"Next"
Kosztowna inscenizacja wybuchów i innych atrakcji.

Philip K. Dick nie ma szczęścia do filmowców. Ekranizacje jego prozy (może z wyjątkiem „Łowcy Androidów”) nie należą do specjalnie udanych z tego choćby powodu, że konsekwentnie unikają konfrontacji z halucynacyjnymi, zaprzeczającymi standardowym wyobrażeniom o rzeczywistości wizjami zawartymi w literackich pierwowzorach. Nie inaczej sprawa się ma z wczesnym, bo napisanym przez Dicka w 1954 r., opowiadaniem „The Golden Man” (Złotoskóry), sfilmowanym teraz przez Nowozelandczyka Lee Tamahori („Nieugięci”, „Śmierć nadejdzie jutro”).

Scenarzyści zgotowali temu tekstowi prawdziwą masakrę. Z oryginału w filmie „Next” nie zostało nic oprócz mglistego zarysu fabularnego. Zamiast apokaliptycznego obrazu świata przyszłości opanowanego przez mutanty, które zagrażają ludzkiej rasie, powstała kolejna hollywoodzka strzelanka z gwiazdorską obsadą. Nicolas Cage gra smutnego jasnowidza, przewidującego swoją przyszłość z dwuminutowym wyprzedzeniem. Chroni się w kasynach Las Vegas przed policją próbującą zmusić go do wykorzystania nadprzyrodzonych zdolności w celu zapobieżenia atakowi terrorystycznemu na Los Angeles. Dlaczego wzdraga się przed przyjęciem zaszczytnej roli superbohatera ratującego Amerykę przed nuklearną zagładą, nie wiadomo. Sugestia, jakoby zależało mu bardziej na beztroskim życiu u boku skromnej nauczycielki dzieci w indiańskim rezerwacie, granej przez ponętną Jessicę Biel, jest emocjonalnie zrozumiała, ale kompletnie nielogiczna.

Twórcom sensacyjnego thrillera „Next” niespecjalnie zresztą na prawdopodobieństwie psychologicznym zależy, wolą zajmować się kosztowną inscenizacją scen pościgów, wybuchów, ucieczek i innych atrakcji, typowych dla amerykańskiego kina akcji. Jak na wakacyjną rozrywkę może to i wystarczy, ale bardziej wymagających widzów raczej przestrzegam przed marnowaniem czasu.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj