Podpalaczka
Dramat odczuwanej degradacji związanej z rolą kobiety domowej.

Anna Janko to był jeden z najbardziej obiecujących debiutów poetyckich końca lat siedemdziesiątych. Po zbiorze „List do królika doświadczalnego” (1977) szybko pojawiły się dwa następne. Anna Janko nie przemawiała tonem subtelnego liryzmu (o co zwykle podejrzewa się młode poetki), to był głos mocny, odważny, nawet bezwzględny. Od początku mówiła, że życie to nie idylla. Potem tomy ukazywały się rzadziej i było o nich cicho.

Teraz otrzymujemy autobiograficzną powieść „Dziewczynka z zapałkami”, która okazuje się historią walki o przetrwanie, o siebie, o własną twórczość. To drapieżna opowieść, napisana aforystycznie. Cóż tragicznego w losie dziewczyny, która trochę zbyt wcześnie, ale z przekonaniem o miłości, poślubia przystojnego kolegę ze szkoły? Oboje byli inteligentni i mieli bogate plany. Po kilku latach są zmęczeni, mają dzieci i mnóstwo kłopotów. Małżeństwo okazuje się pułapką, emocjonalnym więzieniem. Ona chciałaby podpalić dom, ale wie, że nie wolno, więc tylko pali papierosy i obserwuje płonące zapałki. Całymi dniami marzy o śmierci. Ten stan nie ma prostych przyczyn.

Są wyraziste okoliczności dramatu. Niektóre z nich – bardzo polskie, jak konieczność mieszkania z teściami. Lub historyczne: należy do nich przemiana kobiety w latach osiemdziesiątych w postać heroiczną, zmagającą się z widmem nadciągającego głodu. Gdy ten etap się skończy, dopadnie ją koszmar transformacji i rodzącego się kapitalizmu. Mąż, przemieniony w domorosłego biznesmena, prawie przestanie bywać w domu. Zdarzenia są typowe, nieomal modelowe dla wielu polskich rodzin.

Książka Anny Janko to precyzyjne studium kobiecej wrażliwości, która codziennie potyka się o męski brak empatii i patriarchalne przekonania. Dramat odczuwanej degradacji, związanej z rolą kobiety domowej. Ale przede wszystkim jest to rzecz uderzająca poziomem literackim, daleka od językowych schematów, odważna. Janko sama podsuwa analogię do Sylvii Plath, na okładce podkreśla to Krystyna Kofta. Są i różnice: Sylvia popełniła samobójstwo, gdy mąż odszedł do innej. Osierociła małe dzieci. A polska Hania nie otruła się, ale zawzięła. Moim zdaniem – w analizie małżeńskiego piekła nasza Hania jest lepsza od Sylvii, która zginęła mając 31 lat, pozostawiając powieść o dojrzewaniu („Szklany klosz”) i typowy dziennik.

„Dziewczynę z zapałkami” napisała kobieta dojrzała i w pełni ukształtowana artystka.


Anna Janko, Dziewczyna z zapałkami, Wydawnictwo Nowy Świat, Warszawa 2007, s. 264
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj