W ramach tradycji
W duchu radosnej profanacji.

Kiedy stoimy przed klasycznym dziełem sztuki, widzimy w nim dokładnie tyle, ile wiemy. Czytając debiutancki tom prozy Bianki Rolando (artystki, pisarki, istnej polsko-włoskiej kobiety renesansu), nie możemy się wyzbyć wrażenia, że główny pomysł polega na odwróceniu tej nieubłaganej zasady. Większość krótkich opowiadań składających się na „Rozmówki włoskie" jest próbą spojrzenia na rzeczywistość przez pryzmat wrażliwości nabytej dzięki obcowaniu z wielkim malarstwem. Co bardzo interesujące - nie jest to wrażliwość wyłącznie wizualna.

Książkę Rolando ilustrują czarno - białe zdjęcia malowideł, będących inspiracją dla poszczególnych tekstów, ale również fotografie zwyczajnych, często dość obskurnych, miejsc we Włoszech, na które „przeniosła" ona swoje artystyczne fascynacje. Otwierające zbiór opowiadanie „Odkurzacz" (impulsem był w tym przypadku znany obraz Mantegni „Martwy Chrystus"), stanowi doskonałą próbkę poetyki, którą będzie się posługiwała w swoich kolejnych impresjach pisarka. Od początku zostajemy więc wciągnięci przez żywiołowy - choć dobrze uregulowany - strumień świadomości (ta technika narracyjna, z wielu względów, znakomicie pasuje do Włoch). Mieszają się w nim przeróżne głosy, języki i - co chyba najistotniejsze - punkty widzenia. Trzeba też zaznaczyć, że mimo tajemniczych zwłok, wyłowionych w pierwszym opowiadaniu z rzeki - jest to proza niemal zupełnie afabularna. Jej wielką zaletą jest inwencyjność językowa, a także, nie dająca się ujarzmić, wieloznaczność.

Powodem, dla którego kolejne opowiadania przykuwają naszą uwagę, jest przede wszystkim świetny słuch pisarski autorki. Ta cecha pozwala jej z talentem odnajdywać odpowiedniki przedstawionych na obrazach, niemal mitycznych, scen, we współczesnej włoskiej codzienności. Czasami - jak w opowiadaniu „Czarny Książę", powstałym pod wpływem „Bachusa" Caravaggia - Rolando skupia się na pełnej erotycznego napięcia relacji malarz - model. Częściej interesuje ją coś na kształt archetypowego, biblijnego fatum, ciążącego nad jej bohaterami. Odczuwalne jest to zwłaszcza w opowiadaniu „Nadzy", choć zestawienie sceny przedstawionej na obrazie „Wygnanie z raju" Masaccia z potocznym stwierdzeniem „Znów nie mam się w co ubrać" - sprawia, że nieodczuwalny jest tu jakikolwiek patos. W kończących książkę „Ćwiczeniach z gramatyki" taki rodzaj degradacji staje się jeszcze bardziej widoczny, gdy aluzja do sceny ukrzyżowania Chrystusa kryje się w autorefleksji: „Jestem podzielona. Ciągle tłumaczę sobie znaczenia słów w dwóch językach. Krzyżują się one ze sobą, czasami".

Bianka Rolando nie wymaga od czytelników, ani też nie wmawia im jakiejś niesłychanej erudycji (pośród obrazów znajdziemy nawet „Damę z gronostajem"). Zamiast tego w umiejętny sposób wplata motywy z arcydzieł włoskich malarzy we współczesne sytuacje życiowe, dość bezpretensjonalnie wskazując na różne rozkosze i pożytki wynikające z korespondencji sztuk. Z drugiej strony, gdzieś w dalszym planie, pobrzmiewają tu pewnie echa Baudelaire'a i - w wyjątkowo udanym „Spotkaniu na szczycie" - T. S. Eliota. Widać jednak, że jednym z głównych celów autorki było uwolnienie nas od „krępującego szacunku" wobec dzieł sztuki. Dlatego też książkę jej wypełnia duch radosnej, konstruktywnej profanacji.

Krystian Wojcieszuk, FA-art
  

Bianka Rolando, Rozmówki włoskie, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2007
  

     
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj