przez parady Warszawy upłynął wielowątkowo.

Miasto 18

Z Wikipedii: po 1944 r. termin godzina W. stosuje się dla określenia nieuchronnych wydarzeń. Współcześni dodają, iż po 2015 r. – także niezręcznych. Wśród wieńców wybuchały bowiem liczne faux pas.

Z frontu

Uzbrojeni w środki pirotechniczne przelewali pot w najgorętszym dniu lata, zmierzając do miejsc symbolicznych. Bardziej bojaźliwi zaopatrzyli się w Tesco w ogrodowe pochodnie z bambusa. Rocznicę zbiegającą się z politycznym szturmem na miasto nieujarzmione Warszawę należało uczcić szczególnie doniośle, by prezes Kaczyński nie powiedział, jak o obchodach sprzed czterech lat pod nie swoim patronatem: wątłe.

Celebransi w dresach okupowali obrzeża oficjalnych przedpołudniowych akademii i – w oczekiwaniu na kulminacyjny ostrzał – wyciągali papierosy z gumowego pokrowca z Che Guevarą, wdając się w pyskówki z cywilami: – Weź na spacer pudla euro-patrioto. – Lecz się, zasr…y partyzancie, dzieciaku neostrady. Będący na wakacjach rodak z USA w koszulce z nadrukiem „Pro life, Pro God, Pro gun kazał się cywilom, imputującym faszyzm sercu Polaka, puknąć w durnowate czoła, wsiadać do audi i zjeżdżać.

Dygresja z audi nawiązywała zapewne do ubiegłorocznej reklamy. Otóż fotografię marki, którą przecież poruszały się najwyższe szczeble SS, zrobiono na tle Pomnika Powstania Warszawskiego, co zdenerwowało Polaków niezłomnych. To nie może być przypadek – wzywali do bojkotu Audi – że niemieccy panowie motoryzacji portretują się na tle przegranych. Widać ten naród nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Billboard zdjęto po kilku godzinach, co jednak nie usatysfakcjonowało potomków bohaterów, gdyż rozgłos pozostał.

Za winkla

A w drapaczu chmur przy rondzie ONZ menedżerowie sąsiadujący ze sobą przez pilśniowe ścianki toczyli okołopowstańcze dysputy w aneksie kuchennym. Webmaster dzielący ściankę z Sale managerem B. liczył, że tym razem syreny nie zawiodą, bo ubiegłego roku wyły słabiutko. Wstyd. – Na Młynowie też cichutkie – przytakiwał Product manager z boksu obok. – I w Natolinie, pomimo zgłoszeń, brzmiały jakby z oddali. Do Key account managera dzwonił wczoraj kuzyn z Oleśnicy. Powiatowe władze miały poinformować swoich obywateli, iż 1 sierpnia o godz. 17. zostaną włączone sygnalizatory alarmowe w ramach treningu systemu wczesnego ostrzegania. Nie padła żadna wzmianka o przypadającym na ten konkretny moment zrywie dziejowym. Kuzyn mówił, iż zgodnie z przepisami nie wolno trenować i składać hołdu zarazem, gdyż w razie realnego zagrożenia alert może zostać skojarzony z czczeniem czegoś, nie zaś sytuacją kryzysową. Ktoś powinien za to beknąć.

Marketing manager nie przywiązywałby wagi do syren, bo stały się symbolem PO. Trzeba – filozofował – znaleźć na tę okoliczność inne dźwiękowe środki. Bardziej frapował go ruch. Otóż poprzednią godzinę W. spędził w aucie na Wale Miedzeszyńskim. Był zgorszony, że nikt nie stanął, a cały wał zapier…ł w najlepsze. Smutne. Oblężony patriotyzmem B. milczał na wszelki wypadek w obawie przed deklarującym pójście na front w razie wojny Project managerem.

Przyjezdny B. przyglądał się Warszawie dopiętej na ostatni symbol. W barach do cen dań dnia domalowane kotwice z uśmieszkiem (żartownisie przerabiali je na piersi); dziewczyny noszące lniane torby z nadrukiem „Morowa panna”; kwilące niemowlęta z kotylionami u śpioszków; czarnoskóry przedszkolak, któremu lał się pot spod furażerki; leżaki z powstańczym asortymentem: opaski na rzepy z haftowaną maszynowo Polską Walczącą – 15 zł, na rzepy, lecz bez Polski – 12, bez Polski na agrafkę – 8, T-shirty do XXXL pod patriotę każdej gramatury.

Przycupnięte na krawężnikach harcerki plotły sobie nawzajem warkocze z epoki, nucąc piosenki (Dziewczyno z granatem w ręce/ dziewczyno w różowej sukience). Przed spiżowym Małym Powstańcem pozował do selfie z cywilami żywy rówieśnik, wyposażony w plastikowy granat i tornister z ekwipunkiem. Co prawda wolał iść pod profesjonalnie zainscenizowaną barykadę na Powązkach, ale tato obawiał się prawdziwych wybuchów.

Z daleka

Wyruszający z Podwala w drugim marszu milczenia wymieniali między sobą półgłosem dezaprobatę dla oficjalnych capsztyków okraszonych asystą tarzanów, którzy Normana Daviesa kojarzą z angielskim browarem. Milczący kontestowali celebrę pod mecenatem Jarosława Kaczyńskiego, poczytującego się za prezesa powstania. Żadnych emblematów i jazgotu. Organizatorzy uprzedzili, by wojennych pieśni nie śpiewać, lecz deklamować, co zresztą doprowadzało do zmyłek. Chcący się dołączyć rezygnowali, myląc recytację z modłami. Zwłaszcza że maszerował człowiek w sutannie. Nie rozpoznawali z oddali będącego po ich stronie sympatyka Żydów ks. Wojciecha Lemańskiego.

Kibicujący w milczeniu oklaskiwali mijanych na zacienionych chodnikach. Seniorka z parasolką w truskawki zagajała sąsiadkę spod drzewa: – Kiedyś, kobieto, prowadziło się potomstwo nad Wisłę puścić wianek za poległych. Aż ciarki przechodziły. Co się porobiło? Zbulwersowana zarejestrowanym w telefonie przez córkę powstańczym lunaparkiem, na którym bawiła z dziećmi. Przeciskało się to, kobieto, przez plastikowe rury à la kanały, po czym wypadało z nich, robiąc rwetes. Odkopywało się to nawzajem ze styropianowego gruzu, tarzając niczym w basenie z kulkami. Potakiwano seniorce. Ubiegłego sierpnia podczas refleksyjnego spaceru Starym Miastem prosto na pewne starsze małżeństwo wyskoczył zza rogu nastoletni żołnierz z atrapą karabinu. Zanim doszło do nich, że to happening, o mało nie dostali zawału.

Marsz milczy w kierunku przeciwnym od powstańczych symboli wokół placu Zamkowego. Godzinę W. zabukował tam bowiem dla zgromadzenia cyklicznego wojewoda mazowiecki. Rezerwacja obowiązuje między 16 a 17 sierpnia do 2021 r. Oddający zarezerwowany hołd nie widzą problemu. Są przecież tego dnia pozostałe 22 godziny i 45 min. Pamiętać nigdy nie jest za późno.

Na powstańczych trasach jest taki tłok oddających cześć, że dochodzi do nieporozumień. Potomkini bohatera dynda ze zdenerwowania kolczykami-kotwicami. Nieświadomie położyła prywatną wiązankę u stóp Pomnika Powstańców Warszawy, podchodząc doń wraz z grupą prorządową, a przecież identyfikuje się z opozycją. No i poszły kwiaty na zmarnowanie, skoro zostały do tamtych przypisane. – Zaduma jest uniwersalna – uspokaja koleżanka. – Przecież modliłaś się ogólnie.

Wodociągi Warszawskie gasiły pragnienie kranówką z beczkowozów zarówno patriotom milczącym, jak i donośnym, a wolontariuszki jednym i drugim wpinały w T-shirty miedziane Polski Walczące.

Dochodziła 17, kiedy na zabukowanym placu Zamkowym zgromadzenie cykliczne wieńczyło formowaną z siebie żywą kotwicę. Jednak moderatora doszły słuchy, iż z drona prezentuje się nierówno: w jednych miejscach za gruba, zbyt wąziutka w innych. Prosił przeszeregować się.

Już sekundy dzieliły publiczność od godziny W., a do pana Bogusia z Obywateli RP jeszcze stała kolejka oddelegowanych do kotwicy kilkuletnich harcerzy. Nieświadomi ideologicznych niuansów cieszyli się ze znaczka „Przeciw faszyzmowi”, który naklejał im na piersi tuż przy lilijce.

Z pochodem

Buszujący w galeriach oderwali się nagle od smartfonów, zdezorientowani odgłosami minuty ciszy dochodzącymi z Ronda Dmowskiego, uświęconego tradycją rac. Podczas gdy oddelegowani na rondo amerykańscy żołnierze salutowali bohaterom, mrużąc oczy o dymu, rodowici patrioci okupowali przystankowe ławki, fotografując ciszę z góry. W oparach siarki ruszył pochód autoryzowany przez centralę.

Jednak działający w imieniu Gronkiewicz-Waltz rozwiązali go znienacka tyko dlatego, że zbyt bojowo szedł. (– Pier-dol-cie się. – To my, to my, Po-la-cy!). Został więc zmuszony maszerować dalej w partyzanckim niezorganizowaniu. Sabotujący rozkaz rozejścia się gońcy w żółtych kamizelkach kwestowali do puszek uwiązanych przy szyi na rzecz będącego w przygotowaniu pochodu niepodległości.

A buszujący w galeriach kontynuowali przerwane rozmowy. Do B., okupowanego w boksie przez menedżerów teoretycznie rwących się na wojnę, zadzwonił z anegdotą znajomy, stażujący w ministerstwa X. Otóż zapatrzeni w TVN24, przegapili poderwanie się z miejsc na czas. Dopiero kwadrans później postawił ich na nogi przełożony. Fuksem zdążyli przełączyć się na TVP.

Gdy pod wieczór naród z rodzinami rozłożył karimaty na placu Piłsudskiego, by uczcić poległych darmowym Koncertem Piosenki (Nie)zakazanej, wracający z obchodów nauczyciel historii spod Mławy, przysposabiający uczniów do poświęceń za ojczyznę, przyglądał się na peronie staruszkowi, wlokącemu na ramieniu obleczonym biało-czerwoną opaską worek z opróżnionym aluminium. Może – pomyślał – jeszcze żyjący bohater? Od jutra przez 63 dni będą go omadlać na mszach św. w całym kraju.

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Tabletka na HIV przyczyni się do ograniczenia nowych zakażeń?

Osobom prowadzącym ryzykowne życie seksualne marzenie o szczepionce na AIDS zastąpiła praktyka regularnego przyjmowania tabletki.

Paweł Walewski
25.06.2019
Reklama