Społeczeństwo

Ulicznicy chcą mieć głos

Z ulicy do polityki?

Paweł Kasprzak, OBYWATELE RP. Paweł Kasprzak, OBYWATELE RP. Beata Zawrzel / Reporter
Kontestatorzy od marszów, pikiet i blokad próbują się zebrać w szerszy front. Nie jest łatwo, mówią, ale przecież trzeba – to decydujący rok dla polskiej demokracji.
KOD nadal istnieje, wydaje oświadczenia, a nawet od czasu do czasu organizuje masówki, głównie w obronie konstytucji.Jaap Arriens/Sipa USA/EAST NEWS KOD nadal istnieje, wydaje oświadczenia, a nawet od czasu do czasu organizuje masówki, głównie w obronie konstytucji.
Marta Lempart, OGÓLNOPOLSKI STRAJK KOBIET.Adam Tuchliński/Newsweek Polska/Forum Marta Lempart, OGÓLNOPOLSKI STRAJK KOBIET.
Jarosław Marciniak, KOD.Wojciech Stróżyk/Reporter Jarosław Marciniak, KOD.
Magdalena Filiks, KOD.Wojciech Stróżyk/Reporter Magdalena Filiks, KOD.
Jacek Szymanderski, KARTA ZASAD.Stefan Maszewski/Reporter Jacek Szymanderski, KARTA ZASAD.
Elżbieta Pawłowicz, KOD.Stanisław Kowalczuk/EAST NEWS Elżbieta Pawłowicz, KOD.

Ruchy uliczne, które narodziły się z protestu przeciwko rządom PiS, nabrały ambicji, aby wpływać na życie polityczne. Domagać się nie tylko od władzy, ale i opozycji przestrzegania standardów demokratycznych. Trochę w tym symetryzmu, bo dostaje się i władzy, i opozycji parlamentarnej. Ostatnio dostało się PiS za KNF, Glapińskiego i krzywdę Wojciecha Kwaśniaka, a PO za łyknięcie części Nowoczesnej. Tak się nie godzi, pouczają ulicznicy. Czy ktoś ich słyszy? I być może ważniejsze pytanie, czy oni sami się słyszą, ci z KOD tych z Obywateli RP, a te z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet tych z Karty Zasad?

Chociaż ulicznicy dobrze wiedzą, że tylko działając razem, coś znaczą i próbują się dogadywać, nie jest im łatwo zrezygnować z tego, że „moje jest mojsze”, ustąpić, coś poświęcić. Pierwszą próbę już podjęto. Zawiązuje się inicjatywa pod nazwą KORD – Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych. Rodzi się w bólach i, używając terminologii położniczej, albo dojdzie w końcu do udanego porodu, albo do poronienia, jak w czasach, kiedy to Komitet Obrony Demokracji był ulicznym monopolistą.

KOD maszeruje wolniej

Pierwszy protest KOD odbył się w Warszawie w grudniu 2015 r. Przyszły tłumy. Najpierw obowiązywało proste hasło: „kto nie skacze, ten za PiS-em”. Ludzie w wielotysięcznych pochodach maszerowali pod flagami Komitetu Obrony Demokracji i ekscytowali się, że „jest nas tak wielu”. Krzyczeli, że obronią Trybunał Konstytucyjny – nie obronili. Marsze traciły impet, uliczne bunty się wypalały. A PiS robił swoje.

KOD skrzyknięty na Facebooku jawił się jako społeczny fenomen, a jego lider Mateusz Kijowski chodził w glorii ludowego trybuna na miarę niemalże Wałęsy i rósł w oczach. A potem nagle skarlał, bo wybuchły skandale finansowe i jego najwierniejsi pretorianie odwrócili się plecami. I jakoś tak z dnia na dzień KOD, jak szyba uderzona kamieniem, rozsypał się na kawałki.

W Warszawie byli koderzy założyli Odnowę (Obywatelska Demokracja) – to zwolennicy Kijowskiego, którym w KOD bez swojego lidera zrobiło się ciasno i duszno. Ale sam Kijowski w Odnowie mało się udziela. Założył stowarzyszenie WRD (Wolność, Równość, Demokracja). „Postanowiliśmy zbudować takie miejsce, gdzie każdy będzie mógł się włączyć w działania, ale nikt nim nie będzie rządził” – napisał o WRD we wstępniaku i zaraz poinformował o zrzutce na Stypendium Wolności, inicjatywie pomocy dla aktywistów ulicznych, którzy pozostali bez środków do życia. Krytycy Kijowskiego zauważyli złośliwie, że beneficjentem zrzutki będzie on sam, bo przecież żali się publicznie, że nie ma z czego żyć. Na marginesie zaś, zrzutkę organizuje zadeklarowana zwolenniczka Kijowskiego Elżbieta Pawłowicz, rodzona siostra posłanki PiS Krystyny Pawłowicz.

W czasie kodowskiej wielkiej rozsypki były członek zarządu KOD Krzysztof Król (dzisiaj działacz Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie) przewidywał, że w krajobrazie, jaki pozostanie po pierwszej bitwie, przetrwa jedynie bliżej nieokreślona struktura pozioma, bo rozbudzona aktywność obywatelska przecież nie zniknie. Częściowo miał rację, w Polsce działa dzisiaj siatka luźno powiązanych lokalnych grup spod znaku KOD, albo bez tego znaku, ale wywodzących się bezpośrednio z tzw. pierwszego KOD. Ale stowarzyszenie pod nazwą Komitet Obrony Demokracji wcale nie zostało zmiecione przez wiatr historii. Istnieje, wydaje oświadczenia, a nawet od czasu do czasu organizuje masówki, głównie w obronie konstytucji. Określenie „masówki” nie oddaje istoty rzeczy – zgromadzenia uliczne firmowane przez KOD to nie dziesiątki tysięcy uczestników, jak na początku, ale przeważnie kilka setek najbardziej zdeterminowanych manifestantów.

Organizacyjnie KOD to dzisiaj struktury wojewódzkie, tzw. regiony, oraz Zarząd Główny, składający się z dziewięciu osób. Formalnie przewodniczącym jest Krzysztof Łoziński, którego artykuł opublikowany w listopadzie 2015 r. dał początek i nazwę temu ruchowi. W pierwszym rozdaniu Łoziński, zasłaniając się wiekiem, stanem zdrowia i faktem, że mieszka na wsi daleko od Warszawy, odmówił udziału w strukturach stowarzyszenia. Po aferze z udziałem Mateusza Kijowskiego dał się jednak przekonać i stanął na czele ruchu, ale publicznie rzadko się udziela. Chociaż to on firmuje poczynania KOD, to twarzami stowarzyszenia są Magdalena Filiks ze Szczecina i Jarosław Marciniak z Katowic.

Trudno oszacować, jak liczna jest armia, którą dysponują. Danymi łatwo żonglować – liczba członków KOD przez zarząd określana jest nawet na 9 tys., ale ilu z nich płaci składki, a więc rzeczywiście poczuwa się do przynależności, nie wiadomo, chociaż można próbować wyliczyć na podstawie danych ze sprawozdania finansowego za 2017 r. Wpływy ze składek w 2017 r. to 427 tys. zł. Składka wynosi 10 zł miesięcznie. Prosty rachunek wskazuje, że składki zapłaciło nieco ponad 3,5 tys. osób. Nawet jeśli KOD zrzesza prawie trzykrotnie mniej uczestników, niż się chwali, to i tak jest najliczniejszą grupą wśród tzw. opozycji pozaparlamentarnej.

ORP: chcemy Europy obywatelskiej

W KOD trwa dyskusja, czy to już pora, aby wejść w świat prawdziwej polityki. Zrobiono badania, z których wynika jasno, że samodzielny start w wyborach da wynik grubo poniżej progu wyborczego. Część działaczy mówi więc o dogadywaniu się z partiami, głównie PO i N. i wytargowaniu tzw. biorących miejsc na listach. Innych taka wizja drażni, bo pamiętają deklaracje z początków KOD odżegnujące się od udziału w polityce.

Liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet (OSK) Marta Lempart już ma za sobą debiut polityczny. W wyborach samorządowych ubiegała się o fotel prezydencki we Wrocławiu. Wśród dziesięciorga kandydatów uzyskała szósty wynik, bez wątpienia nieporażający (2,34 proc. głosów), ale ani przez moment nie łudziła się, że zwycięży. Stanęła w szranki, aby przebić się do opinii publicznej z postulatami swojego ruchu: m.in. równe prawa dla kobiet, wolność aborcji i rozdział Kościoła od państwa. Prawdopodobnie jeżeli dostanie propozycję od partii politycznych startu w wyborach do europarlamentu lub parlamentarnych, zgodzi się.

Od bezpośredniego udziału w wyborach odżegnuje się lider Obywateli RP Paweł Kasprzak. Podczas wiosennego kongresu tego ruchu zapadła uchwała, że ORP sami nie wystawią list wyborczych i nie będą popierać żadnych list partyjnych, a nawet uczestników ruchu, którzy zdecydują się na start w wyborach. Dość jasno wyartykułowano, że Obywatele RP wybierają czystą formułę – pozostają ruchem obywatelskim, który patrzy na ręce każdej władzy.

Ale to nie znaczy, że ORP zamierzają przyglądać się wyłącznie biernie. Namawiają inne ruchy obywatelskie, stowarzyszenia i organizacje pozarządowe, aby przyłączyły się do akcji tworzenia Europejskiego Komitetu Wyborczego do wyborów europarlamentarnych. W Komitecie zasiadałyby osoby o nieposzlakowanej opinii i uczciwości, cieszące się autorytetem oraz niekwestionowanym dorobkiem zawodowym i naukowym. Obywatele RP już uzyskali zgodę kilkorga cenionych profesorów z różnych dziedzin nauki, prawników i społeczników. A wszystko po to, aby taki komitet w konsultacji z organizacjami pozarządowymi i prodemokratycznymi środowiskami politycznymi utworzył wspólną listę kandydatów do Parlamentu Europejskiego, jedną dla całej opozycji parlamentarnej i ulicznej.

„Wspólna lista przełamie partykularne egoizmy partyjne – napisali w swoim apelu Obywatele RP. – Wybory do Parlamentu Europejskiego są w dzisiejszej sytuacji powtórzeniem referendum akcesyjnego. W tych wyborach w rzeczywistości zdecydujemy o obecności Polski w strukturach Unii Europejskiej, o przynależności do europejskiego kręgu cywilizacyjnego. Zaangażowanie wyborców musi być odpowiednie do skali wyzwania, musimy osiągnąć wielką mobilizację społeczną na rzecz Europy (…). Potrzebna jest silna lista złożona z najlepszych spośród najlepszych, mających za sobą realny silny mandat zaufania obywateli, a nie wyłącznie partyjne nominacje. (…)”.

Plan jest ambitny i, jak przekonuje lider ORP Paweł Kasprzak, całkiem realny. Pozostaje tylko drobiazg – przekonać do tej inicjatywy inne grupy opozycji pozaparlamentarnej oraz opozycyjne partie polityczne.

KORD bez KOD

Liderzy ORP do swojego projektu przekonali twórców środowiska demokratycznego Karta Zasad, współzałożycieli dyskusyjnego Konwersatorium im. Frycza Modrzewskiego: m.in. Andrzeja Kostarczyka, Jacka Szymanderskiego i Roberta Krzysztonia. Andrzej Kostarczyk to były wiceminister spraw zagranicznych na początku lat 90., kiedyś bliski współpracownik braci Kaczyńskich, współtwórca Porozumienia Centrum, a dzisiaj zadeklarowany przeciwnik PiS. Jacek Szymanderski, w PRL opozycjonista i więzień polityczny, był posłem Sejmu Kontraktowego z ramienia Komitetu Obywatelskiego. Robert Krzysztoń, uczestnik opozycji demokratycznej od lat 70., a po 1989 r. działacz na rzecz praw człowieka.

Do Karty Zasad przystąpili m.in. Obywatele RP, KOD Mazowsze, Stowarzyszenie Sedno, Stowarzyszenie Wolna Praga, Homo Viator, Konwersatorium Otryckie. Odmówiły udziału działaczki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, uznając, że w swojej deklaracji uczestnicy Karty nie odcięli się w wystarczająco dobitny sposób od Kościoła katolickiego. Ten drobny przykład pokazuje, jakie trudności mają środowiska opozycji pozaparlamentarnej w nawiązaniu dialogu.

Wszystkie grupy tworzące Kartę Zasad zgłosiły swój akces do tworzącego się KORD (Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych). To z kolei inicjatywa Roberta Hojdy, zwanego Arizoną, aktywnego uczestnika demonstracji przed Sejmem w grudniu 2016 i latem 2017 r. Hojda kilka miesięcy temu zorganizował I zjazd Kongresu Obywatelskich Ruchów Demokratycznych w Łodzi, gdzie poparł go Władysław Frasyniuk, co podniosło rangę wydarzenia. Uznano, że spotkanie to sukces organizacyjny, ale programowa porażka, bo debata nie przyniosła żadnych wiążących ustaleń. W listopadzie odbył się II zjazd w Warszawie, z udziałem m.in. Zbigniewa Bujaka. Na początku stycznia odbędzie się kolejny zjazd, podczas którego, jak oczekują uczestnicy, dojdzie do podpisania wspólnej deklaracji programowej.

Problem polega na tym, że udziałem w KORD na razie nie jest zainteresowany Zarząd Główny KOD. Powody są dosyć niejasne, być może wyłącznie ambicjonalne. A bez KOD cała inicjatywa skazana jest na porażkę.

Jeżeli jednak KOD (czytaj Magdalena Filiks i Jarosław Marciniak) da się jakoś przekonać, to w 2019 r. KORD stanie się silną platformą porozumienia najważniejszych środowisk opozycji pozaparlamentarnej, z którą będą musiały się poważnie liczyć wszystkie partie polityczne deklarujące zasady demokratyczne.

Wspólny front może okazać się niezbędny także z tego powodu, że – jak się dowiadujemy z kilku źródeł – decydujące starcie opozycji z PiS może nastąpić znacznie wcześniej, niż przewiduje kalendarz wyborczy. To tajna broń PiS, czyli sztuczka z ustawą budżetową. Wystarczy, że budżet na 2019 r. nie zostanie uchwalony do 27 stycznia, prezydent może zarządzić wcześniejsze wybory. W takiej sytuacji możliwe jest ich przeprowadzenie już w maju, razem z elekcją do Parlamentu Europejskiego. Dla PiS to ucieczka do przodu, bo z analiz wynika, że do jesieni notowania tej partii będą spadać, co realnie oznacza widmo utraty władzy. Opozycja – ta z Sejmu i ta z ulicy – musi być na każdy możliwy scenariusz dobrze przygotowana.

Polityka 1.2019 (3192) z dnia 01.01.2019; Społeczeństwo; s. 31
Oryginalny tytuł tekstu: "Ulicznicy chcą mieć głos"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama