Fragment książki: „Wielka odmowa. Agent, filozof, antykomunista”
Zbliżyło ich zamiłowanie do historii. Zapisali się do Koła Naukowego Historyków Studentów, stworzyli w nim sekcję historii najnowszej.
materiały prasowe

1 Kopernik

Był zwykłym dzieckiem PRL-u: ojciec ślusarz, matka pomoc domowa. W podstawówce dużo czytał, zwłaszcza książek historycznych, ale zazwyczaj w bibliotece – w domu czworo rodzeństwa, nie było warunków. Wiele lat później na lekcji angielskiego, gdy gadał, usłyszał od lektorki: „Krupski, gdzieś ty się wychował?!”.

„W piwnicznej izbie” – odpowiedział zgodnie z prawdą. W dzieciństwie mieszkał w suterenie na rogu Narutowicza i Konopnickiej w Lublinie.

Gdy miał czternaście lat, rodzina przeniosła się do bloku przy Gospodarczej, dostał własny pokój. Gromadził w nim książki, na ścianie powiesił drewniany krzyż (ten sam wisiał potem w jego domu w Grodzisku), ustawił sobie biurko, a na nim wielkie radio lampowe. W tym pokoju na lubelskich Tatarach mieszkał do końca pobytu w Lublinie.

Po podstawówce poszedł do technikum mechanicznego. Rodzice mówili mu to samo, co inni polscy rodzice innym polskim dzieciom urodzonym po wojnie: „Musisz zdobyć zawód, musisz zacząć zarabiać, sam się utrzymywać, technikum to jest przyszłość”. Nie było czasu ani pieniędzy na szukanie właściwej drogi. Sama musiała się znaleźć.

W jego środowisku nie było komunistów, to znaczy byli, tylko nikt ich nie zauważał. Jak śnieg w zimie i słońce latem – był komunizm, bo musiał być, ale porządni ludzie do partii się nie zapisywali, „partyjniacy” to byli „oni”. Nawet nauczyciele na ile mogli, chronili dzieci przed propagandą. Wspomina:

"Byłem chyba uczniem piątej, szóstej klasy, a więc był to początek lat sześćdziesiątych i obchody jakiejś rocznicy związanej z Mikołajem Kopernikiem. Na lekcji polskiego nauczycielka zadała pytanie związane z tymi obchodami i ja zgłosiłem się do odpowiedzi. Powiedziałem, że Mikołaj Kopernik nie był dobrze traktowany przez Kościół, o czym przeczytałem gdzieś w gazecie, a bardzo dużo czytałem prasy, wtedy ta nauczycielka o nazwisku Mielnik naskoczyła na mnie: „Nie pozwolę, żebyś tutaj w szkole uprawiał propagandę komunistyczną”. […] Czyli, jeśli nauczyciel chciał, to mógł również wyrazić swoje poglądy polityczne. Ja to zapamiętałem na całe życie."

Chciał zostać żołnierzem, oficerem Wojska Polskiego. Bo wojsko było inne – patriotyzm, ideały. Wielu tak myślało, w końcu każdy chłopak szedł do wojska, tam byli normalni ludzie, nie sami komuniści jak w partii. Ale potem przyszła inwazja na Czechosłowację w 1968 roku i iluzje prysły.

"Legło w gruzach moje przekonanie, że to wojsko jest niezależne od Związku Radzieckiego. Inwazja Czechosłowacji pokazywała […] faktyczną rolę Ludowego Wojska Polskiego. Bardzo ciężko było mi się rozstać z myślą, że nie będę oficerem WP, i wtedy zacząłem myśleć o KUL-u."

Maciej Sobieraj:
– Przyszedłem na KUL w 1969 roku, Janusz rok później, bo kończył technikum, jesteśmy z tego samego rocznika. Ten ich rok to był Janusz, Bogdan Borusewicz, Piotr Jegliński. W tym czasie na KUL zjeżdżali się różni outsiderzy: wyrzuceni z innych wydziałów, ludzie po technikach, mnóstwo młodzieży pochodzenia chłopskiego i robotniczego, jak Janusz. Byli też studenci z tak zwanych dobrych domów. Mieliśmy na roku Małgosię Plater-Zyberkównę, Marcin Zamoyski zaczynał ze mną studia, to ciekawe towarzystwo było.

