Recenzja filmu: "Zwycięzca", reż. Marco Bellocchio
Sekretne życie Mussoliniego
We Włoszech film był żywo przyjmowany m.in. dlatego, że zobaczono w nim odniesienia do rządów Berlusconiego.
materiały prasowe

Młody Mussolini jest bezczelnie pewny siebie. W obecności nielicznych jeszcze wyznawców rzuca wyzwanie Bogu, dając mu zresztą tylko 5 minut na potwierdzenie swego istnienia. Nie wszystkim ten rodzaj błazeństwa przypada do gustu, ale obserwująca spotkanie młoda, ładna kobieta jest wprost zachwycona. To Ida Dalser (Giovanna Mezzogiorno), która wkrótce stanie się kochanką Mussoliniego, a potem żoną i matką ich syna.

Nieznany szerzej rozdział w biografii Il Duce został opisany w dwóch książkach włoskich autorów, z których korzystał Bellocchio. Nie ma jednak pewności, czy jest to wierna rekonstrukcja autentycznych wydarzeń, ponieważ sam wódz zadbał, by wszystkie dokumenty potwierdzające jego pierwszy ślub zniknęły. Bellocchio nie miał zresztą zamiaru robić filmu historycznego. Nawet nie wódz jest tu postacią najważniejszą. Na pierwszym planie cały czas jest porzucona kobieta, która do końca wierzy, że jest w stanie odzyskać podziwianego mężczyznę. „Zwycięzca” jest filmem o obsesji, w jaką zmienia się podziw dla triumfującego Mussoliniego. Czy – uogólniając – dla polityka odnoszącego sukcesy, bez względu na stosowane metody.

We Włoszech film był żywo przyjmowany także dlatego, że zobaczono w nim treści całkiem współczesne, w tym odniesienia do rządów Berlusconiego.

Zwycięzca, reż. Marco Bellocchio, prod. Włochy, Francja, 128 min

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj