Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Film

Kung-fu szał

Polski dystrybutor (Imperial) uważa inaczej, toteż nie wprowadził filmu do kin, tylko bez większej reklamy wydał na DVD. To błąd, bowiem film Stephena Chow (scenariusz, reżyseria, główna rola) bije na głowę 90 proc. naszego kinowego repertuaru.

Przeplatają się tu dwa wątki, w jednym drobny cwaniaczek chce dostać się do słynnego gangu, w drugim przed gangiem bronią się biedacy ze slumsów. Obie historie opowiedziano w prawdziwie wizjonerskim stylu. Dostajemy w równych proporcjach kino kostiumowe (Hongkong, 1940 r.), kapitalnie wystylizowany film gangsterski, kino kung-fu i absurdalną komedię. O ile jednak hongkońskie komedie mają to do siebie, że widza zachodniego wprowadzają raczej w konsternację niż rozbawienie, w tym przypadku jest inaczej.

Poczucie humoru opiera się tu między innymi na grze z uniwersalnymi przyzwyczajeniami widzów, np. dotyczącymi tego, jak prezentuje się bohaterów i czarne charaktery. Trzeba przy tym dodać, że wyobraźnia Stephena Chow wydaje się nie mieć granic – scena po scenie oglądamy pomysły zachwycające świeżością.

Ujmując to jednym zdaniem: Obejrzyj „Kung-fu szał”, zanim Tarantino skradnie z niego wszystkie pomysły i sprzeda jako własne.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Tragedia na torach. Takiego wypadku nie było w Polsce od lat, robi się groźnie. Kto zawinił?

Takiego wypadku nie było w Polsce od lat. Niedawno na przejeździe kolejowo-drogowym w Ziębicach zginęło młode małżeństwo. Nie zadziałały nie tylko rogatki, ale doszło też do awarii sygnalizacji świetlnej. Iwona i Krystian osierocili dwuletnią córeczkę. Czy przejazdy kolejowe w Polsce to przejazdy śmierci?

Katarzyna Kaczorowska
10.02.2026
Reklama