Jest hasło, czekamy na odzew
Sprawa szwajcarskich kont niektórych polityków lewicy jest sprawą rozwojową i mocno opierającą się na nie wiadomo czym.
To, że konta te naprawdę istnieją, jest bezsporne – najmocniejszym dowodem jest fakt, że politycy lewicy wszystkiemu zaprzeczają, czym się kompromitują. Sęk w tym, że konta te są znacznie bardziej tajne, niż się prokuratorom wydawało. Na razie nie zna ich nikt oprócz ministra spraw wewnętrznych, a i on szczerze mówiąc zna tylko jedno, w dodatku nie może powiedzieć, do kogo należy, bo nie może. W każdym razie mimo że konto jest tajne, minister widział je i wie, jak wygląda. Na pierwszy rzut oka oczywiście do złudzenia przypomina inne szwajcarskie konta, co musi budzić podejrzenia. A fakt, że zdeponowano na nim sześciocyfrową sumę, i to w nie polskiej walucie, pozwala z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że może być kontem lewym, a nawet lewicowym (rachunek założono na hasło Archibald – jak się okazuje, jest to imię psa i prokuratorzy podobno są już na jego tropie). Wykrycie kont niektórych polityków lewicy to jeden z rządowych priorytetów. Mówi się, że wszystkie znalezione na nich środki zostały już obiecane strajkującym lekarzom na podwyżki.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj