szukaj
Jeszcze raz o łamaniu konstytucji
Prezydent Duda sam wpędził się w kłopot.
Andrzej Duda/Facebook

Prezydent Duda sam wpędził się w kłopot.

TK orzekł:

„Trybunał uznał za niezgodny z konstytucją art. 137 ustawy o TK, w zakresie umożliwiającym Sejmowi poprzedniej kadencji (2011–2015) wybór dwóch sędziów TK w miejsce sędziów, których kadencja upływa odpowiednio 2 i 8 grudnia 2015 r. Za zgodne z konstytucją uznano natomiast przepisy regulujące wybór trzech sędziów wybranych w miejsce sędziów TK, których kadencja upływa 6 listopada 2015 roku”.

Ponieważ wyrok ten został opublikowany, nie ma wątpliwości co do jego ostateczności. W świetle zacytowanego orzeczenia p. Przyłębska i p. Pszczółkowski zostali uznani za prawomocnie wybranych sędziów, natomiast pp. Cioch, Morawski i Muszyński – nie.

Znaczy to, że orzeczenie TK z 3 grudnia po prostu zniosło stan wykreowany przez uchwały Sejmu VIII kadencji o bezskuteczności uchwał poprzedniego parlamentu. Ujmując rzecz personalnie, pp. R. Hauser, A. Jakubecki i K. Ślebzak zostali uznani za sędziów, a wybór pp. B. Sitka i A. Sokali został zakwestionowany.

Andrzej Duda wpędził się w kłopoty

Prezydent Duda odmówił jednak przyjęcia ślubowania, uznając, że pierwsza trójka została wybrana nielegalnie. Podaje trzy argumenty: (a) uchwały Sejmu VIII kadencji o bezskuteczności postanowień poprzedniego Sejmu nie mogą być weryfikowane przez żaden organ; (b) p. Rzepliński płaci pp. Ciochowi, Morawskiemu i Muszyńskiemu pensje i wystawił im legitymacje służbowe; (c) TK liczy, zgodnie z prawem, 15 sędziów, a gdyby zaprzysiągł pp. Hausera, Jakubeckiego i Sokalę, byłoby 18 sędziów.

Argument (c) opiera się na błędnym założeniu, że ślubowanie czyni sędziego TK, a nie wybór. Argument (b) przeocza, że sędzią zostaje się na podstawie skutecznie przeprowadzonej procedury elekcyjnej, a nie poprzez pobieranie pensji i posiadanie legitymacji służbowej. Być może prezes TK popełnił błąd, godząc się na wypłacanie uposażenia wspomnianym osobom i wystawianie im legitymacji, ale to odrębna sprawa.

Najważniejszy jest argument (a). Otóż p. Duda popadł w wyraźną sprzeczność, gdyż twierdzi, że weryfikacja uchwał Sejmu VIII kadencji o decyzjach poprzedniego Sejmu jest niemożliwa, ale równocześnie uznaje, że ten pierwszy skutecznie i negatywnie zweryfikował uchwały Sejmu VII kadencji o wyborze sędziów. Nawiasem mówiąc, regulamin obrad Sejmu w ogóle nie przewiduje uchwał stwierdzających nieważność innych uchwał sejmowych, a już na pewno podjętych we wcześniejszych kadencjach i dotyczących wyboru sędziów konstytucyjnych. Zakwestionowanie konstytucyjności art. 137 ustawy czerwcowej było najprostszym rozwiązaniem zaistniałej sytuacji.

Prezydent Duda sam wpędził się w kłopot. Przyjmując ślubowanie od czterech sędziów 3 grudnia 2015 r., zapewne wiedział, że za parę godzin odbędzie się posiedzenie TK, które może zakwestionować wspomniany artykuł 137. Po orzeczeniu TK ślubowanie w 3 grudnia okazało się bezprzedmiotowe w trzech przypadkach (pp. Cioch, Morawski, Muszyński). O ile trudno mu stawiać zarzut, że naruszył konstytucję, skoro bezskuteczność ślubowania można było stwierdzić dopiero po orzeczeniu TK, to na pewno zachował się bezprawnie, odmawiając zaprzysiężenia pp. Hausera, Jakubeckiego i Sokali. Wprawdzie powstał kłopotliwy problem ze sposobem ewentualnego odwołania ślubowania, ale to już problem wyłącznie p. Dudy. Wbrew temu, co twierdzi, że jest 15 sędziów (sędzi) TK, w tym, pp. Cioch, Morawski i Muszyński, jest dwanaście osób, które przeszły pełną procedurę, i są trzy osoby, prawomocnie wybrane, ale nieprawomocnie niezaprzysiężone.

Prezydent w obronie niektórych sędziów TK

Pan Duda sporo zarzuca p. Rzeplińskiemu, m.in. to, że ten drugi łamie ustawę zasadniczą i stał się stroną w sporze politycznym. Co do drugiej kwestii wystarczy zauważyć, że p. Rzepliński jest, jako prezes TK, stroną w sporze o ten Trybunał. Jeśli ktoś definiuje tak spór polityczny, że obejmuje kontrowersje wokół TK, p. Rzepliński jest uwikłany w spór polityczny, ale jest to bardziej kwestia werbalna niż merytoryczna.

Natomiast obecny prezes TK ma rację, gdy twierdzi, że ponieważ pp. Ciocha, Morawskie i Muszyński nie zostali wybrani prawomocnie, nie są sędziami TK i nie mogą orzekać. Dalej, p. Duda zarzuca p. Rzeplińskiemu, że ten drugi nie uznaje domniemania konstytucyjności ustaw uchwalonych przez Sejm, a także nie uznaje tzw. ustaw naprawczych o TK. Wszelako domniemanie konstytucyjności jest wzruszalne, tj. kończy się z momentem zaskarżenia danej ustawy do TK, a ponadto, jak już parę razy argumentowałem, badanie konstytucyjności ustawy nie może odbywać się na podstawie procedury wprowadzonej przez nią, o ile została zakwestionowana.

Prezydent Duda w jednym ma na pewno rację. Gdy twierdzi, że uchwała Zgromadzenia Ogólnego sędziów TK musi być podjęta przez grono co najmniej dziesięciu sędziów. Argument p. Rzeplińskiego (rzecz dotyczy wyborów następnego prezesa TK), że wystarczy dziewięciu, ponieważ sytuacja jest nadzwyczajna, nie wytrzymuje krytyki. Jak wiadomo, trzech sędziów nie wzięło udziału w ZO, przysyłając druki L4, a jedna oświadczyła, że nie wzięłaby udziału w obradach, nawet gdyby była zdrowa.

Pan Duda broni postawy tych sędziów, wskazując, że jest to słuszny protest przeciwko bezprawiu czynionemu przez p. Rzeplińskiego, ale nie bierze pod uwagę dwóch rzeczy. Po pierwsze, sędzia TK może nie brać udziału w rozprawie z powodu choroby lub wyłączenia się z orzekania. Po drugie, ponieważ nie ma żadnych kompetencji do rozstrzygania, czy decyzje prezesa TK są prawne czy bezprawne, jego (jej) odmowa udziału w posiedzeniach TK, w tym ZO, jest zwyczajnym deliktem służbowym.

Tak więc rozgrzeszenie p. Przyłębskiej (jej rzecz dotyczy) przez głowę państwa jest zdumiewające. Pan Duda lubi moralizować i to tylko w jednym kierunku, ale może lepiej byłoby, gdyby bardziej zważał na obowiązujące prawo.

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj