Marsz Równości w Rzeszowie wywołał histeryczną reakcję fundamentalistów
Co też ma „Bóg, honor i ojczyzna” do sprawy równego traktowania wszystkich obywateli, bez względu na ich orientację seksualną?
Czyżby „tradycjonaliści” mieli rzucać wyzwanie idei równości i otwarcie domagać się dyskryminowania gejów i lesbijek?
Joshua Stitt/Unsplash

Czyżby „tradycjonaliści” mieli rzucać wyzwanie idei równości i otwarcie domagać się dyskryminowania gejów i lesbijek?

W sobotę o godz. 14 rozpocznie się w Rzeszowie Marsz Równości. Marsz, jakich wiele – w Polsce i za granicą. I chociaż odbywa się ich coraz więcej, okazuje się, że idea maszerowania w imię równości i tolerancji bynajmniej nie traci na aktualności, a te niby już opatrzone imprezy wciąż wywierają stosowane wrażenie na adresatach wolnościowego przesłania, czyli na środowiskach religijno-konserwatywnych. Miarą tego wrażenia – a tym samym spektakularnym zwycięstwem marszu – jest histeryczna mobilizacja narodowców i fundamentalistów, którzy zgłosili w rzeszowskim magistracie zdumiewającą liczbę ponad 30 kontrmanifestacji, głównie w formie pikiet, na które zgłoszono łącznie blisko 12 tys. uczestników.

Młodzież Wszechpolska przeciw Marszowi Równości

Rzeszowska redakcja portalu Gazeta.pl cytuje deklaracje kontrdemonstrantów. I tak np. Młodzież Wszechpolska wyjaśnia swoje zamiary następująco: „Będziemy pikietować w obronie tradycyjnych wartości chrześcijańskich. Jest to odpowiedź do organizowanego przez środowiska lewicowe i anarchistyczne I Parady Równości w stolicy Podkarpacia, na której promowane będzie zabijanie naszych najmłodszych braci, związków jednopłciowych oraz tolerancji dla homoseksualizmu. Osoby te nie kryją swojego wrogiego niejako nastawienia do Kościoła. Podkarpacie będące ostoją tradycjonalizmu i wierności hasłom: Bóg – Honor – Ojczyzna nie może pozwolić, by promowano u nas takie antywartości”.

Oczywiście nie zabraknie też modlitw różańcowych „w obronie tradycyjnych wartości”. Wygląda na to, że mobilizacja sił katolicko-nacjonalistycznych jest w tym przypadku naprawdę duża. A skoro tak, to zapewne i „postępowcy” (jak właściwie nazywać ludzi, których łączy to, że bronią wolności i równości?) stawią się licznie na ten pojedynek. Obie strony kulturowego sporu będą miały okazję się policzyć (przynajmniej skali lokalnej) i zmierzyć ze sobą w konkurencji...

Rywalizacja o wartości?

No właśnie, w jakiej konkurencji, na jakim polu odbywa się ta rywalizacja? Z pewnością nie chodzi tu o spór jakichś argumentów czy „wartości”. Nigdy, dosłownie nigdy nie zdarza się przy tego rodzaju okazjach, by ktokolwiek wypowiadał jakieś argumenty i wchodził w jakąś polemikę. Zresztą jak niby miałoby to wyglądać? Czyżby „tradycjonaliści” mieli rzucać wyzwanie idei równości i otwarcie domagać się dyskryminowania gejów i lesbijek? Przecież i oni są dziećmi nowoczesnego społeczeństwa i tak naprawdę nie chcieliby, aby znów było jak kiedyś – żeby osoby homoseksualne bito i wtrącano do więzień, ateistów zaś palono na stosie.

Czytaj także: Różowy kapitalizm. Firmom opłaca się angażować w sprawy LGBT?

Nikt otwarcie nie kontestuje przesłania parad i marszów równości. To, co się im przeciwstawia – oprócz pomówień i egzorcystycznych zaklęć – ma charakter ponowionej, rytualnie powtarzanej deklaracji tożsamościowej i religijnej. Kontrdemonstrantom chodzi w gruncie rzeczy o to samo co osobom LGBT, stanowiącym najbardziej widoczną grupę uczestników parad równości. Jedni i drudzy mają potrzebę pokazania swojej odrębności i przypomnienia swoich praw do bezpiecznego funkcjonowania w przestrzeni publicznej takimi, jakimi są – bez potrzeby udawania czegokolwiek czy maskowania swoich przekonań.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj