Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Ukraińskie dzieci atakowane w Polsce. To nie koszmarny wyjątek, tylko efekt gry w nacjonalizm

Preferuj w Google
Ukraińskie dzieci zostały zaatakowane w autobusie w Bielsku-Białej. Ukraińskie dzieci zostały zaatakowane w autobusie w Bielsku-Białej. Tomasz Fritz / Agencja Wyborcza.pl
Usiłuję sobie wyobrazić, co ma w głowie dorosły mężczyzna wyzywający 11-letnie dziecko w Bielsku-Białej czy inny, kopiący dziecko w twarz w Krakowie. Podpalamy własny dom, nie dostrzegając, że z pożaru cieszy się ktoś inny.

Mężczyzna, który zwyzywał w bielskim autobusie dziewczynki z Ukrainy, został już zidentyfikowany. Usłyszy zarzuty i pewnie za jakiś czas wyrok. Na placu boju zostali politycy, którzy nie pomagają.

Rafał Bochenek z Prawa i Sprawiedliwości na platformie X: „Każda forma przemocy i agresji, zarówno, fizyczna jak i słowna, zwłaszcza wobec słabszych, w tym dzieci powinna być jednoznacznie potępiona, a sprawcy pociągnięci do odpowiedzialności. Nie ma miejsca na przemoc i przyzwolenie na nią, także ze strony władz centralnych, a wypowiedzi polityków koalicji rządzącej zmierzają do cynicznego wykorzystywania do celów politycznych skandalicznej sytuacji z Bielska-Białej. To kolejny dowód na to, że Donald Tusk i Marcin Kierwiński nie tylko umyślnie bagatelizowali dotychczas wzrost agresji na polskich ulicach, ale bezpośrednio odpowiadają za brutalizację życia publicznego w Polsce. Panowie Tusk i Kierwinski, wasza działalność zbiera żniwa-niestety”.

Adrian Zandberg z Razem też na X: „Agresywny debil, który zaatakował dziewczynkę w Bielsku-Białej, nie wziął się znikąd. To, co pokrzykiwał do ukraińskiego dziecka, można było usłyszeć wcześniej – w Sejmie. To tam za winy polityków cynicznie atakowano zwykłych ludzi. Wasze dzieło, @krzysztofbosak @CzarnekP”. Na ten wpis zareagował Dariusz Matecki z PiS: „Agresywny debil, który zaatakował polskie dziecko nie wziął się znikąd. Wasze dzieło Zandberg” i załączył screen informacji o tym, że Ukrainiec kopnął w twarz 11-latka i dziecko straciło przytomność.

Wirtualne ciosy

Efekt? Obaj panowie z dwóch różnych stron politycznej barykady wymienili wirtualnie ciosy wyrażone krótkim „zamknij mordę”.
I prawdę mówiąc, nawet trudno to wszystko komentować, bo takich zdarzeń zaczyna przybywać. Urobek ostatnich dni? Agresywny mężczyzna, który w Bielsku-Białej wyzywał dziewczynkę w autobusie – od „ukraińskich k…w” i kazał jej „wy… na Ukrainę”, został namierzony. We wtorek zapewne usłyszy zarzuty. Wiadomo już, że był to pracownik Miejskiego Zakładu Komunikacji, w dodatku przebywający od dłuższego czasu na zwolnieniu lekarskim. Agresor, oprócz prokuratury, będzie miał pewnie teraz na głowie Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który sprawdzi to zwolnienie. Można więc powiedzieć, że państwo zadziałało. Była akcja, jest reakcja. Sprawę nagłośniły media, frustrat został namierzony i poniesie konsekwencje. Tyle tylko, że to, co wydarzyło się w Bielsku-Białej, nie jest jakimś koszmarnym wyjątkiem.

Coraz więcej jest bowiem doniesień o agresji wobec Ukraińców, najczęściej wobec kobiet i dzieci. We Wrocławiu niedawno pijany facet strzelił z wiatrówki w twarz pracownika Żabki, bo ten zwrócił mu uwagę, by nie pił przed sklepem. W czerwcu trzeźwy Polak zwyzywał ekspedientkę w Gdańsku – też w Żabce i też Ukrainkę. Mężczyznę zatrzymano, usłyszał zarzuty dotyczące gróźb karalnych i znieważenia na tle narodowościowym. Za tego typu przestępstwa grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. Okazało się też, że jest powiązany ze środowiskami pseudokibiców z Gdańska, choć nie podano, czy Arki Gdynia, czy Lechii Gdańsk.

Niebezpieczna gra

Kolejny przykład? We Wrocławiu rodzice ciężko pobitego nastolatka szukają świadków. Chłopak był ze znajomymi na Wyspie Słodowej w zabytkowym centrum miasta. Rozmawiał po ukraińsku przez telefon z mamą, kiedy podszedł do niego polski nastolatek i zażądał, by oddał e-papierosa. Kiedy ten odmówił, agresywny chłopak odszedł i po chwili wrócił z grupą kilku osób. Bili bez skrupułów, a pretekstem do ataku był słyszany język ukraiński.

Czy napastnicy byli 11 lipca na marszu, który przeszedł przez Wrocław? Możliwe. Tego dnia w całym kraju upamiętniano tzw. krwawą niedzielę, apogeum ataków nacjonalistów z OUN-UPA na polskie wsie na Wołyniu. Ale na wrocławskim marszu nie było zadumy, hołdu złożonego niewinnym ofiarom. Były wrzaski: „znajdzie się kij na banderowski ryj”.

W lutym 2022 r., kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, Polacy pokazali, że są wielkim narodem. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi, otwierali drzwi i serca, pomagali, jak tylko mogli i jak umieli. Ale dla bacznych obserwatorów emocji społecznych i sceny politycznej było tylko kwestią czasu, kiedy emocje zaczną zmieniać wektor, kiedy politycy zaczną na ten wektor reagować.

I dzisiaj stanęliśmy w prawdzie. Usiłuję sobie wyobrazić, co ma w głowie dorosły mężczyzna wyzywający 11-letnie dziecko w Bielsku-Białej czy innych, kopiący dziecko w twarz w Krakowie. Tym razem był to 37-letni Ukrainiec, tłumaczący, że „reakcja była wynikiem zachowania chłopca, który miał popchnąć podczas zabawy jego własnego syna”.

Nie ma jednak wytłumaczenia dla agresji, bez względu na to, jakie ma barwy. I dlatego tak niebezpieczna staje się gra na nacjonalistycznej nucie, bo to tak, jakby ktoś bawił się zapałkami w stogu siana. Bo podpalamy własny dom, nie dostrzegając najwyraźniej, że z pożaru cieszy się ktoś inny.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Redpille z manosfery. Rozpanoszył się samczyzm, atakują stadnie. Politycy też zwęszyli kapitał

W sieci rozpanoszył się samczyzm: promowany jest patriarchalny porządek świata, męski szowinizm i tzw. prosty chłopski rozum. Emancypacja kobiet, ruch #MeToo i coraz większe aspiracje pań dały mężczyznom w kość. Na tę falę, ciągnącą zresztą z zagranicy, próbują wskoczyć nie tylko influencerzy, ale też politycy.

Malwina Dziedzic
21.07.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną