szukaj
Egzekucja na raty
Prywatyzacja pierwszego programu TVP i radiowej Trójki, likwidacja abonamentu, stworzenie telewizji publicznej wokół TVP2 i kanałów tematycznych - taki pomysł na państwowe media dojrzewa dziś w PO.

Postulowana przez PO likwidacja abonamentu płaconego przez emerytów i rencistów, przy generalnie niskiej i ciągle malejącej ściągalności tego parapodatku, stanowi niewątpliwie poważniejsze uderzenie w istniejące struktury telewizji i radia niż ewentualna zmiana prezesów. Fot. Witold Rozbicki / REPORTER

Zbliża się finał prac nad zgłoszoną nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji. Jej zasadnicze przesłanie, jakim było ograniczenie liczby członków i uprawnień Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz wzmocnienie pozycji ministra skarbu i Urzędu Komunikacji Elektronicznej, już w dużej mierze, skutkiem oporu LiD, zakwestionowano. Rolę ministra wyeliminowano zupełnie, radzie przydano nieco uprawnień. Jest też wniosek Lewicy i Demokratów, aby nie skracać kadencji KRRiT, ale po prostu powiększyć jej skład do 9 lub nawet 11 osób. Wtedy „nowi” zdominują „starych”. Jest też projekt ustawy, autorstwa PO, o likwidacji abonamentu radiowo-telewizyjnego dla emerytów i rencistów. Nie pojawił się jednak żaden projekt określający docelowy ład medialny.

Obecne prace nad zmianą ustawy o radiofonii i telewizji można potraktować jako przykładową lekcję tego, czego robić nie należy. Otóż, jeżeli celem była zmiana obecnej KRRiT, a stanowczo powinno się ją zmienić, należało napisać jednozdaniową nowelizację: kadencja tego gremium upływa, jeżeli dwa z trzech podmiotów przyjmujących sprawozdanie (Sejm, Senat, prezydent) je odrzucą. Wystarczy więc mieć większość w Sejmie i Senacie, do przełamania oporu prezydenta głosy też by się znalazły. Już obecnie LiD nie wyklucza poparcia takiej zmiany. W połowie roku byłoby po obecnej Radzie.

Zamiast prostej nowelizacji Platforma w swoich projektach ustawodawczych poszła szeroko, wzmacniając Urząd Komunikacji Elektronicznej, chociaż wszystko wskazywało, że należy wzmacniać KRRiT mającą umocowanie konstytucyjne. Konstytucji na razie nikt nie zmieni, a uczynienie z UKE części Krajowej Rady jest absolutnie możliwe i byłoby logiczne, jeżeli mówi się o przyszłym jednym regulatorze. Teraz więc przyszedł czas łamańców prawnych, wycofywania i wnoszenia coraz to nowych poprawek, często po prostu napisanych na kolanie.

Dorobkiem obecnej dyskusji jest powszechne już chyba przekonanie, że media publiczne nie są publiczne, nie różnią się specjalnie od komercyjnych i nie realizują nawet bardzo ogólnie zapisanej misji. Brak dziś programów nie tylko tak zwanej wysokiej kultury, ale nawet bardziej popularnych – o książkach, filmie, teatrze. Gdzie realizowana jest misja edukacyjna (wyjąwszy edukację przeprowadzoną przez historyków IPN)? Nie są też media publiczne miejscem poważnej debaty: tabloidyzacja formy i treści dotknęła je w stopniu nie mniejszym niż wszystkie inne. Nie widać więc ważnych powodów, by je szczególnie uprzywilejowywać, każąc ludziom płacić abonament, zwłaszcza że telewizja jest największym graczem na rynku reklam i zgarnia z niego połowę wpływów.

Jeżeli te prawdy dotarły do opinii publicznej, to pora wyciągnąć wnioski. Jakie wnioski wyciąga więc rządząca koalicja, głównie zaś PO, bo to ostatecznie premier musi dać impuls do zmian? Na podstawie wielu rozmów z politykami i doradcami PO spróbuję zrekonstruować dzisiejszy sposób myślenia Platformy o mediach państwowych. Po burzy, jaką wywołała pierwsza próba nowelizacji ustawy medialnej, przeważa pogląd, że nie da się prosto zreformować i odpartyjnić tych wszystkich telewizyjnych kanałów radiowych i telewizyjnych, które uchodzą za publiczne. Trzeba zmienić podstawy finansowania i funkcjonowania telewizji.

Postulowana przez PO likwidacja abonamentu płaconego przez emerytów i rencistów, przy generalnie niskiej i ciągle malejącej ściągalności tego parapodatku, stanowi niewątpliwie poważniejsze uderzenie w istniejące struktury telewizji i radia niż ewentualna zmiana prezesów. Ponieważ zapowiedziano całkowitą likwidację abonamentu, już teraz ustaje obywatelskie poczucie, że tę opłatę trzeba wnosić. Obrońcy abonamentu – a w tej sprawie media publiczne prowadzą intensywną kampanię – strzelili sobie zresztą samobójczego gola: kilkusettysięczna odprawa dla byłej dyrektor TVP1 Małgorzaty Raczyńskiej zbulwersowała opinię publiczną. Zniesienie abonamentu – dziś już chyba przesądzone – to jest polityka faktów dokonanych, ruszenie pierwszej kostki domina, ścieżka bez powrotu. W miejsce odebranych kilkuset milionów abonamentowych złotych pojawia się więc projekt utworzenia specjalnego funduszu „misyjnego”, pochodzącego z budżetu państwa oraz być może z wpłat nadawców prywatnych, jeżeli media publiczne nie będą miały prawa do nadawania reklam lub jeżeli prawo to zostanie poważnie ograniczone.

Taki system dyskutowany jest od lat i ma – zrozumiałą – akceptację nadawców komercyjnych. Ba, pojawiały się i wracają obecnie zarzuty, że takie rozwiązanie jest działaniem na korzyść nadawców prywatnych, którzy przejęliby po TVP miliardowe wpływy z reklam. Ale i na to jest pewien sposób. Po pierwsze – takie ustawienie wysokości i formy wpłat na fundusz misyjny, aby dochody komercji nadmiernie nie wzrosły, a po drugie – wzmocnienie komercyjnej konkurencji poprzez prywatyzację jednego z dużych kanałów TVP. Rozmowy na ten temat skutecznie na lata zablokowała afera Rywina, choć postulat prywatyzacji, zwłaszcza Programu Drugiego TVP, przewijał się od dawna i brzmiał rozsądnie. Teraz kwestia prywatyzacji będzie musiała wrócić. Oczywiście, jeżeli w PO i w całej koalicji pojawi się polityczna wola i determinacja, aby ponad interesami rozmaitych lobby, w tym producenckiego, które niesłychanie uaktywniło się w ostatnim czasie, przeprowadzić wreszcie poważną reformę mediów publicznych. Dla tego procesu trzeba zyskać też przyzwolenie przynajmniej części opozycji, a zwłaszcza Lewicy i Demokratów, gdyż PiS już pokazało, że nie potrafi traktować mediów inaczej niż jako wyłącznie łupu partyjnego.

Czy PO ma taki plan? Wydaje się, że tak, choć decyzji jeszcze nie ma i nie ma projektu ustawy. Jeżeli jednak wziąć pod uwagę determinację, z jaką premier zwalcza abonament, można uznać, że przynajmniej częściowa prywatyzacja TVP jest nieuchronna.

Scenariusz, z grubsza zarysowany, byłby więc taki: obecną TVP dzieli się na spółki i Program Trzeci wędruje w teren pod egidę marszałków województw. Do tej „samorządowej” wizji premier też wydaje się przekonany, choć, oczywiście, niesie ona potencjalne niebezpieczeństwo upartyjnienia kanałów lokalnych, ale polityka uprawiana bliżej wyborców może mieć inny wymiar niż ogólnokrajowa bijatyka kilkunastu tych samych osób. Może mieć nawet walor edukacyjny, sprzyjać kształtowaniu się elit lokalnych. Pozostają dwa duże programy, z których jeden trzeba sprywatyzować, a drugi zmienić w telewizję rzeczywiście publiczną. Z pojęciem misji bardziej koresponduje, także z uwagi na tradycję, raczej TVP2 i to w oparciu o nią i kanały tematyczne wypadałoby budować telewizję publiczną, ale raczej jako coś w rodzaju biura zamówień niż wielkiej instytucji z tysiącem pracowników.

Program Pierwszy należałoby natomiast skomercjalizować (przeznaczając, zgodnie z ustawą, pewną pulę akcji dla pracowników), a następnie sprzedać poprzez giełdę (to ważne!), a więc najbardziej przejrzyście, bez posądzeń, że to gra w interesie jakiegoś lobby, że oto liberałowie doprowadzają coś do bankructwa, by tanio kupić. Warto zresztą zwrócić uwagę, że wszystkie spółki giełdowe nieprzypadkowo noszą nazwę „publicznych”, bo ich udziały są powszechnie dostępne, a same spółki muszą być całkowicie przejrzyste.

Wpływy z takiej prywatyzacji, a im szybciej byłaby ona przeprowadzona, tym wartość spółki większa, wspomagałyby (np. jako kapitałowa podstawa funduszu „misyjnego”) kanał telewizji publicznej i połączone z nim kanały tematyczne oraz archiwa, będące dla nowej telewizji publicznej dodatkowym źródłem dochodu. Taka telewizja musiałaby być bowiem pozbawiona prawa do nadawania reklam, wyjąwszy akcje o charakterze charytatywnym, ogólnospołecznym, obywatelskim.

Oddzielnym problemem jest radio, dziś w mniejszym stopniu utrzymywane z reklam, gdyż aż 70 proc. jego budżetu pochodzi z abonamentu. (Prezes Czabański chciałby za pomysł likwidacji abonamentu postawić premiera Tuska przed Trybunałem Stanu). Zapewne z funduszu misji trzeba byłoby utrzymywać Program Pierwszy, tradycyjnie słuchany przez ludzi z mniejszych miast i wsi; Programy Drugi i Czwarty – mówią politycy PO – można by połączyć i też uznać je za misyjne, a Trójkę ewentualnie sprywatyzować, co ma ten walor, że w prywatyzacji mogą wziąć udział pracownicy, czyli twórcy programu. Program dla zagranicy i tak jest już finansowany ze środków MSZ. Być może w ten sam sposób można byłoby finansować telewizyjny kanał Polonia, ale musiałby się on mocno zmienić. To też jedno z wyzwań.

Jedynym regulatorem tego zmienionego rynku powinna pozostać jednak KRRiT złożona z ludzi spełniających wreszcie ustawowe kryteria, a więc posiadających autorytet i wiedzę o mediach. Dotychczas ten przepis był konsekwentnie łamany, o czym świadczy choćby skład obecnej rady. Być może powinna ona wyłaniać jakąś radę mediów publicznych, pluralistyczną politycznie, ale złożoną z osób z własnym dorobkiem w dziedzinie mediów, niezaangażowanych w produkcję radiową czy telewizyjną, aby nie było podejrzeń o konflikt interesów. Nie jest prawdą, że takich osób nie ma.

Czy taki projekt miałby sens? Wydaje się, że byłby wyjściem z obecnej pułapki każdorazowego politycznego przejmowania telewizji i radia po wyborach, a także spontanicznej, postępującej komercjalizacji i tabloidyzacji państwowych dziś mediów. Jeżeli PO – której kierownictwo, a zwłaszcza premier, najwyraźniej nie ma woli szybkiego przejmowania telewizji – tego dokona, będziemy mogli mówić o nowej jakości, a w przyszłości może również o istnieniu w Polsce mediów prawdziwie publicznych. Wszystkie te pomysły na różne strony już oglądano. Ich wcielenie w życie wymaga jednak politycznej determinacji, gdyż opisane zmiany naruszyłyby bardzo mocne układy interesów. Nie jest więc przesądzone, że ta egzekucja na raty się dokona. Być może skończy się znów załatwieniem politycznych interesów. W tym akurat mamy doświadczenie.

  


ZAPRASZAMY DO DYSKUSJI!

1. Czy media publiczne realizują misję, a jeśli tak, to jaki program w TVP jest najlepszym tego przykładem?

2. A może jesteś zdania, że program "Misja Specjalna" to jedyny przejaw specyficznie pojmowanej misyjności TVP?

3. Czy prywatność mediów wyklucza ich misyjność?

4. Czy uczciwe jest czerpanie zysku z reklam przy jednoczesnym pobieraniu abonamentu?

5. Czy możliwe jest odpartyjnienie mediów publicznych, a jeśli tak - czy masz na to jakiś pomysł?

6. Zakładając, że częściowa prywatyzacja mediów publicznych jest nieuchronna, w jakim kierunku pójdą zmiany sprywatyzowanych programów?

7. Gdyby na giełdę weszły akcje TVP, to czy byś je kupił?

8. Jak powinien wyglądać skład KRRiT? Bezpartyjni fachowcy czy politycy? A może Krajowa Rada w ogóle powinna przestać istnieć?

9. Czy to, co planuje zrobić Platforma Obywatelska z mediami publicznymi, będzie dla nich wyrokiem śmierci, czy nowym życiem? 

10. Platforma Obywatelska chce docelowo znieść abonament RTV dla wszystkich. Jesteś za? A może nie ma to dla Ciebie znaczenia, bo i tak nigdy nie płaciłeś? 


W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+