Niektórzy do kielicha, niektórzy nie – Bogdan, Piotrek, Janusz akurat nie. Janusz w ogóle abstynentem był, potem trochę sobie zaczął pozwalać, ale zawsze w normie, w przeciwieństwie do wielu z nas. Była grupa hipisów – nie należeliśmy do tego środowiska, ale oni dodawali uczelni kolorytu.

Bogdan Borusewicz:
– Kiedyś milicja zrobiła w Lublinie obławę na długowłosych. Złapali kolegę z KUL-u, Wojtekunasa, poetę. Nosił brodę i bardzo długie włosy, ale nie był hipisem. Złapał go patrol, wywieźli na jakąś komendę, obejrzał go lekarz i orzekł: „Wszawica”. No i fryzjer natychmiast go ogolił… Jak go zobaczyłem na drugi dzień, to mało się nie przekręciłem ze śmiechu. Prawie się na mnie rzucił, a ja ryczałem, bo nie mogłem się powstrzymać. Mówił, że partii się poskarży, do prokuratora pójdzie. I rzeczywiście poszedł, tylko że prokurator naturalnie nic nie zrobił. I Wojtekunas na znak protestu kupił sobie czerwony fez turecki z czarnym kutasikiem, założył złote okulary i powiedział, że teraz tak będzie chodził. Wszystkie dziewczyny się za nim oglądały. Kiedyś jechaliśmy autobusem z KUL-u przez miasteczko akademickie UMCS-u, wsiadły jakieś dziewczyny, ja akurat kasowałem bilety i słyszę, jak jedna do drugiej mówi: „Popatrz na tego”, a ta druga: „On z KUL-u, na KUL-u oni tacy są”.


Ich rok liczył dwadzieścia kilka osób, wszyscy się znali, Borusewicz był słynny, bo dostał wyrok za rozklejanie ulotek w 1968 roku, Jegliński miał arystokratyczne korzenie, a z domu wyniósł patriotyczną tradycję, jego mama Ewa Orzechowska-Jeglińska była łączniczką Armii Krajowej, wuj – pułkownik Adam Korwin-Sokołowski – szwoleżerem 1. Pułku i adiutantem Piłsudskiego.

Bogdan Borusewicz:
– Piotrek bardzo to swoje arystokratyczne pochodzenie przeżywał, kiedyś na zajęcia przyniósł drzewo genealogiczne, w którym wywodził swój ród od książąt Anjou, czyli królewskich Andegawenów. Profesor Sułowski 4 aż się zająknął – on się autentycznie zacinał, jak mówił – i potraktował to jako ciekawostkę.
Ale Piotruś był święcie przekonany o swoim królewskim pochodzeniu, a myśmy się z niego trochę podśmiewali. Regularnie chowaliśmy Piotrusiowi teczkę, miał taką żółtą, z rodowym herbem. Kiedyś Janusz powiesił mu ją na sznurze nad dziedzińcem i tak sobie dyndała. Piotruś biegał, szukał, potem spojrzał w górę, jak zobaczył, gdzie wisi ta teczka, to ruszył galopem. Było wesoło. W ich gronie był również Janusz Bazydło, studia kończył nieco wcześniej, potem pracował na KUL-u w redakcji Encyklopedii katolickiej. Za nim też ciągnęła się legenda człowieka, który siedział za Marzec ’68.

Zbliżyło ich zamiłowanie do historii. Zapisali się do Koła Naukowego Historyków Studentów, stworzyli w nim sekcję historii najnowszej. Szefem koła został Sobieraj, po nim kierownictwo przejął Janusz Krupski. To on był ich nieformalnym przywódcą. Silną pozycję w środowisku zdobył też Borusewicz. Na kilka lat Koło Naukowe Historyków Studentów KUL-u miało stać się głównym miejscem ich działalności.

*

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj