Poza fasadą mowy
Quignard jest orędownikiem prawa do intymności i szacunku dla tajemnicy, a jego książka przywraca wiarę w Sekret.

Są rzeczy, o których mówić nie sposób. A o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć. Jednak milczenie to nie cisza, raczej błądzenie nienazywalnych myśli i emocji z dala od gwarnej rzeczywistości. Kto pozwala im zaistnieć, obdarza sam siebie życiem sekretnym. Sekretny może być moment skupienia przed wydobyciem dźwięków z instrumentu, albo chwila materializacji myśli w literaturę. Sekretna jest miłosna fascynacja i zafascynowanie lekturą; także dialogi ze zmarłymi – one zawsze spowite są w tajemnicę. Życie sekretne to ciągłe poszukiwania porządku Czasu Minionego, porządku nie-z-tego-świata, gdzie istnieje świadomość bycia przed narodzinami i bycia po śmierci. To również nieustające próby poznania Innego. Owo życie naznaczone jest brakiem, bo celu nie uda się osiągnąć, ale dzięki takim poszukiwaniom można odnaleźć punkty zaczepienia w otaczającym chaosie pozorów.

„Życie sekretne” podsumować można jako zbiór myśli o miłości, muzyce, literaturze, śmierci, narodzinach – okrutnie banalnie brzmi ta wyliczanka. Na szczęście sama książka banalna nie jest. Zmusza do postawienia pytania, czy to emocje stały się trywialne, czy jedynie oznaczające je słowa wyświechtały się przez wieki użytkowania? Quignard twierdzi zdecydowanie, że to drugie – dzisiejsza mowa to jedynie „dotykanie pozorów” i powielanie fałszywego obrazu świata.  Mową nie można wyrazić najważniejszych ludzkich emocji, bo kultura pogrzebała archaiczne znaczenia słów, zacierając ich związek z rzeczywistością. Więc o doświadczaniu – właśnie – narodzin, miłości, sztuki, śmierci, można jedynie milczeć. Quignard podejmuje próbę wskrzeszenia słów metodą  filologicznej archeologii, wydobywając na światło papieru pojedyncze wyrazy, aby w ich etymologii szukać esencji znaczeń.

Czy to nie paradoks, że „Życie sekretne” mówi o rzeczach, o których powinno się milczeć? Tylko pozornie. Dla Quignarda pisanie literatury jest czymś zupełnie odmiennym od zwykłego mówienia. Pisanie to właśnie przenikanie poza mowną fasadę pozorów, to „otulone w milczenie” spotkanie z myślą Innego, wymiana podskórnych drgań z czytelnikiem. To ten sam rodzaj bezgłośnej mowy, która łączy parę kochanków, ten sam rodzaj przyjemności płynącej z  uczestnictwa w sekretnym pakcie milczenia.

„Życia sekretnego” nie da się czytać w tramwaju czy w kolejce na poczcie. Ta książka wymaga skupienia, chce, żeby o niej pomilczeć. Nie jest to łatwe zadanie. Quignard sam przyznaje: „Mówię o rzeczach, o których trudno mówić, więc ciągle mówię dziwacznie.” Dziwacznie, bo z pogardą dla jakichkolwiek reguł gatunkowych – „Życie sekretne” to filozoficzny patchwork utkany z poetyckich opisów, strzępków narracji o mocnym zabarwieniu autobiograficznym, poprzetykany fonetycznymi ornamentami. To pisanie gęste od erudycji, a jednocześnie metaforycznie niedopowiedziane – tyle samo znaczą tam słowa, co biała przestrzeń pomiędzy nimi. Mimo to, na swój sposób jest to pisanie optymistyczne, zwłaszcza dla czytelników zmęczonych natręctwem kultury obnażania. Przede wszystkim dlatego, że Quignard jest orędownikiem prawa do intymności i szacunku dla tajemnicy, a jego książka przywraca wiarę w Sekret.

Pascal Quignard, Życie sekretne, tłum. Krzysztof Rutkowski, Vesper, 2006,  s. 360.
 
 
Kup książkę w merlin.pl 
 
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj