szukaj
Odruch zdrowego rozumu
Przejmująca analiza zbiorowej paranoi.

Nie jest sprawą przypadku, że obie wydane w Polsce powieści László Krasznahorkaiego (1954) dotyczą podobnych kwestii: zbiorowego szaleństwa i histerii tłumu; w „Szatańskim tangu” węgierski pisarz przejął się tematem zagłady pewnego środkowoeuropejskiego miasteczka, którą zatrzymać mógł jedynie cud. Opowieść Krasznahorkaiego została obwołana niezwykle aktualną powieścią polityczną, a zarazem parabolą o mechanizmach władzy. W świeżo wydanej „Melancholii sprzeciwu” pisarz posunął się dalej w analizie zbiorowej paranoi, którą pojmuje zresztą w kategoriach bezwzględnego, ślepego zaufania jednostce moralnie podejrzanej, ale charyzmatycznej i fanatycznie przywódczej. W „Melancholii” pada przeto nie tylko pytanie, jak to się dzieje, że w jednej chwili zdolni jesteśmy uwierzyć w to, co nierozsądne i niemożliwe. Krasznahorkai zastanawia się także nad tym, dlaczego potrafimy zracjonalizować albo przemilczeć przemoc. W historii, która służy odpowiedzi na oba te pytania, wszystko zmierza ku nieuchronnej katastrofie.

Największe wrażenie robi jednak nie histeria, z jaką mieszkańcy przyjmują znaki końca i poddają się nowemu, bezwzględnemu porządkowi, do złudzenia przypominającemu znany nam dobrze komunizm. Czytelne odniesienia prozy Krasznahorkaiego do powojennej europejskiej dyktatury nie robią na polskim czytelniku wrażenia. Wywiera je za to bezsilny, wręcz niemy sprzeciw garstki intelektualistów, działających nie po myśli władzy i lekko anarchizujących. Dystans wobec polityki i niedowiarstwo Krasznahorkai uważa za najzdrowszy odruch każdego jasnego rozumu.
 

László Krasznahorkai, Melancholia sprzeciwu, przeł. Elżbieta Sobolewska, Wyd. W.A.B., s. 407 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj