Co zrobić z dziećmi, gdy mają wolne od szkoły?
Wakacje i frustracje
Wakacje są za długie. A w każdym razie się dłużą. Zwłaszcza rodzicom, którzy na ponad dwa miesiące muszą zapewnić opiekę nad dziećmi. Ale chyba również dzieciom, które kombinują, jak nie dać się wywieźć tam, gdzie nie będzie komputera.
Dzieci stają się coraz mniej samodzielne. Dwie dekady temu pięciolatki zostawały na całe dnie pod opieką 13-latków, bandy ganiały po podwórku. Dziś to nie do pomyślenia.
Boudewijn Berends/Flickr CC by 2.0

Dzieci stają się coraz mniej samodzielne. Dwie dekady temu pięciolatki zostawały na całe dnie pod opieką 13-latków, bandy ganiały po podwórku. Dziś to nie do pomyślenia.

Coraz trudniej zgrać w jednym terminie wolne dziecka, urlopy ojca i matki.
Robert Deutschman/Stone Sub/Getty Images

Coraz trudniej zgrać w jednym terminie wolne dziecka, urlopy ojca i matki.

Na cud zakrawa sytuacja, gdy uda nam się spędzić razem więcej niż tydzień – dwa. A co z resztą?
Westend61Premium/PantherMedia

Na cud zakrawa sytuacja, gdy uda nam się spędzić razem więcej niż tydzień – dwa. A co z resztą?

W liczbach wygląda to tak: rodzic ma w najlepszym wypadku 26 dni urlopu, ale jeśli pracuje krócej niż 10 lat – tylko 20 dni. Do tego dwa dni w roku na opiekę nad dzieckiem. Dziecko ma 62 dni wakacji letnich, dwa tygodnie ferii, około 10 dni bożonarodzeniowej i noworocznej przerwy świątecznej, kilka dni przerwy wielkanocnej, kilka dni w okolicach Wszystkich Świętych plus wszystkie możliwe okolicznościówki: na dzień nauczyciela, matury, pożegnanie klas starszych. W sumie około 3 miesięcy – dni 90. Kto ma się zająć dzieckiem przez te 60–70 dni?

W dodatku pracujemy inaczej niż kiedyś. Trudniej się wyrwać, załatać, przeczekać. Pracujemy więcej niż Holendrzy, Duńczycy czy Norwegowie, bo średnio po 50, nawet 60 godzin tygodniowo. Do upadłego we własnych firmach bo mamy poczucie, że bez nas firma runie, albo w korporacjach, które wyciskają nas jak cytrynę. Na dwa etaty żeby związać koniec z końcem, względnie od zlecenia do zlecenia, bez etatu, za to w nieustannej, męczącej gotowości i stresie.

Obojętnie, gdzie i jak pracujemy, z urlopów korzystamy ostrożnie: bo szef krzywo patrzy, gdy znikamy na dłużej, bo boimy się, że nie będziemy mieli do czego wracać, bo na urlop nas zwyczajnie nie stać. – Świat pracy się zmienił. Nie tylko pracujemy dłużej, ale i krócej wypoczywamy – przekonuje prof. dr hab. Tomasz Szlendak, dyrektor Instytutu Socjologii toruńskiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. – Urlopy rozkawałkowały się: coraz rzadziej możemy wziąć dwa, trzy tygodnie urlopu naraz. Pracujemy też w różnych rytmach, bo inaczej pracuje się w korporacji, inaczej we własnej firmie.

Coraz trudniej w tej rzeczywistości zgrać w jednym terminie wolne dziecka, urlopy ojca i matki. W praktyce na cud zakrawa sytuacja, gdy uda nam się spędzić razem więcej niż tydzień – dwa. A co z resztą?

Europejski wymiar

Problem jest nie tylko polski. Weźmy Hiszpanów. Wakacje trwają tam równe 3 miesiące, więc rodzice też narzekają, mimo że ich szkoły są latem otwarte. Nie dla wszystkich jednak wystarcza miejsc na zorganizowanych zajęciach. W Hiszpanii, podobnie jak w Polsce, głównym wakacyjnym zajęciem emeryta jest opieka nad wnukami.

Narzekają także Włosi. Choć i oni mogą liczyć na szkoły: na dziedzińce wystawia się tam dmuchane baseny, żeby było jak na wakacjach właśnie. Letnie przechowalnie są jednak płatne, wzbudzając narzekania, że państwo pozostawiło ludzi i z pracą, i z dziećmi.

Rosjanie, którzy też są niezadowoleni bo mają 28 dni urlopu na 2 miesiące wakacji w szkołach mają opiekunki, niestety, pracujące odpłatnie. Za to standardowe obozy, w cenach porównywalnych do polskich, trwają 21 dni, a nie 10, jak u nas. Wśród rosyjskich nastolatków ogromną popularnością cieszą się też tak zwane obozy wolontarystyczne: przez 45 godzin dziennie pomagają np. archeologom na wykopaliskach, za to finansuje im się podróże i pobyt.

Narzekają też Niemcy. Gdy w ubiegłym roku Instytut Demoskopii w Allensbach zapytał ich, co szczególnie poprawiłoby jakość życia rodzin, połowa badanych i prawie 60 proc. tych, którzy sami mają nieletnie dzieci, wskazała na lepsze możliwości opieki nad dziećmi w czasie wakacji. Ostatnio, pod wpływem społecznych protestów, niektórzy niemieccy pracodawcy dodają jako bonus nie tylko miejsce w przedszkolu zakładowym, lecz również specjalną ofertę wakacyjną dla dzieci swoich pracowników. Na przykład lotnisko w Monachium: od 2011 r. organizuje letni wypoczynek dzieciom w wieku 712 lat części pracowników. Zwiedzają stadion Bayernu Monachium albo studia filmowe, idą obejrzeć jednostkę policji itp.

I nawet dzieciolubni i socjalnie zabezpieczeni Szwedzi narzekają na przerwę wakacyjną, która u nich trwa krócej i kończy się w połowie sierpnia. Tam jednak najgłośniej omawiane są kłopoty z ubogą ofertą pracy wakacyjnej dla 13-latków i starszych. Bo marnują czas.

Babcia? Pracuje

Sama idea długich wakacji jest uzasadniona możliwościami i potrzebami dziecka. – To bardzo ważny czas dla dzieci – podkreśla Konrad Piotrowski, psycholog rozwojowy. – Bo wakacje to nie tylko odpoczynek, ale też złamanie powszedniej rutyny. To również czas rozwijania kompetencji społecznych: kolonie, obozy, wspólne wyjazdy z przyjaciółmi pod namiot – takich rzeczy nie da się zrobić w czasie roku szkolnego. Ale przede wszystkim chodzi w tym o zbieranie zupełnie innych doświadczeń. Ich różnicowanie w życiu jest niezwykle ważne.

Psycholog dodaje też, że trochę nudy dzieciom jest wręcz niezbędne. Jeśli 10-latek zostanie przed południem sam w domu, sam zrobi sobie śniadanie – to będzie z korzyścią dla niego. Pytanie, ile czasu tak przesiedzi? Jeszcze dwie dekady temu dzieci pozostawały głównie pod nadzorem babć, względnie socjalizowały się na trzepakach do czternastej, kiedy to urywali się z pracy rodzice. Ale to się zmienia.

Iza i Wojtek od lat kojarzą wakacje z rozpaczliwym kombinowaniem. Jak wielu innych rodziców do perfekcji opracowali system dzielonych urlopów: najpierw urlop brał Wojtek i zawoził dzieci nad morze, po tygodniu nad morze jechała Iza, a Wojtek wracał. Po kolejnym tygodniu Wojtek znów brał tydzień wolnego i dołączał do rodziny. Jeśli udało się wysłać nad morze babcię, dzieci spędzały nad Bałtykiem prawie miesiąc, w tym tydzień z obojgiem rodziców. Drugą połowę wakacji spędzały już tylko z babcią. Głównie przed telewizorem.

Filip Ćwik, fotograf, w tym roku na babciach oparł cały swój wakacyjny plan. Jeszcze rok temu pracował na kontrakcie, a jego żona Kasia na umowy o dzieło. Więc po ostatnim szkolnym dzwonku wybór był oczywisty: ona zabiera dzieci na wakacje, on pracuje. Wcześniej Kasia uzgodniła wszystko z pracodawcą – że wyjeżdża na półtora miesiąca, a potem wraca do pracy. Nie wróciła, bo nie miała dokąd. Po sześciu tygodniach nie było już dla niej w firmie miejsca. Zastąpił ją ktoś, kto nie musiał spędzać z dziećmi długich wakacji.

W tym roku sytuacja się odwróciła: Kasia ma stałą pracę, Filip pracuje od zlecenia do zlecenia. Wybór znów jest oczywisty: w wakacje Kasia pracuje, Filip opiekuje się dziećmi. Już pierwszy tydzień w domu uświadomił ojcu, że wakacje w Warszawie nie przejdą. Chłopcy – 10-letni Franek i 8-letni Tymek – nudzili się śmiertelnie. Franek trenuje hokeja, więc zdecydowali, że pojedzie na 10-dniowy (dość kosztowny) obóz na Słowację. Ale to dopiero w sierpniu. W związku z wydatkami na obóz i tym, że przez prawie dwa miesiące Filip, opiekując się dziećmi, nie zarobi zbyt wiele, na resztę wakacji przyjęli wariant oszczędnościowy. Czyli babcie.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj