Świat

Wizyta Joe Bidena w Warszawie. Kluczowa rola Polski w strategii wobec wojny

Prezydent USA Joe Biden na pokładzie Air Force One, Floryda, 9 lutego 2023 r. Prezydent USA Joe Biden na pokładzie Air Force One, Floryda, 9 lutego 2023 r. Jonathan Ernst / Reuters / Forum
Przyjazd Joe Bidena do Warszawy w przeddzień pierwszej rocznicy napaści Rosji na Ukrainę, zaledwie rok po poprzedniej wizycie, jest dobitnym potwierdzeniem kluczowej roli Polski, państwa frontowego w strategii Zachodu wobec wojny.

Z drugą już w czasie wojny Ukrainy z Rosją wizytą przybywa do Polski amerykański prezydent Joe Biden. We wtorek, w pierwszym dniu pobytu w naszym kraju, spotka się w Warszawie z prezydentem Andrzejem Dudą i wygłosi przemówienie, w którym – jak się oczekuje – zapewni, że USA i NATO będą udzielać wojskowej pomocy Ukrainie „tak długo, jak będzie potrzeba”. Prawdopodobnie powtórzy też swoją deklarację z wizyty przed rokiem, że Ameryka będzie bronić „każdego cala” terytorium NATO przed ewentualną agresją ze Wschodu.

Joe Biden w Warszawie

W środę Biden będzie uczestniczył w naradzie przywódców dziewięciu państw wschodniej flanki NATO, czyli tzw. Bukaresztańskiej Dziewiątki. Oprócz Polski należą do niej Estonia, Łotwa, Litwa, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia i Bułgaria. Z wyjątkiem flirtujących z Putinem Węgier to kraje najsilniej nalegające, by jak najszybciej dostarczyć Ukrainie wszelkiego rodzaju broń i sprzęt, o który prosi Wołodymyr Zełenski, żeby skutecznie walczyć z najeźdźcą. Nie jest na razie jasne, czy i w jakim składzie do spotkania dołączą przedstawiciele innych państw, np. Niemiec.

Przyjazd Bidena do Warszawy w przeddzień pierwszej rocznicy napaści Rosji na Ukrainę (24 lutego 2022 r.), zaledwie rok po poprzedniej wizycie, jest dobitnym potwierdzeniem kluczowej roli Polski, państwa frontowego w strategii Zachodu wobec wojny. Były podsekretarz stanu w Pentagonie Ian Brzezinski (syn Zbigniewa) porównuje ją nawet do roli Niemiec w okresie zimnej wojny z ZSRR. Najnowszy „Wall Street Journal” poświęcił temu swoją długą korespondencję z Warszawy, przypominając, że nasz kraj stał się głównym „hubem” dla tranzytu broni i sprzętu dla Ukraińców, wśród członków NATO wyróżnia się zwiększeniem w tym roku wydatków na zbrojenia do 4 proc. PKB z 2,5 proc. w roku ubiegłym. Polska udzieliła też schronienia największej liczbie ukraińskich uchodźców – 1,5 mln zarejestrowanych osób, o jedną trzecią więcej niż dużo zamożniejsze Niemcy.

Czytaj też: Ameryka uratowała Ukrainę przed upadkiem. Bije Rosję, a nawet Chiny

Niepokojący sygnał z Chin

Kontekstem wizyty są debaty w NATO na temat dalszej polityki Sojuszu wobec wojny w obliczu rozpoczynającej się nowej rosyjskiej ofensywy i powszechnych przewidywań, że starcie może trwać długo, nawet kilka lat. W ostatni piątek i sobotę w Monachium odbyła się doroczna konferencja na temat bezpieczeństwa międzynarodowego z udziałem przywódców NATO i dyplomatów z innych państw, w tym chińskiego ministra spraw zagranicznych. Po raz pierwszy od lat nie zaproszono przedstawiciela Rosji. Z USA przyjechali wiceprezydent Kamala Harris, sekretarz stanu Antony Blinken i liczna delegacja z Kongresu. Harris oskarżyła Rosję, że dopuściła się w Ukrainie zbrodni przeciw ludzkości. Pozwoli to postawić przywódców Kremla przed trybunałem międzynarodowym, choćby zaocznie, czyli jeszcze bardziej zwiększyć izolację reżimu Putina, chociaż znaczenie tego jest przede wszystkim symboliczne.

Jak wynika z przecieków z rozmów Blinkena w Monachium, szef amerykańskiej dyplomacji otrzymał informacje, że Chiny „mocno rozważają” zwiększenie pomocy dla Rosji przez dostarczenie jej „śmiercionośnej” broni. Pekin jest w sojuszu z Moskwą, udziela jej pomocy logistycznej, kupuje zwiększone ilości jej ropy i gazu, co pozwala Putinowi finansować wojnę. W ONZ agresji nie potępia, ale dotychczas odmawiał wysyłania mu broni. Gdyby doniesienia o chińskiej pomocy się potwierdziły, byłby to bardzo niepokojący sygnał, zważywszy na ogromny potencjał militarny Pekinu.

Dostawy broni, wojna, pokój i Krym

Na konferencji w Monachium, mimo deklaracji jedności NATO, ujawniły się także pewne rozbieżności między USA a zachodnioeuropejskimi sojusznikami w sprawie dalszej polityki wobec wojny. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz i prezydent Francji Emmanuel Macron obiecali nadal ją wspierać, ale sugerowali, że nie zamierzają wysłać do Kijowa nowych systemów broni. Chodzi tu głównie o samoloty bojowe, o które od dawna proszą Ukraińcy, a których odmawia im także Waszyngton. Macron jednak, który w pierwszych miesiącach wojny kilkakrotnie rozmawiał z Putinem, oświadczył, że osiągnięcie trwałego pokoju wymaga negocjacji z rosyjskim prezydentem, na co Zełenski absolutnie się nie zgadza. Biden w swej retoryce podkreśla, że o sposobie zakończenia wojny mogą zdecydować tylko Ukraińcy.

Amerykański prezydent pomaga Ukrainie, aby uniemożliwić Rosji pokonanie i zajęcie tego kraju, ale stara się jednocześnie, by pomoc ta – przedstawiana przez propagandę Kremla na użytek krajowy jako „wojna Rosji z NATO” – nie przekształciła się w rzeczywiste bezpośrednie starcie USA i całego Sojuszu z Rosją. Stąd m.in. odmowa dostarczenia Kijowowi myśliwców F-16 i rakiet dalszego zasięgu (ponad 160 km), a także sugestie Blinkena w Monachium w rozmowach z Ukraińcami, żeby nie upierali się przy konieczności odbicia także Krymu.

Czytaj też: Rosyjski Goliat i ukraiński Dawid jednoręki. Jak wygrać nierówną wojnę

Zanim będzie za późno

Ostrożna mimo ostrej antyrosyjskiej retoryki polityka Bidena bywa często krytykowana w USA przez amerykańskich „jastrzębi”, którzy nalegają, jak Zełenski, by pomoc wzmocnić i przyspieszyć. Prezydent jest jednak w trudnej sytuacji, bo w samej Ameryce powoli słabnie poparcie dla pomocy dla Ukrainy – według sondaży z ponad 60 proc. na wiosnę ubiegłego roku do 48 proc. obecnie. Prawie połowa Amerykanów uważa też, że należy czym prędzej doprowadzić do rozmów pokojowych. Pod koniec roku Bidenowi udało się przeforsować w Kongresie fundusze dla Ukrainy na obecny rok, ale nasilają się głosy, żeby je ograniczać.

Niektórzy republikańscy legislatorzy domagają się od administracji określenia, jak długo fundusze na pomoc ekonomiczną i broń będą płynąć do Ukrainy. W GOP mniejszościowa frakcja ultrakonserwatystów z obozu Donalda Trumpa żąda wstrzymania pomocy, według nich zbyt kosztownej. Część republikańskich ustawodawców narzeka, że Biden za bardzo skupia się na Rosji, podczas gdy dla Ameryki większym, strategicznym zagrożeniem są Chiny. Obecna polityka rządu ma poparcie większości w obu partiach, ale można się obawiać, że z czasem będzie topnieć, zwłaszcza jeśli w USA pogorszy się sytuacja gospodarcza i skutki odczują zwykli Amerykanie.

Zwolennicy wzmocnienia i przyspieszenia pomocy mają rację. Rosja jest przygotowana na długą wojnę na wycieńczenie, nie baczy na własne straty. Jeżeli konflikt przedłuży się o kolejne dwa lata, wybory prezydenckie w USA w 2024 r. mogą położyć kres polityce wsparcia Zachodu dla Ukrainy. Stanie się tak na pewno w wypadku, gdyby do Białego Domu wrócił Trump, a w Ameryce nasiliły się nastroje w duchu „America First”. Dlatego F-16, artyleria dalszego zasięgu, obiecane, lecz wciąż niedostarczone czołgi i inne najskuteczniejsze rodzaje broni potrzebne są do rozstrzygnięcia wojny już teraz, zanim będzie za późno.

Czytaj też: Walka z Rosją będzie długa i ciężka. Kluczowe są rezerwy

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Seks bez zobowiązań: tylko dla dorosłych. Czy skłonność do „znajomości na raz” będzie rosnąć?

Do Polek i Polaków dociera, że można chodzić ze sobą do łóżka bez zobowiązań, bez stresu, dla chwili przyjemności. Zdaniem specjalistów takie podejście bywa niezwykle korzystne. Pod warunkiem że jest autentyczne (i pod kilkoma innymi).

Joanna Cieśla
19.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną