Wyspa

Temat modny, pobudzający mocno wyobraźnię. Jeśli dodamy do tego wielkie pieniądze oraz gwiazdorską obsadę: ex Obi-Wan Kenobiego, czyli Ewana McGregora w roli sztucznie wyhodowanego człowieka, oraz seksowną Scarlett Johansson jako dawczynię organów – doprawdy, można by się spodziewać nie byle jakiej rozrywki. Do pełni szczęścia zabrakło tylko scenariusza.

Pokazywanym w „Wyspie” wydarzeniom brak logiki, a działania bohaterów pozbawione są sensu (np. klony nie znają świata rzeczywistego, ale kiedy trzeba, świetnie sobie radzą z obsługą sportowego samochodu). Nie można więc spokojnie śledzić akcji „Wyspy”, ponieważ co chwilę chciałoby się własnoręcznie udusić scenarzystę, a zaraz potem reżysera poruszającego się w materii science fiction z wdziękiem słonia w składzie porcelany.

Bay zresztą ma chyba świadomość fabularnych luk, dlatego na siłę mnoży atrakcje w postaci pięknie fotografowanych katastrof helikopterów, przebijających ściany wieżowców latających motocykli oraz pastelowych ujęć podkreślających urodę Johansson. Ma to zagłuszyć potrzebę myślenia w czasie projekcji, co zapewne w przypadku bardzo młodych widzów udaje się bez trudu. Starszym polecam „Seksmisję”.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj