szukaj
Spowiedź Eberharda Mocka
To już ostatnia książka, którą proponujemy razem z wydawnictwem W.A.B. w wakacyjnej kolekcji „Lato z kryminałem”. „Koniec świata w Breslau” to książka napisana z oddechem, gdzie konwencja czarnego kryminału jest nieustannie przekraczana. Marek Krajewski wpisał w tę powieść swoją pasję do brydża, przemyca też swoje literackie fascynacje...

To już ostatnia książka, którą proponujemy razem z wydawnictwem W.A.B. w wakacyjnej kolekcji „Lato z kryminałem”.

To moja ulubiona książka z tetralogii Marka Krajewskiego o międzywojennym Wrocławiu (ostatnia jej część – „Festung Breslau” ukaże się niebawem, jeszcze w sierpniu). Tym razem – jest 1927 r. – radca kryminalny Eberhard Mock musi zmierzyć się z sadystycznym mordercą, który przy swoich ofiarach – wydaje się, że wybranych przypadkowo – zostawia kartki z kalendarza. A w Breslau tłumy walą na wykłady hrabiego von Orloffa, który wieszczy, że koniec świata jest bliski.

Jakby tego było mało, radca kryminalny ma mnóstwo problemów osobistych zapijanych litrami alkoholu. „Mockowi pękała czaszka. Nadmiar tytoniu, czarnej kawy, niepotrzebna flaszka wódki wczoraj, niepotrzebne dwa piwa dzisiaj, napięte nerwy, stos akt, ruina małżeństwa, pochyła kaligrafia raportów i akt (...), obumieranie uczuć, rozdmuchany kurz, poczucie beznadziejności...”. W dużym stopniu Mock, policjant w stanie ruiny, sam sobie jest winien, ba, bywają chwile, że niczym nie różni się od oprawców, których zawzięcie ściga. Radca jest kłębkiem sprzeczności: plebejuszem, który czyta Plauta w oryginale, idealistą, a zarazem prostakiem, co tak irytuje jego małżonkę, ponętną Sophie.

„Koniec świata w Breslau” to powieść, w której główny bohater musi zmierzyć się nie tyle ze światem zbrodni, ile z samym sobą. Jest w tej książce taka scena, gdy Mock podczas oględzin kolejnych zwłok słucha suchego raportu medyka policyjnego, a jednocześnie w głowie sporządza charakterystykę własnej żony, która spakowała bagaże i uciekła do Berlina. Martwe ciało sąsiaduje tu z rzeczywiście obumierającymi uczuciami. I co chwila Mock musi odbywać wewnętrzną spowiedź, by ujść cało z wiszącej nad nim apokalipsy.

„Koniec świata w Breslau” to książka napisana z oddechem, gdzie konwencja czarnego kryminału jest nieustannie przekraczana. Marek Krajewski wpisał w tę powieść swoją pasję do brydża, przemyca też – zgoła nieoczekiwanie – swoje literackie fascynacje. Pisze na przykład, że Mock potrafi tak prowadzić sprawę, „aż gardła przesłuchiwanych – jako to powiedział Poeta – »napełnią się lepką ugodą«”. Poeta ów to Zbigniew Herbert, a cytat – to fragment z jego sławnego wiersza „Przesłuchanie anioła”, więc wydawałoby się, że do Breslau spomiędzy wojen ma się to nijak. Tyle że w powieści tej autor wielokrotnie miesza miejsca i czas zdarzeń, jakby chciał nie tylko opowiedzieć zajmującą historię, ale sprawdzić też, jakie są granice literackiego gatunku.

A co z Eberhardem Mockiem? Jest on dzieckiem swoich czasów. A zarazem policjantem, który stara się ochronić stary świat przed zagładą. Przynajmniej jego koniec odsunąć w czasie.

Marek Krajewski, Koniec świata w Breslau, Wyd. W.A.B., Warszawa 2006
 
 
Przeczytaj fragment książki 
 
 
 
 
 
Zachęcamy do wspólnego pisania powieści internetowej Bloody Blog


Poleć stronę

Zamknij