Recenzja książki: Marcin Wroński, "Pogrom w przyszły wtorek"

Dziki, powojenny Lublin
To jest już piąta powieść o przygodach eksboksera komisarza Maciejewskiego, lecz pierwsza, której akcja w całości rozgrywa się po drugiej wojnie światowej.
materiały prasowe

Przed lekturą „Pogromu w przyszły wtorek” miałem wątpliwości, czy Marcin Wroński, który dowiódł w poprzednich częściach serii, że jest zmyślnym i ciekawym portrecistą okresu międzywojennego, równie dobrze poradzi sobie z innymi realiami. Jak się okazało, pisarz nie miał z tym najmniejszego problemu. Co więcej, jak dla mnie opis Lublina we wrześniu 1945 r. to najmocniejsza strona tego kryminału. Dla przypomnienia, w poprzedniej części cyklu, „Skrzydlatej trumnie”, okazało się, że Maciejewski trafił do ubeckiej tiurmy, oskarżony o kolaborację z hitlerowcami.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną