Szklane usta
Spójna wizualnie całość i uczta duchowa wysokiej próby.

Lech Majewski – polski reżyser, pisarz i malarz mieszkający w Wenecji, nieraz już udowodnił, że jest twórcą odpornym na wszelkiego rodzaju mody i trendy. Jego sztuka – tak odmienna od wszystkiego, czym się zajmują nasi współcześni filmowcy – wyrasta z korzeni okultystycznych, zahacza o wschodni mistycyzm, żywi się tradycją różokrzyżowców, religijną herezją i symbolizmem. Jego minimalistyczne prace budzą zachwyt na Zachodzie, gdzie lepiej niż w katolickiej ojczyźnie rozumie się fascynację Majewskiego średniowiecznym malarstwem Bosha, mistrzami nauk tajemnych w stylu Teofila Ociepki czy ukrytymi znaczeniami figuratywnych obrazów Francisa Bacona.

Film o dojrzewaniu i kryzysie wiary „Szklane usta” to jeden z najbardziej ambitnych projektów Polaka, będący naturalnym rozwinięciem eksperymentalnej instalacji wideo „Krew poety”, wyświetlanej na 8 ścianach i 24 monitorach m.in. w nowojorskim Museum of Modern Art (Majewski producent, reżyser, scenarzysta, operator, dźwiękowiec i współautor muzyki został tam uhonorowany w ubiegłym roku retrospektywną wystawą).

Rzecz składa się z kilkudziesięciu symbolicznych obrazów rozegranych bez słowa dialogu. Niektóre nawiązują wprost do europejskich osiągnięć klasyków malarstwa. Inne w bardziej wyrafinowany sposób ukazują lęki, obsesje i kluczowe momenty życia młodego artysty mocującego się ze swoją seksualnością. Są wśród nich niepokojące wizje narodzin, ukrzyżowania, pierwszej komunii, autoerotyzmu, grzechu, śmierci. Razem tworzą spójną, imponującą wizualnie całość, ucztę duchową wysokiej próby.



 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj