Melodyjny rock z Wysp
Album ujmuje świeżością i klasą.

Często narzekam na dzisiejszy brytyjski rynek muzyczny pełny krótkotrwałych mód, modek i prowadzących donikąd eksperymentów. Gdzie te czasy, kiedy muzycy z Wysp tak genialnie adaptowali amerykańskiego rocka czy bluesa i tworzyli nowe, porywające brzmienia?

Minęła już epoka, kiedy Anglicy dawali światu takich gigantów jak Beatlesi, Stonesi, Police, Queen czy U2. Ale jednak uchowała się grupa brytyjskich muzyków, którzy, wbrew wszystkiemu, pamiętają, że piosenka powinna korzystać ze sprawdzonych przez lata rozwiązań i do tego jeszcze mieć melodię.

Do grupy tej z pewnością należą Walijczycy z Manic Street Preachers. Ich płyty są na rynku już od piętnastu lat, więc można ich uznać za weteranów, ale nowy, wydany po blisko trzyletniej przerwie, album ujmuje świeżością i klasą. Są melodie, jest swoista pompatyczność, przywodząca na myśl pewne pomysły Queen, jest wreszcie doskonała gitara wokalisty Jamesa Deana Bradfielda.

Dobrze, że Manic Street Preachers nie wcielili w życie głoszonej niegdyś przez siebie teorii, zgodnie z którą każdy zespół powinien się rozwiązać po wydaniu swej pierwszej płyty!
 

Manic Street Preachers, Send Away the Tigers, Sony/BMG 2007 

  
  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj