Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Wybory w Armenii. Putinowi to się na pewno nie spodoba, dla Moskwy to akt wrogi

Preferuj w Google
Wybory parlamentarne w Armenii miały określić, czy pójść na zachód, czyli do Europy, czy na północ, czyli ponownie w objęcia Rosji. 7 czerwca 2026 r. Wybory parlamentarne w Armenii miały określić, czy pójść na zachód, czyli do Europy, czy na północ, czyli ponownie w objęcia Rosji. 7 czerwca 2026 r. Forum
Armenia zagłosowała w wyborach, które miały określić, czy pójść na zachód, czyli do Europy, czy na północ, czyli ponownie w objęcia Rosji. Władimir Putin nie będzie zadowolony.

Niedzielny wieczór wyborczy w Armenii zaczął się od wojenki na sondaże exit polls, z definicji mające na gorąco zrelacjonować przybliżenie wyników rzeczywistych. Do 20 czasu polskiego nikt wiarygodny ich nie opublikował, więc w sieci pojawiły się wyniki zmyślone, których nijak zweryfikować się nie da, osobliwie chętnie kolportowane przez serwisy rosyjskie. Według nich przekonująco zwyciężyły ugrupowania dążące do zbliżenia z Rosją. Miały prześcignąć proeuropejską partię premiera Nikola Pasziniana. To stara szkoła dezinformacji. Chodzi o to, by zasiać niepewność, którą dałoby się później eksploatować, choćby w ramach oskarżeń rządu o wyborcze fałszerstwa.

Dla równowagi były też exit polls przeciwne – w tych doniesieniach to ekipa Pasziniana miała być kilka długości przed konkurentami. Rozstrzygnięcie tych wirtualnych zapasów przyniosą dopiero policzone głosy.

Nad ranem Armeńska Centralna Komisja Wyborcza podała wstępne wyniki. Wygrywa Umowa Społeczna premiera Nikola Paszyniana, która zdobyła ponad 49,81 proc. głosów. Drugi jest sojusz Silna Armenia z 23,29 proc. poparciem, trzeci Blok Armenia (9,9 proc.), czwarte ugrupowanie Kwitnąca Armenia (4 proc.). „To historyczne zwycięstwo. Obywatele Armenii stanęli po stronie państwa, niepodległości, przyszłości i pokoju” – oświadczył Paszinian.

Czytaj też: Nawet sojusznicy opuścili Putina. Kto mu pozostał?

Racjonalizacja porażki

Armenia zagłosowała w wyborach, które miały określić, czy pójść na zachód, czyli do Europy, czy na północ, czyli ponownie w objęcia Rosji. Taką stawkę głosowania zarysował rządzący od ośmiu lat premier.

Reklama