szukaj
Podlegli Macierewiczowi prokuratorzy biorą się za autora książki o rosyjskich powiązaniach szefa MON
Reakcja Antoniego Macierewicza i prokuratury na książkę „Macierewicz i jego tajemnice” pokazuje, w jakim stanie znajduje się nie tylko szef MON, ale i organy państwa.
Macierewicz bez pardonu łamie standardy. Jeden z wiceministrów ogłasza, że jego przełożony skierował do prokuratury zawiadomienie „o możliwości popełnienia przestępstwa”.
ppor. Robert Suchy/Ministerstwo Obrony Narodowej

Macierewicz bez pardonu łamie standardy. Jeden z wiceministrów ogłasza, że jego przełożony skierował do prokuratury zawiadomienie „o możliwości popełnienia przestępstwa”.

Departament ds. Wojskowych Prokuratury Krajowej na wniosek samego szefa resortu obrony narodowej podjął postępowanie w sprawie książki Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Dziennikarz opisuje w niej dziwne, łagodnie mówiąc, jak na osobę odpowiadającą za bezpieczeństwo państwa i kreującą się na nieprzejednanego patriotę znajomości bohatera: chociażby w środowiskach mogących mieć powiązania z rosyjskimi służbami specjalnymi.

Wojskowi prokuratorzy biorą się za Tomasza Piątka

Oczywiście publikacja taka powinna zainteresować stosowne organy państwa – lecz przedmiotem ich dochodzeń powinno być sprawdzenie Macierewicza, a nie Piątka.

Jeśli zaś polityk uważa, że dziennikarz kłamie, to powinien wezwać oszczercę przed sąd – tyle że cywilny, by nie dawać nawet śladu podstaw do sugestii, że chce wykorzystać aparat ścigania państwa do ochrony swej czci i swojej szczególnej, było nie było, pozycji.

Tymczasem Macierewicz bez pardonu łamie i te standardy. Najpierw do ataku na książkę używa swojego bezpośredniego podwładnego z resortu. Tuż po publikacji jeden z wiceministrów publicznie nazywa ją zbiorem „samych kłamstw i pomówień” i ogłasza, że jego przełożony skierował do prokuratury zawiadomienie „o możliwości popełnienia przestępstwa”.

Teraz okazuje się na dodatek, że sprawą dziennikarza, bądź co bądź cywila, zajął się Departament do spraw Wojskowych Prokuratury Krajowej, którego szef został wyznaczony… przez Macierewicza właśnie.

Co jeszcze ważniejsze – i zdumiewające – przedmiotem wniosku ministra o ściganie dziennikarza nie są ewentualne kłamstwa i pomówienia. Zarzuty są bowiem kompletnie innego kalibru. Oto wedle Macierewicza żurnalista ma być winny stosowania przemocy lub groźby wobec funkcjonariusza publicznego w celu podjęcia lub zaniechania czynności służbowych (art. 224 kodeksu karnego), publicznego znieważania lub poniżania konstytucyjnego organu RP (art. 226 kk) i wreszcie bezprawnego zamachu na osobę funkcjonariusza publicznego z powodu wykonywanego przez niego zawodu lub zajmowanego stanowiska (art. 231a kk).

Mania i buta ludzi PiS

Formułując je, Macierewicz sam stawia się na piedestale nie tylko funkcjonariusza publicznego, ale i organu konstytucyjnego. A tym samym sięga po szczególną ochronę państwa. Nie bez powodu za przestępstwa takie sprawcy grozi nawet więzienie.

Co więcej, już pobieżny ogląd sprawy wykazuje, że trudno mówić o tym, by Tomasz Piątek zastosował wobec Antoniego Macierewicza jakąkolwiek przemoc bądź groźbę ani też nie dopuścił się wobec niego zamachu. Tymczasem wojskowi prokuratorzy traktują tezy ministra poważnie, bo jak dotąd nie oddalili przynajmniej tej części wniosku jako oczywiście bezzasadnej.

Cała historia okazuje się w efekcie ilustracją nie tylko stanu Antoniego Macierewicza, ale też państwa zarządzanego przez PiS. Mamy tu wszak do czynienia z manią wielkości i butą (a może bezwzględnym cynizmem?) przedstawiciela władzy. W tle jest zaś obecne w całym PiS przekonanie, że każdy sprzeciw wobec rządów obecnej ekipy jest antypolską prowokacją. Równocześnie jak na dłoni widać posuwającą się już do śmieszności uległość organów państwa i jego funkcjonariuszy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj