Papageno z dredami
Bajka, do której treść „Fletu” została tu sprowadzona, jest w gruncie rzeczy pretekstem do wprowadzenia dzieci w świat opery.

Wiele już stworzono w różnych krajach opracowań „Czarodziejskiego fletu” dla dzieci. W Polsce tę najbardziej baśniową z oper Mozarta zaadaptował dziesięć lat temu pod tytułem „W krainie Czarodziejskiego fletu” znany tenor Ryszard Karczykowski, a była ona wystawiana w Teatrze Muzycznym Roma i w Operze na Zamku w Szczecinie. Teraz weszła na scenę kameralną Opery Narodowej (której Karczykowski jest dyrektorem artystycznym od tego sezonu).

Spektakl trwa półtorej godziny bez przerwy – to dostosowanie do dziecięcej percepcji. Z dzieła Mozarta pozostały tylko punkty węzłowe, skróty jednak zrobione są zręcznie (miałabym co najwyżej pretensję o rodzaj cięcia w uwerturze), a bajka, do której treść „Fletu” została tu sprowadzona, jest w gruncie rzeczy pretekstem do wprowadzenia dzieci w świat opery (tekst napisał Karczykowski; został on nieco uwspółcześniony w stosunku do pierwszej wersji). Przewodnikiem po tym świecie jest Papageno z kolorowymi dredami, a cały teatr, jak prezent, wynurza się z wielkiego pudełka czekoladek Mozartkügeln.

Barwny spektakl o wartkim tempie stworzyły Beata Redo-Dobber (reżyseria) i Zofia de Ines (scenografia); śpiewacy w obu obsadach dają z siebie nie mniej niż w spektaklu dla dorosłych, a i dyrygent ma tu – także w sensie dosłownym – coś do powiedzenia.

 

  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj