Recenzja spektaklu: "Wiśniowy sad", reż. Agnieszka Glińska

Choroba wiecznego dzieciństwa
Sam spektakl do szczególnie świeżych nie należy.
'Wiśniowy sad', reż. Agnieszka Glińska.
Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

"Wiśniowy sad", reż. Agnieszka Glińska.

Sztuka „Wiśniowy sad” w nowym przekładzie Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej brzmi świeżo, jednak sam spektakl Agnieszki Glińskiej do szczególnie świeżych nie należy. Do połowy aktorzy grają do widzów albo do wiśniowego sadu, bo ten rośnie najprawdopodobniej na widowni. Grają to zresztą zbyt duże słowo – raczej wykrzykują swoje kwestie, skandują albo mamroczą pod nosem. Od połowy jest lepiej: parada marionetek zaczyna nabierać życia.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną