Młodzi ponurzy
Niektóre etiudy, choć krótkie, są za długie.

Czy w 30 minut można opowiedzieć ciekawą historię? Można, pod warunkiem wszakże, że ma się coś do powiedzenia. Taką szansę dostali najmłodsi polscy filmowcy zaproszeni do programu „30 minut” sponsorowanego m.in. przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich, Polski Instytut Sztuki Filmowej oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Rezultatem jest płyta DVD „Polskie debiuty filmowe 2006”, na której znalazły się prace dziewięciu początkujących twórców.

9 razy (mniej więcej) 30 minut, to jest razem prawie 4 i pół godziny projekcji, czyli więcej niż dwa filmy pełnometrażowe. Wystarczająco dużo, żeby przekonać się, co najmłodszym w duszach gra i jak widzą świat, o którym chcieliby w przyszłości opowiadać w całkiem już profesjonalnych filmach. Debiuty mają niemało zalet, ale też rzucające się w oczy wady. Plusy to przede wszystkim temat współczesny (co było zresztą warunkiem przystąpienia do programu). Pojawia się w tych obrazkach typ bohatera rozpoznanego wcześniej przez młodą literaturę – yuppie na skraju załamania nerwowego, który nie chce robić kariery za wszelką cenę („Droga wewnętrzna”, reż. Dorota Lamparska). Są też tematy społeczne, jak przykładowo w „Trójce do wzięcia” Bartka Konopki (to jedna z najlepszych pozycji w tym zestawie), gdzie dzieci, opuszczone przez śmiertelnie chorą matkę, próbują same znaleźć dla siebie miejsce w życiu.

Podobać się może prosta historyjka przedstawiona w filmie „W krainie jaskrawych zabawek” Mateusza Dymka: dziewczynka z prowincji przyjeżdża na casting do stolicy, przegrywa, ale wraca do siebie wcale nie przegrana. Wady są natomiast te same co w całkiem dorosłym filmie.

Niektóre etiudy, choć krótkie, są za długie. Zdarza się, że aktorzy mówią o tym, co właśnie robią, jak w serialu. No i kompletny brak poczucia humoru. Widać mistrzowie wpoili tym młodym przekonanie, że film to jest sztuka ponura.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj