szukaj
Chce się wyć
Psi smalec wcale nie jest lekarstwem. Ale może być trucizną. Tymczasem w Polsce wciąż jest wytapiany.

Niedawno jedna ze stacji telewizyjnych pokazała podhalańską wieś, w której wytapia się psi smalec. Lokalna społeczność traktuje proceder jako czynność oczywistą, psi smalec jest sprzedawany na targach i bazarach, traktowany przez jednych jako pewne źródło zarobku, a przez drugich jako panaceum na wszystkie choroby, od krosty po gruźlicę.
 

W Internecie pod hasłem „psi smalec” można dowiedzieć się, że chętnych na ten specyfik jest wielu, także za oceanem. Jakaś obywatelka USA cierpi na kaszel i pomóc jej może tylko psi smalec. Czy ona wie, że smalec nie wycieka psu z ucha czy z nosa, że najpierw trzeba psa trochę podtuczyć, potem zabić, aby wytopić tłuszcz? Zanim jednak pies padnie ofiarą bezgranicznej ludzkiej głupoty i bezduszności, jest chwila dla skrajnego okrucieństwa. Jak twierdzą producenci smalcu, trzeba psa wcześniej porządnie obić kijami. Wtedy smalec jest lepszy.

Mamy prawo zakazujące znęcania się nad zwierzętami, ale są to martwe paragrafy. Istnieje społeczne przyzwolenie nawet na taki straszny proceder, bo przecież w zbożnym celu: dla zdrowia. Skąd wziął się ten idiotyczny mit, że tłuszcz psa domowego ma cudowne właściwości? Dawniej uważano, że doskonałym lekiem na suchoty i wiele innych chorób jest tłuszcz wytopiony z borsuka i niedźwiedzia. Z pewnością było w tym wiele magii. Tłuszcz pozwalający zwierzęciu przeżyć trudny, zimowy czas musiał najwyraźniej mieć cudowną moc. Poza tym tłuszcz jest bardzo kaloryczny, a na suchoty chorowali zazwyczaj ludzie niedożywieni. Podkarmieni borsuczym sadłem szybciej ponoć wracali do zdrowia.Przypuszczam, że zwyczaj spożywania psiego tłuszczu przywędrował do nas z Azji. Tam jedzenie psiego mięsa było czymś normalnym, psina była przysmakiem, zwłaszcza w zamożnych domach. W Polsce w XIX i na początku XX w. głównymi producentami psiego smalcu byli Cyganie. Wędrowali od wsi do wsi i sprzedawali cudowny lek. Na polskich wsiach znana była moc borsuczego sadła. Od borsuka do psa niedaleko. Poza tym zdobycie psiego tłuszczu jest łatwiejsze.

Skąd wzięło się potworne przeświadczenie, że bicie zwierzęcia przed śmiercią poprawia jakość jego tłuszczu? Czytałam, że tak właśnie postępowali z psami Chińczycy. Miało to spowodować skruszenie psiego mięsa. Widocznie i ten piekielny mit przywędrował do nas. Dziś zarówno w Chinach, jak i w innych azjatyckich krajach obowiązuje zakaz jedzenia psów. Na pewno duży wpływ na to miała presja krajów, w których pies nie jest zwierzęciem spożywczym. Ale nie tylko. Mięso zwierząt mięsożernych, a więc i psa, może zawierać znaczną ilość toksyn i pasożytów, znacznie większą niż mięso roślinożerców. W tłuszczu borsuka, niedźwiedzia, psa, świni, człowieka i innych gatunków gromadzi się szereg endogennych (pochodzących z organizmu) i egzogennych (pochodzących z zewnątrz) substancji. Tłuszcz to magazyn nie tylko energii na zapas. Tu odkłada się bardzo wiele trucizn rozpuszczalnych w tłuszczach. Należy do nich cała gama chemii stosowanej w rolnictwie. Poza tym pies dość często zjada odchody, z ludzkimi włącznie. A w nich jest wszystko to, co dla naszego organizmu zbędne, a nawet szkodliwe. Spożywanie tłuszczu i używanie go jako maści jest ryzykowne, tym bardziej że robią to osoby chore, o osłabionej odporności. Psi tłuszcz z pewnością nie ma żadnej uzdrawiającej mocy.
 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj