Recenzja spektaklu: "Trzy siostry", reż. Paweł Łysak
Rozmowa z trzema siostrami
Jest inteligentną grą z teatralną konwencją wystawiania Czechowa

"Trzy siostry” Antoniego Czechowa w reż. Pawła Łysaka to kolejna odsłona rozmowy dyrektora Teatru Polskiego w Bydgoszczy z widzami swojej sceny (po „Sprawie Dantona” i cyklu dyskusji). W „Trzech siostrach” publiczność jest gościem na urodzinach Iriny, okupuje taras przed domem Prozorowów, tzw. polskim klocem, jakich pełno na prowincji, piętrowym i pełnym klaustrofobicznych pokoików. To widzom w pierwszej scenie trzy siostry – Olga (Marta Ścisłowicz), Masza (Marta Nieradkiewicz) i Irina (Magdalena Łaska) – opowiadają o ojcu, generale baterii, który umarł kilka lat wcześniej, o nędznej wegetacji na prowincji i o marzeniu o powrocie do Moskwy. W następnych scenach wobec widzów bohaterowie prowadzić będą słynne czechowowskie dywagacje na temat miłości, pracy i sensu życia. A wszystko to prowadzi do kulminacyjnej sceny spektaklu, w której Paweł L. Gilewski (Fierapont) częstuje widzów herbatą, a Michał Czachor (baron Tuzenbach) wypytuje ich o osobiste definicje szczęścia. Pierwsza część spektaklu Łysaka, do pożaru, jest inteligentną, często ironiczną grą z teatralną konwencją wystawiania Czechowa (pojawiają się rosyjskie pieśni, na ścianie wisi strzelba). W drugiej, która ma atmosferę snu, dom Prozorowów wiruje wokół własnej osi, a współcześnie ubrani, wyzwoleni z ciasnych pokojów bohaterowie z ulgą wyzwalają się też ze swoich historii. W finale trzy siostry, stojąc jak w pierwszej scenie, przed nosem widowni, piękne i silne snują plany na przyszłość. Interesująca, wciągająca rozmowa i z widownią, i z Czechowem.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj